sobota, 18 grudnia 2010
NA wpół SURowa
Wojciech znowu nie mial dobrego nastroju.
ZNowu, bo na obiad czwarty raz z rzędu
w tym tygodniu byla wątróbka.
Wbijal w nią zęby, chociaż byla trochę surowa.
Mielil ją, mielil i wypluwal zmaltretowaną
z powrotem na talerz. Czasem z trudem
polykal te mniejsze kawalki, zamykając przy tym powieki,
gdy przebiegaly po jego plecach peletony dreszczy.
Popijal lapczywie wodę z cytryną i cukrem,
co osiadal nierozpuszczony na dnie.
Wojciech czul się glodny, niezadowolony, jakos źle.
W pracy też nic mu się nie chcialo.
Z nikim nie rozmawial, każdego obojętnie mijal,
fabryczną rutynę przewijal.
Byl to dzień niezdecydowany, senny, niedojedzony.
Wojciecha zaczepila wtedy za ramię " pani starsza"- Danuta.
Danuta wszędzie chodzila z papierosem.
Podobno zaczęla palić, gdy ukończyla jedenascie lat.
W kapeluszu mierzyla metr szesćdziesiąt dwa.
Od kilku lat jej noworocznym postanowieniem
bylo rzucić palenie.
Zapominala o nim zaraz po nowym roku, ale
caly czas nosila przy sobie cos slodkiego
dla zabicia glodu.
Mówi do Wojciecha, żeby poczęstowal się jej czekoladą.
Z kieszeni wyjmuje w szeleszczącym papierze napoczętą tabliczkę.
Wojciech wyciera palce w spodnie i zjada dwa kawalki.
Z glodu już prawie mdlal, obraz mu się rozmazywal, tracil kolor,
dwoil się i troil.
Teraz jest mu ciut lepiej.
Czekolada ma gorzki smak. Są w niej kawalki pomarańczy.
Jedne suszone, inne jeszcze żywe, nasączone skondensowanym sztucznym aromatem.
Wojciech zjadl podarowany kawalek. Podziękowal.
Nie wiedzial tylko czemu " pani starsza" częstowala go slodkosciami.
Przecież jesli dala mu cos, to powinna czegos chcieć.
Nic dzisiaj nie ma za darmo.
Nie ma przyjaźni, usmiechów, uprzejmosci.
Dzis są interesy, kontakty, znajomosci.
Mijal jednak Danutę caly dzień. Ona tylko się usmiechala.
Niczego nie chciala.
Wojciech w nocy nie mógl zasnąć. Męczyla go zgaga. Obficie przelykal slinę.
Lapal powietrze, aż dyskomfort po kosciach się rozejdzie.
Jednak leżąc w lóżku, doszedl do wniosku, że istnieją jeszcze dobrzy ludzie,
ludzie dobrej woli. Tacy, którzy wysylają sms-y o tresci POMAGAM dla biednych dzieci
z fundacji charytatywnych, prowadzonych przez ekskluzywne wlascicielki.
Takie osoby, które częstują obcych czekoladą, zaspokajając ich glód, nie chcąc niczego w zamian. Taka " pani starsza". Taka Danuta.
Usmiechnąl się w duchu Wojciech
i zasnąl pierwszy raz od wielu miesięcy spokojnym snem.
Rano koldra przykrywala nadal cialo Wojciecha.
Zwykle leżala na podlodze, a Wojciech skulony, drżal pokryty gęsią skórką.
Na obiad znowu byla wątróbka. Wojciech wbijal w nią tylko widelec.
Tak jakby chcial jej zrobić krzywdę. Zemscić się.
Dzis do pracy wyszedl glodny.
Spotkal tam znowu usmiechniętą Danutę.
Zaciągala się papierosem.
Zauważyl, że na jej paznokciach ostaly się resztki
fioletowego lakieru.
Teraz i on się do niej usmiechnąl.
Danuta urosla w jego oczach, jako osoba wielkiego serca.
Serdeczna i bezinteresowna.
Nigdy wczesniej nie postrzegal jej w ten sposób.
Danuta tym razem też zaczepila Wojciecha za ramię, ale
jednak spytala zachrypniętym glosem:
- Wojtkuuu mam do ciebie pytanie. Yyy, a wlasciwie to prosbę.
Czy móglbys mi pomóc...?, mam taki ogromny problem...
ZNowu, bo na obiad czwarty raz z rzędu
w tym tygodniu byla wątróbka.
Wbijal w nią zęby, chociaż byla trochę surowa.
Mielil ją, mielil i wypluwal zmaltretowaną
z powrotem na talerz. Czasem z trudem
polykal te mniejsze kawalki, zamykając przy tym powieki,
gdy przebiegaly po jego plecach peletony dreszczy.
Popijal lapczywie wodę z cytryną i cukrem,
co osiadal nierozpuszczony na dnie.
Wojciech czul się glodny, niezadowolony, jakos źle.
W pracy też nic mu się nie chcialo.
Z nikim nie rozmawial, każdego obojętnie mijal,
fabryczną rutynę przewijal.
Byl to dzień niezdecydowany, senny, niedojedzony.
Wojciecha zaczepila wtedy za ramię " pani starsza"- Danuta.
Danuta wszędzie chodzila z papierosem.
Podobno zaczęla palić, gdy ukończyla jedenascie lat.
W kapeluszu mierzyla metr szesćdziesiąt dwa.
Od kilku lat jej noworocznym postanowieniem
bylo rzucić palenie.
Zapominala o nim zaraz po nowym roku, ale
caly czas nosila przy sobie cos slodkiego
dla zabicia glodu.
Mówi do Wojciecha, żeby poczęstowal się jej czekoladą.
Z kieszeni wyjmuje w szeleszczącym papierze napoczętą tabliczkę.
Wojciech wyciera palce w spodnie i zjada dwa kawalki.
Z glodu już prawie mdlal, obraz mu się rozmazywal, tracil kolor,
dwoil się i troil.
Teraz jest mu ciut lepiej.
Czekolada ma gorzki smak. Są w niej kawalki pomarańczy.
Jedne suszone, inne jeszcze żywe, nasączone skondensowanym sztucznym aromatem.
Wojciech zjadl podarowany kawalek. Podziękowal.
Nie wiedzial tylko czemu " pani starsza" częstowala go slodkosciami.
Przecież jesli dala mu cos, to powinna czegos chcieć.
Nic dzisiaj nie ma za darmo.
Nie ma przyjaźni, usmiechów, uprzejmosci.
Dzis są interesy, kontakty, znajomosci.
Mijal jednak Danutę caly dzień. Ona tylko się usmiechala.
Niczego nie chciala.
Wojciech w nocy nie mógl zasnąć. Męczyla go zgaga. Obficie przelykal slinę.
Lapal powietrze, aż dyskomfort po kosciach się rozejdzie.
Jednak leżąc w lóżku, doszedl do wniosku, że istnieją jeszcze dobrzy ludzie,
ludzie dobrej woli. Tacy, którzy wysylają sms-y o tresci POMAGAM dla biednych dzieci
z fundacji charytatywnych, prowadzonych przez ekskluzywne wlascicielki.
Takie osoby, które częstują obcych czekoladą, zaspokajając ich glód, nie chcąc niczego w zamian. Taka " pani starsza". Taka Danuta.
Usmiechnąl się w duchu Wojciech
i zasnąl pierwszy raz od wielu miesięcy spokojnym snem.
Rano koldra przykrywala nadal cialo Wojciecha.
Zwykle leżala na podlodze, a Wojciech skulony, drżal pokryty gęsią skórką.
Na obiad znowu byla wątróbka. Wojciech wbijal w nią tylko widelec.
Tak jakby chcial jej zrobić krzywdę. Zemscić się.
Dzis do pracy wyszedl glodny.
Spotkal tam znowu usmiechniętą Danutę.
Zaciągala się papierosem.
Zauważyl, że na jej paznokciach ostaly się resztki
fioletowego lakieru.
Teraz i on się do niej usmiechnąl.
Danuta urosla w jego oczach, jako osoba wielkiego serca.
Serdeczna i bezinteresowna.
Nigdy wczesniej nie postrzegal jej w ten sposób.
Danuta tym razem też zaczepila Wojciecha za ramię, ale
jednak spytala zachrypniętym glosem:
- Wojtkuuu mam do ciebie pytanie. Yyy, a wlasciwie to prosbę.
Czy móglbys mi pomóc...?, mam taki ogromny problem...
wtorek, 9 listopada 2010
sobota, 6 listopada 2010
rozmowaWtoku
[ w przedziale pociągu do Krakowa, klasa 2]
odjeżdżalam
machalam mu.
i on mi też pomachal.
mówię mu dzis
-stój pomachasz mi.
-a dzis to na tym wietrze nie będę stal.
tu przyjeżdżam na truskawki rowerem
z domu aż.
za darmo to się je bierze.
ale tam gdzie nie dodalam żelfixu
musialam jeszcze raz przesmażyć.
zaraz przyjdziemy tylko pomachamy.
czekaj! przeczeszę się jeszcze.
[ wyciąga duży różowy grzebień
i male niebieskie plastikowe
okrągle lusterko.
jest za duże
by się w nim zmiescić
zobaczyć cokolwiek.
robi to tylko z przyzwyczajenia.}
widzial. pomachal.
byl w oknie. ucieszyl się.
tak machalam. spocilam się troszkę.
to Samborowo. ja się tu urodzilam.
mam gruszkę. mam pomarańczę.
a ja mam krzyżówki.
landrynki mam jeszcze .
platki owsiane sobie kupilam
na sniadanie. zaczynam dbać o linię.
bo mi już drugi raz nie odmacha.
otwieram paczkę
nie, nie chcę nic jesć tylko spróbuję.
wklada do buzi, smakuje, obslinia.
ty spróbuj. ja już nie pogryzę tego.
masz se weź. te biale.
no te większe weź.
o jest. mam już za dużo. na razie styknie.
wybieraj, resztę zostaw. dzięki.
o a co to?
nie wiem co to jest.
chce pani pożuć?
nie dziękuję.
smakuje jak paznokieć.
no już mi za gorąco jest. nie mogę tak.
tak rzeczywiscie zaczyna się robić cieplo.
ale to jest nawet dobre, tylko że twarde.
to już nie na moje zęby.
co kupilas za gazetkę?
Twoje Imperium?
Tina! pokaż poczytam horoskop.
ja jestem panna, ciekawe co mi dolega.
to znaczy zamężna, ale spod znaku.
mam zlotą obrączkę na palcu.
która godzina?
( na opaslej ręce czarny zegareczek z malutką tarczą.
klasyk classic everlastink.
pociąg hamuje przed stacją)
och! moje bakalie!
wszystkie się rozsypaly po podlodze.
zbieraj póki ktos nie wejdzie
o! tam pod siedzeniem
jest jeszcze jedna
a tu ta biala
twarda nie do zgryzienia.
podmuchaj.
jeszcze podróż dluga.
jeszcze sobie zjemy.
konkurs traf nagrodę
i zgarnij wymarzone gadżety
lub pieniądze!
Kasia Cichopek ci pomoże.
oj dużo ludzi idzie
oj będziemy musieli się sciesnić.
dalej dalej bardzo prosimy.
bo ja będę zaraz bardzo brzydko robić
to uciekną!
( smieje się ochoczo)
ja mam chyba tarczycę.
mam tarczycy nadczynnosć powiem więcej.
Tina mówi, że jak swędzą stopy
to to są objawy.
to ja to mam, czuję to.
no tak taka prawda.
dobra gazeta ta Tina.
bardzo ciekawe rzeczy.
a co jesć żeeby obniżyć cisnienie?
musimy zmienić dietę.
slone wyrzucić i tluste
i nic nie będziemy jesć tylko czekać
na kostuchę, ani mi się sni.
ja to czytalam.
jak zajedziemy to będziemy pić kawę?
no nie! żebysmy tańczyly calą noc?
ja to lubię tańczyć!
kocham Szopena.
ja się boję jak on tak jedzie
tym pociągiem, jak tak hamuje na gwalt!
a a a a a !
cholera niee...!
( walizka spada z pólki na kobietę)
to jeszcze ja czy już nie ja?!
rozbilas mi glowę idiotko
po co ją tam wepchalas?! mówilam cii!
moje okulary, zgniotlas mi nos i piersi,
no jak ja teraz wyglądam.
nie wybaczę ci tego, jeszcze zamek poszedl
zaraz wszystko wyleci. mówilam ci
żebys jej tam nie kladla, że spadnie.
rozsypaly się twoje bakalie!
już ich nie zjesz.
dalej będziesz taka gruba, a twój stary
w oknie ci już nie pomacha.
zobaczysz.
tak bym chciala jeszcze kogos pokochać
przytulić się.
ja nie jestem szczęliwa.
mi brakuje mężczyzny.
córka siedzi gdzies w Anglii. nawet nie zadzwoni sama
a jak ja dzownilam do niej i ten zięć odebral,
to potem jej nawet nie przekazal, że dzwonilam.
tak on jest.
on to wogóle taki jest, że szkoda slów, strach się bać
ale takiego sobie wzięla to niech sobie z nim siedzi
niech se go ma.
a ja sama, taka.
- ale tamtem przecież się nadawal.
kandydat taki jak chcialas!
- no wiesz co ! tamten to nawet buzi bym nie dala,
tak mu z ust smierdzialo.
dziadek o lasce. nawet nie wie gdzie ma przód, a gdzie tyl.
kasy też nie ma.
- a no to jakiego ty chcesz. ubzduralas sobie. idealu szukasz.
- a jakiego tam idealu! ja chcę chlopa, ale moze być o lasce.
niekoniecznie musimy uprawiać seks. może być calus i przytualnie.
ale żeby mial kasę. bo ja mam renty pincet zloty, a dorobić nie mogę,
bo kręgoslup mnie boli, szybko się męczę. moglam sprzątać i gotować
u nowobogackich, ale oni to same takie wykwintne rzeczy chcę, że
ja się nie znam na takich przepisach. jeszcze jak zrobię co nie tak
to się zdenerwuje i wytknie, że niedoprawione. a na sprzątanie to też
ciężko. ja nie dam rady odkurzać. zaraz mnie boli.
dziecko moglam pilnować male, ale to też odpowiedzialnosć. ja z tym kręgoslupem
takiego nie upilnuje, a pieniądze też male.
ale czy tak trudno o czystego, schludnego, dobrze wyglądającego partnera dla mnie?
ale byleby kasę mial. może być po dziewięćdziesiątce, to szybciej w kalendarz kopnie
mam cukierki CZTERY rożne smaki!
pomarańcza
cytryna
orange
i lemon.
smacznego.
slyszalam, że ostatnio w toj toju
tym na dworcu
tym malym co za wstęp do niego
dwóch zlotych nie wrzucasz
to się ktos powiesil.
i że rozkladające się zwloki tam znaleźli
ale kto to znalazl!
że jakas wycieczka niemiecka
autokarem rejsowym
postój sobie zrobila. no i wejsć nie mogli
nie dali za wygraną jak to Niemcy
a tu trup.
zgnile cialo.
smród.
o taka opinia pojdzie w swiat.
taki wstyd.
że u nas tak już jest źle
że ludzie w toj toju wieszają się
kończą życie.
to przykre.
a kobiety w kasach mówily,
że tam tyle czasu zajęte i zajęte,
że otworzyć nie można,
że ktos ma takie problemy gastrycznej natury.
ja to teraz już nawet w krzaki obok na siku pójdę,
ale tam to już nie wejdę.
na pewno nie!
mi się Bóg przysnil we snie
ale kazal mi nie mowić jak wygląda.
radzil tylko żebym ciągle szla na prawo.
na prawo.
na prawo.
na prawo.
a ja pamiętam taką piosenkę
to zanucę
hej wojenko lalala.
(dzwoni telefon, Nokia trwa w przekazywaniu polączenia)
ale co już u ciebie siedzi. jeszcze się nie pogodzili.
ona jest walnięta.
on powinien konkretnie,
że taka sytuacja
ale proszę ciebie
ale on powinien
tak czy siak
a nie raz tak raz tak
oni cię psychicznie wykończą
on będzie u ciebie siedzial
a ty mu masz dać pieniądze na wszystko?
z ciotką Haliną jedziemy do Skierniewic
muszę tam cos nie cos zalatwić
nie zalożylam tej sprawy
pieniądze w depozycie sądowym.
nie bylam w stanie napisać.
no, no
przynila mi się dzis Kasia
jakies paczki robila, pakowala
Paulina przy stole siedziala
jakby cos jadla.
i tak nie wiem co jest
no ona po prostu się przysnila
no czlowiek też dużo mysli
ale nie wiadomo jak jest
tez by się mogla odezwać
do Bolka często dzwoni ja wiem
aaa Jola Jola
ja wyczytalam w Tinie
jesli na dziecko
dofinansowanie do szkoly
jak dziecko nie dowidzi
to nawet czterysta zloty się należy
ale to bez względu
ciotki Haliny gazeta Tina tak Tina
jak ma dziecko grupę inwalidzką
nawet jak dochód przekracza
to możesz się ubiegać
tak tam pisze!
Tina gazeta
nie Twoje Imperium.
ja sam kupię
uwielbiam ją
tam są takie fajne porady
zlotówkę kosztuje i tam pisze
ja kupię i ci przywiozę
albo sama se kup
dobra to do wieczora
buziaki pa
( rozlącza się, brak kredytu na karcie.
minę ma skwaszoną, z grymasem)
tragedia u niej
musieli calą
kabinę prysznicową rozebrać
i rury wymienić
bo sąsiadowi zalewalo
ona go uderzyla pobila
pokaleczyla go
a on jej siekierą oddal
on tylko z buzią do niej
a ona z pazurami
przy wszystkich tak go pokaleczyla
i facet kawal chlopa
i tak pokaleczyla znowu
policją straszyla
ja to bym ją
tak w tylek kopnęla
żeby caly jej but wlazl
żeby do końca go poczula
on ma już nerwicę przez nią
u nich sajgon brud smród
pralkę mają a jak on nie upierze
to nic smród syf.
ona by chciala żeby to on robil.
Halinko jest za piętnascie trzecia
a my jeszcze obiadu nie jadly.
wyjmę chusteczkę do wytarcia rąk
mam taką nawilżaną, mokrą, antybakteryjną.
lubię je, jak ona ladnie pachnie.
same cukieraski mleczne, owocowe, które chcesz?
owocowe, dobrze.
kanapki z polędwicą
a schabowy na wieczór zostawimy
może wieczorem
w tesco jakąs bulkę kupimy
ależ mnie boli kręgoslup ja dziękuję.
nie smiecić.
( mówi oburzonym tonem z ustami zapchanymi kanapką)
ja nie mogę sobie dorobić
dla mnie to tylko różaniec i pod kosciól.
sąsiadów to ja nawet tutaj nie znam teraz.
nie lubię chyba mnie.
nawet na dzień dobry nie odpowiedzą.
pani mieszka w Warszawie
bo tu gdzie my mieszkamy
to można zarobić
jak sobie w nosie podlubię.
czuję, że kisnę.
odjeżdżalam
machalam mu.
i on mi też pomachal.
mówię mu dzis
-stój pomachasz mi.
-a dzis to na tym wietrze nie będę stal.
tu przyjeżdżam na truskawki rowerem
z domu aż.
za darmo to się je bierze.
ale tam gdzie nie dodalam żelfixu
musialam jeszcze raz przesmażyć.
zaraz przyjdziemy tylko pomachamy.
czekaj! przeczeszę się jeszcze.
[ wyciąga duży różowy grzebień
i male niebieskie plastikowe
okrągle lusterko.
jest za duże
by się w nim zmiescić
zobaczyć cokolwiek.
robi to tylko z przyzwyczajenia.}
widzial. pomachal.
byl w oknie. ucieszyl się.
tak machalam. spocilam się troszkę.
to Samborowo. ja się tu urodzilam.
mam gruszkę. mam pomarańczę.
a ja mam krzyżówki.
landrynki mam jeszcze .
platki owsiane sobie kupilam
na sniadanie. zaczynam dbać o linię.
bo mi już drugi raz nie odmacha.
otwieram paczkę
nie, nie chcę nic jesć tylko spróbuję.
wklada do buzi, smakuje, obslinia.
ty spróbuj. ja już nie pogryzę tego.
masz se weź. te biale.
no te większe weź.
o jest. mam już za dużo. na razie styknie.
wybieraj, resztę zostaw. dzięki.
o a co to?
nie wiem co to jest.
chce pani pożuć?
nie dziękuję.
smakuje jak paznokieć.
no już mi za gorąco jest. nie mogę tak.
tak rzeczywiscie zaczyna się robić cieplo.
ale to jest nawet dobre, tylko że twarde.
to już nie na moje zęby.
co kupilas za gazetkę?
Twoje Imperium?
Tina! pokaż poczytam horoskop.
ja jestem panna, ciekawe co mi dolega.
to znaczy zamężna, ale spod znaku.
mam zlotą obrączkę na palcu.
która godzina?
( na opaslej ręce czarny zegareczek z malutką tarczą.
klasyk classic everlastink.
pociąg hamuje przed stacją)
och! moje bakalie!
wszystkie się rozsypaly po podlodze.
zbieraj póki ktos nie wejdzie
o! tam pod siedzeniem
jest jeszcze jedna
a tu ta biala
twarda nie do zgryzienia.
podmuchaj.
jeszcze podróż dluga.
jeszcze sobie zjemy.
konkurs traf nagrodę
i zgarnij wymarzone gadżety
lub pieniądze!
Kasia Cichopek ci pomoże.
oj dużo ludzi idzie
oj będziemy musieli się sciesnić.
dalej dalej bardzo prosimy.
bo ja będę zaraz bardzo brzydko robić
to uciekną!
( smieje się ochoczo)
ja mam chyba tarczycę.
mam tarczycy nadczynnosć powiem więcej.
Tina mówi, że jak swędzą stopy
to to są objawy.
to ja to mam, czuję to.
no tak taka prawda.
dobra gazeta ta Tina.
bardzo ciekawe rzeczy.
a co jesć żeeby obniżyć cisnienie?
musimy zmienić dietę.
slone wyrzucić i tluste
i nic nie będziemy jesć tylko czekać
na kostuchę, ani mi się sni.
ja to czytalam.
jak zajedziemy to będziemy pić kawę?
no nie! żebysmy tańczyly calą noc?
ja to lubię tańczyć!
kocham Szopena.
ja się boję jak on tak jedzie
tym pociągiem, jak tak hamuje na gwalt!
a a a a a !
cholera niee...!
( walizka spada z pólki na kobietę)
to jeszcze ja czy już nie ja?!
rozbilas mi glowę idiotko
po co ją tam wepchalas?! mówilam cii!
moje okulary, zgniotlas mi nos i piersi,
no jak ja teraz wyglądam.
nie wybaczę ci tego, jeszcze zamek poszedl
zaraz wszystko wyleci. mówilam ci
żebys jej tam nie kladla, że spadnie.
rozsypaly się twoje bakalie!
już ich nie zjesz.
dalej będziesz taka gruba, a twój stary
w oknie ci już nie pomacha.
zobaczysz.
tak bym chciala jeszcze kogos pokochać
przytulić się.
ja nie jestem szczęliwa.
mi brakuje mężczyzny.
córka siedzi gdzies w Anglii. nawet nie zadzwoni sama
a jak ja dzownilam do niej i ten zięć odebral,
to potem jej nawet nie przekazal, że dzwonilam.
tak on jest.
on to wogóle taki jest, że szkoda slów, strach się bać
ale takiego sobie wzięla to niech sobie z nim siedzi
niech se go ma.
a ja sama, taka.
- ale tamtem przecież się nadawal.
kandydat taki jak chcialas!
- no wiesz co ! tamten to nawet buzi bym nie dala,
tak mu z ust smierdzialo.
dziadek o lasce. nawet nie wie gdzie ma przód, a gdzie tyl.
kasy też nie ma.
- a no to jakiego ty chcesz. ubzduralas sobie. idealu szukasz.
- a jakiego tam idealu! ja chcę chlopa, ale moze być o lasce.
niekoniecznie musimy uprawiać seks. może być calus i przytualnie.
ale żeby mial kasę. bo ja mam renty pincet zloty, a dorobić nie mogę,
bo kręgoslup mnie boli, szybko się męczę. moglam sprzątać i gotować
u nowobogackich, ale oni to same takie wykwintne rzeczy chcę, że
ja się nie znam na takich przepisach. jeszcze jak zrobię co nie tak
to się zdenerwuje i wytknie, że niedoprawione. a na sprzątanie to też
ciężko. ja nie dam rady odkurzać. zaraz mnie boli.
dziecko moglam pilnować male, ale to też odpowiedzialnosć. ja z tym kręgoslupem
takiego nie upilnuje, a pieniądze też male.
ale czy tak trudno o czystego, schludnego, dobrze wyglądającego partnera dla mnie?
ale byleby kasę mial. może być po dziewięćdziesiątce, to szybciej w kalendarz kopnie
mam cukierki CZTERY rożne smaki!
pomarańcza
cytryna
orange
i lemon.
smacznego.
slyszalam, że ostatnio w toj toju
tym na dworcu
tym malym co za wstęp do niego
dwóch zlotych nie wrzucasz
to się ktos powiesil.
i że rozkladające się zwloki tam znaleźli
ale kto to znalazl!
że jakas wycieczka niemiecka
autokarem rejsowym
postój sobie zrobila. no i wejsć nie mogli
nie dali za wygraną jak to Niemcy
a tu trup.
zgnile cialo.
smród.
o taka opinia pojdzie w swiat.
taki wstyd.
że u nas tak już jest źle
że ludzie w toj toju wieszają się
kończą życie.
to przykre.
a kobiety w kasach mówily,
że tam tyle czasu zajęte i zajęte,
że otworzyć nie można,
że ktos ma takie problemy gastrycznej natury.
ja to teraz już nawet w krzaki obok na siku pójdę,
ale tam to już nie wejdę.
na pewno nie!
mi się Bóg przysnil we snie
ale kazal mi nie mowić jak wygląda.
radzil tylko żebym ciągle szla na prawo.
na prawo.
na prawo.
na prawo.
a ja pamiętam taką piosenkę
to zanucę
hej wojenko lalala.
(dzwoni telefon, Nokia trwa w przekazywaniu polączenia)
ale co już u ciebie siedzi. jeszcze się nie pogodzili.
ona jest walnięta.
on powinien konkretnie,
że taka sytuacja
ale proszę ciebie
ale on powinien
tak czy siak
a nie raz tak raz tak
oni cię psychicznie wykończą
on będzie u ciebie siedzial
a ty mu masz dać pieniądze na wszystko?
z ciotką Haliną jedziemy do Skierniewic
muszę tam cos nie cos zalatwić
nie zalożylam tej sprawy
pieniądze w depozycie sądowym.
nie bylam w stanie napisać.
no, no
przynila mi się dzis Kasia
jakies paczki robila, pakowala
Paulina przy stole siedziala
jakby cos jadla.
i tak nie wiem co jest
no ona po prostu się przysnila
no czlowiek też dużo mysli
ale nie wiadomo jak jest
tez by się mogla odezwać
do Bolka często dzwoni ja wiem
aaa Jola Jola
ja wyczytalam w Tinie
jesli na dziecko
dofinansowanie do szkoly
jak dziecko nie dowidzi
to nawet czterysta zloty się należy
ale to bez względu
ciotki Haliny gazeta Tina tak Tina
jak ma dziecko grupę inwalidzką
nawet jak dochód przekracza
to możesz się ubiegać
tak tam pisze!
Tina gazeta
nie Twoje Imperium.
ja sam kupię
uwielbiam ją
tam są takie fajne porady
zlotówkę kosztuje i tam pisze
ja kupię i ci przywiozę
albo sama se kup
dobra to do wieczora
buziaki pa
( rozlącza się, brak kredytu na karcie.
minę ma skwaszoną, z grymasem)
tragedia u niej
musieli calą
kabinę prysznicową rozebrać
i rury wymienić
bo sąsiadowi zalewalo
ona go uderzyla pobila
pokaleczyla go
a on jej siekierą oddal
on tylko z buzią do niej
a ona z pazurami
przy wszystkich tak go pokaleczyla
i facet kawal chlopa
i tak pokaleczyla znowu
policją straszyla
ja to bym ją
tak w tylek kopnęla
żeby caly jej but wlazl
żeby do końca go poczula
on ma już nerwicę przez nią
u nich sajgon brud smród
pralkę mają a jak on nie upierze
to nic smród syf.
ona by chciala żeby to on robil.
Halinko jest za piętnascie trzecia
a my jeszcze obiadu nie jadly.
wyjmę chusteczkę do wytarcia rąk
mam taką nawilżaną, mokrą, antybakteryjną.
lubię je, jak ona ladnie pachnie.
same cukieraski mleczne, owocowe, które chcesz?
owocowe, dobrze.
kanapki z polędwicą
a schabowy na wieczór zostawimy
może wieczorem
w tesco jakąs bulkę kupimy
ależ mnie boli kręgoslup ja dziękuję.
nie smiecić.
( mówi oburzonym tonem z ustami zapchanymi kanapką)
ja nie mogę sobie dorobić
dla mnie to tylko różaniec i pod kosciól.
sąsiadów to ja nawet tutaj nie znam teraz.
nie lubię chyba mnie.
nawet na dzień dobry nie odpowiedzą.
pani mieszka w Warszawie
bo tu gdzie my mieszkamy
to można zarobić
jak sobie w nosie podlubię.
czuję, że kisnę.
wtorek, 19 października 2010
UWU. ukrop
Halina wzięla z mężem tydzień urlopu.
Urlopu w sierpniu, bo w prognozie pogody
mówili, że będzie ladna, sloneczna, no ewentualnie
miejscami zachmurzone niebo
z przelotnymi opadami deszczu lub burzami.
Dzialaniem niepożądanym, skutkiem ubocznym.
Pojechala z mężem nad polskie morze, nad wybrzeże.
Mąż jeszcze kiedy byl kawalerem lubil góry,
ale Halina od dziecka byla leniwa i po górach
chodzić nie lubila.
Zmęczylaby się wtedy za mocno, zasapala i spocila.
Czulaby się skonana. A ona jest na urlopie.
Nad morzem rozloży sobie ręcznik i parawan,
popluska się w wodzie, skórę rozgrzeje do czerwonosci.
Na to caly rok czekala.
Iwona opala się na brzuchu. Ma czym oddychać.
Jednoczęsciowy strój mial wyszczuplić jej cialo, ukryć
nadwagę- trwalą pamiątkę po ciąży i cellulit.
W internecie pisali, że to zachodni hit.
Więc Iwona uwierzyla i zakupila.
Wierzy, że teraz jest sexy, że nie ma bardziej
urodziwej, zgrabnej i ponętnej
na calej dlugosci plaży.
Iwona się smaży.
Tak jak ryba jej męża Slawka, który często
musi wyjeżdżać w delegacje.
Nigdy nie ma go w domu.
Ciągle jest gdzies w trasie.
Gdyby kiedys zaginąl, pewnie nie wiedzialaby nawet
gdzie go szukać.
Tuła się i tyra po swiecie tu i tam, wte i we wte.
Iwona czeka na niego czasem z obiadem
Ich dziecko ma trzy lata. Też czeka.
Na zabawkę od ojca.
Iwona nie kocha Slawka, ale nie chce być sama.
Samotna matka od razu jest skreslana.
Wyszla za niego za mąż, gdy byla z nim w szóstym miesiącu.
Dziecko ojca widzi rzadko. Nie pamięta dokladnie jego twarzy.
Iwona czasem zapraszala swoich kolegów ze szkoly,
których spotykala po latach
na portalach spolecznosćiowych.
Spędzala z nimi nastrojowe wieczory.
A gdy nocowali już u niej, dziecko pytalo:
- Czy dzis ten pan będzie z nami spal?
Zaczęlo wtedy Iwonę brać pod wlos,
więc dostaje co chce, a gdy nie
to placze i się drze.
Mówi wciąż, że poskarży się tacie.
- Mamo sikuu !
Siku mi się chce.
- Jezu daj mi spokój. Usiądź na tylku wreszcie,
a nie latasz wszędzie.
- Mamoo siku !
- Opalam się nie widzisz?
Nie mogę się ruszać.
Zaraz może zajsć slońce.
- Sikam już.
-A daj mi spokój, bo mnie na nerwy dziala...
Cooo ?!
Co Ty wyprawiasz ?! Stój!
Wstydu mam się najesć prze ciebie?
Iwona zrywa się z ręcznika jak oparzona.
Kostium nerwowo podciąga.
Jej plecy są już bordowe.
( -Tego idioty nie ma cale dnie,
nawet dzieckiem się nie zajmie,
kiedy przyjedzie raz na ruski rok,
tylko pójsć się najesć, żlopać piwsko.)
- Mamo siikam ! Psii
- Ale tu nie ma toalety, zobacz!
Widzisz gdzies?!
Czekaj, mam pomysl.
Chodź!
Iwona raptownie bierze dziecko za rękę.
Omija slalomem spocone ciala na ręcznikach.
Dziecko nie nadąża za jej krokiem.
Ciala oddychają jedno przy drugim ulożone chaotycznie.
Mężczyźni bogato owlosieni na plecach.
Kobiety o wysokiej zawartosci tluszczu.
Iwona prowadzi dziecko do wody.
- Chodź się popluskamy trochę.
- Ale ja chcę si...
- Cicho bądź, chodź tu!
Iwona zanurza się do kolan,
dziecko zanurza się do pasa
(mówi szeptem)
- Sikaj teraz.
Już? Wszystko?
Dziecko kiwa glową zadowolone.
Tadeusz dopóki nie spotkal swojej żony,
byl wysportowanym mlodzieńcem. Na prywatkach
zawsze mial wzięcie i każda kobieta chciala z nim
zatańczyć.
Tadeusz zawsze lubil ruch, a Halina nie przepadala
za aktywną formą spędzania wolnego czasu.
Gotowala tlusto i niezdrowo, więc Tadeusz po slubie
szybko przytyl i nadwagi już zrzucić nie potrafil.
Tadeusz przygląda się mlodej dziewczynie z dzieckiem,
stojącym w wodzie.
Lustruje ją dokladnie.
Dziewczyna jest sredniego wzrostu.
Ma duże piersi, dużą pupę.
Dlugie, farbowane wlosy, z których schodzi kolor.
Jej skóra blyszczy się od nadmiaru olejku.
Wedlug niego jest calkiem zgrabna.
Tadeusz wstaje ze swojego miejsca.
Wchodzi za kobietą do wody i staje w jej pobliżu.
Poprawia swoje slipy i zloty lancuszek na szyi,
tak aby zapięcie bylo z tylu.
Z pępka wyjmuje sobie paprochy, które gromadzą się tam,
gdy nosi koszulki.
Teraz widzie ją dokladnie. Zaczyna mu się podobać.
Nie potrafi ukryć emocji jakie w nim wzbudza,
więc zanurza się w wodzie w ten sam sposób
jak jej dziecko.
Woda nie jest już letnia. Jest ciepla.
Taduesz przygląda się Halinie, która leży wywalona na brzegu.
Porównuje ją do dziewczyny. Bije się z myslami,
dlaczego tak wlasciwie związal się z Haliną.
Przecież jeszcze jak byla mloda, nie byla urodziwa.
Mial ladniejsze dziewczyny, niż ona.
Mial inteligentniejsze dziewczyny, niz ona.
Moglby się z nią rozwiesć,
bo nigdy go przecież nie poruszala,
oprócz tego że swiadomie psula mu krew.
Ona jest tylko jego nielubianą wspóllokatorką,
a on jej wspollokatorem.
Chociaż żyją w jednym i tym samym mieszkaniu
od trzydziestu lat w malżeństwie,
w pseudosymbiozie.
Od trzydziestu lat znoszą siebie wzajemnie.
- Halina, chodź do wody, poplywamy trochę,
wiesz jaka ciepla woda?
Chodż zobacz!
Halina leży na brzuchu. Odzywa się,
chociaż w stronę Tadeusza się nie patrzy.
- Nie chce mi się. Nie zawracaj mi glowy.
Widzisz, że się opalam.
Caly tydzień tu siedzimy i caly tydzień
padal deszcz do cholery!
Teraz trochę slońca wyszlo to korzystam, nie?!
- A tam, no chodź zobacz jaka ciepla , przyjemna.
- Weź ty nie denrwuj mnie.
Halina zwleka się z ręcznika.
Jej obwisle piersi cale oblepione są piaskiem.
Idzie powoli i mija się z kobietą,
która wychodzi z wody z dzieckiem.
Chialaby mieć chociaż takie cialo jak ona.
Halina zanurza nogi w morzu.
- No miales rację, faktycznie cieplutka!
- Mówilem ci, ale ty mnie nigdy nie sluchasz,
zawsze wiesz lepiej.
- Nie denerwuj mnie mówię ci !
tylko mi nerwy zjadasz!
Halina naciera swoje cialo wodą.
Naciera twarz, ręce i piersi.
Robi znak krzyża. Nurkuje.
Sięga dna.
Slawek sam poszedl zjesć rybę do smażalni.
Doskwieral mu niezaspokojony glód,
a kelnerka w srodku byla bardzo kontaktowa.
Pokazala mu palcem gdzie jest lazienka.
Z najwyższysm standardem obslugiwala
każdego swojego klienta.
Po wilgotnych dniach, nagle zrobilo się
bardzo gorąco.
Jak rzadko nad wybrzeżem,
bylo tak parno, że z trudem
czerpalo się oddech.
Istny ukrop.
Urlopu w sierpniu, bo w prognozie pogody
mówili, że będzie ladna, sloneczna, no ewentualnie
miejscami zachmurzone niebo
z przelotnymi opadami deszczu lub burzami.
Dzialaniem niepożądanym, skutkiem ubocznym.
Pojechala z mężem nad polskie morze, nad wybrzeże.
Mąż jeszcze kiedy byl kawalerem lubil góry,
ale Halina od dziecka byla leniwa i po górach
chodzić nie lubila.
Zmęczylaby się wtedy za mocno, zasapala i spocila.
Czulaby się skonana. A ona jest na urlopie.
Nad morzem rozloży sobie ręcznik i parawan,
popluska się w wodzie, skórę rozgrzeje do czerwonosci.
Na to caly rok czekala.
Iwona opala się na brzuchu. Ma czym oddychać.
Jednoczęsciowy strój mial wyszczuplić jej cialo, ukryć
nadwagę- trwalą pamiątkę po ciąży i cellulit.
W internecie pisali, że to zachodni hit.
Więc Iwona uwierzyla i zakupila.
Wierzy, że teraz jest sexy, że nie ma bardziej
urodziwej, zgrabnej i ponętnej
na calej dlugosci plaży.
Iwona się smaży.
Tak jak ryba jej męża Slawka, który często
musi wyjeżdżać w delegacje.
Nigdy nie ma go w domu.
Ciągle jest gdzies w trasie.
Gdyby kiedys zaginąl, pewnie nie wiedzialaby nawet
gdzie go szukać.
Tuła się i tyra po swiecie tu i tam, wte i we wte.
Iwona czeka na niego czasem z obiadem
Ich dziecko ma trzy lata. Też czeka.
Na zabawkę od ojca.
Iwona nie kocha Slawka, ale nie chce być sama.
Samotna matka od razu jest skreslana.
Wyszla za niego za mąż, gdy byla z nim w szóstym miesiącu.
Dziecko ojca widzi rzadko. Nie pamięta dokladnie jego twarzy.
Iwona czasem zapraszala swoich kolegów ze szkoly,
których spotykala po latach
na portalach spolecznosćiowych.
Spędzala z nimi nastrojowe wieczory.
A gdy nocowali już u niej, dziecko pytalo:
- Czy dzis ten pan będzie z nami spal?
Zaczęlo wtedy Iwonę brać pod wlos,
więc dostaje co chce, a gdy nie
to placze i się drze.
Mówi wciąż, że poskarży się tacie.
- Mamo sikuu !
Siku mi się chce.
- Jezu daj mi spokój. Usiądź na tylku wreszcie,
a nie latasz wszędzie.
- Mamoo siku !
- Opalam się nie widzisz?
Nie mogę się ruszać.
Zaraz może zajsć slońce.
- Sikam już.
-A daj mi spokój, bo mnie na nerwy dziala...
Cooo ?!
Co Ty wyprawiasz ?! Stój!
Wstydu mam się najesć prze ciebie?
Iwona zrywa się z ręcznika jak oparzona.
Kostium nerwowo podciąga.
Jej plecy są już bordowe.
( -Tego idioty nie ma cale dnie,
nawet dzieckiem się nie zajmie,
kiedy przyjedzie raz na ruski rok,
tylko pójsć się najesć, żlopać piwsko.)
- Mamo siikam ! Psii
- Ale tu nie ma toalety, zobacz!
Widzisz gdzies?!
Czekaj, mam pomysl.
Chodź!
Iwona raptownie bierze dziecko za rękę.
Omija slalomem spocone ciala na ręcznikach.
Dziecko nie nadąża za jej krokiem.
Ciala oddychają jedno przy drugim ulożone chaotycznie.
Mężczyźni bogato owlosieni na plecach.
Kobiety o wysokiej zawartosci tluszczu.
Iwona prowadzi dziecko do wody.
- Chodź się popluskamy trochę.
- Ale ja chcę si...
- Cicho bądź, chodź tu!
Iwona zanurza się do kolan,
dziecko zanurza się do pasa
(mówi szeptem)
- Sikaj teraz.
Już? Wszystko?
Dziecko kiwa glową zadowolone.
Tadeusz dopóki nie spotkal swojej żony,
byl wysportowanym mlodzieńcem. Na prywatkach
zawsze mial wzięcie i każda kobieta chciala z nim
zatańczyć.
Tadeusz zawsze lubil ruch, a Halina nie przepadala
za aktywną formą spędzania wolnego czasu.
Gotowala tlusto i niezdrowo, więc Tadeusz po slubie
szybko przytyl i nadwagi już zrzucić nie potrafil.
Tadeusz przygląda się mlodej dziewczynie z dzieckiem,
stojącym w wodzie.
Lustruje ją dokladnie.
Dziewczyna jest sredniego wzrostu.
Ma duże piersi, dużą pupę.
Dlugie, farbowane wlosy, z których schodzi kolor.
Jej skóra blyszczy się od nadmiaru olejku.
Wedlug niego jest calkiem zgrabna.
Tadeusz wstaje ze swojego miejsca.
Wchodzi za kobietą do wody i staje w jej pobliżu.
Poprawia swoje slipy i zloty lancuszek na szyi,
tak aby zapięcie bylo z tylu.
Z pępka wyjmuje sobie paprochy, które gromadzą się tam,
gdy nosi koszulki.
Teraz widzie ją dokladnie. Zaczyna mu się podobać.
Nie potrafi ukryć emocji jakie w nim wzbudza,
więc zanurza się w wodzie w ten sam sposób
jak jej dziecko.
Woda nie jest już letnia. Jest ciepla.
Taduesz przygląda się Halinie, która leży wywalona na brzegu.
Porównuje ją do dziewczyny. Bije się z myslami,
dlaczego tak wlasciwie związal się z Haliną.
Przecież jeszcze jak byla mloda, nie byla urodziwa.
Mial ladniejsze dziewczyny, niż ona.
Mial inteligentniejsze dziewczyny, niz ona.
Moglby się z nią rozwiesć,
bo nigdy go przecież nie poruszala,
oprócz tego że swiadomie psula mu krew.
Ona jest tylko jego nielubianą wspóllokatorką,
a on jej wspollokatorem.
Chociaż żyją w jednym i tym samym mieszkaniu
od trzydziestu lat w malżeństwie,
w pseudosymbiozie.
Od trzydziestu lat znoszą siebie wzajemnie.
- Halina, chodź do wody, poplywamy trochę,
wiesz jaka ciepla woda?
Chodż zobacz!
Halina leży na brzuchu. Odzywa się,
chociaż w stronę Tadeusza się nie patrzy.
- Nie chce mi się. Nie zawracaj mi glowy.
Widzisz, że się opalam.
Caly tydzień tu siedzimy i caly tydzień
padal deszcz do cholery!
Teraz trochę slońca wyszlo to korzystam, nie?!
- A tam, no chodź zobacz jaka ciepla , przyjemna.
- Weź ty nie denrwuj mnie.
Halina zwleka się z ręcznika.
Jej obwisle piersi cale oblepione są piaskiem.
Idzie powoli i mija się z kobietą,
która wychodzi z wody z dzieckiem.
Chialaby mieć chociaż takie cialo jak ona.
Halina zanurza nogi w morzu.
- No miales rację, faktycznie cieplutka!
- Mówilem ci, ale ty mnie nigdy nie sluchasz,
zawsze wiesz lepiej.
- Nie denerwuj mnie mówię ci !
tylko mi nerwy zjadasz!
Halina naciera swoje cialo wodą.
Naciera twarz, ręce i piersi.
Robi znak krzyża. Nurkuje.
Sięga dna.
Slawek sam poszedl zjesć rybę do smażalni.
Doskwieral mu niezaspokojony glód,
a kelnerka w srodku byla bardzo kontaktowa.
Pokazala mu palcem gdzie jest lazienka.
Z najwyższysm standardem obslugiwala
każdego swojego klienta.
Po wilgotnych dniach, nagle zrobilo się
bardzo gorąco.
Jak rzadko nad wybrzeżem,
bylo tak parno, że z trudem
czerpalo się oddech.
Istny ukrop.
czwartek, 30 września 2010
Quiero ser hermosa- Chcę być piękna ( część 1 z 2)
będzie bez grosika
no nie będę miala jak wydać niestety\
przy okzaji bo mi się skończyly dobrze?
no nie mam drobnych
bez reszty tak? bez grosika.
paragonik, reklamówkę?
Janina dorabia sobie do renty w ten sposób.
siedzi na kasie.
w tesco. w nocy. na pól etatu.
już dawno przestala o siebie dbać,
troszczyć się o to co widzi w lustrze w przedpokoju.
Lustro wyczysci , wypucuje, wychucha na glanc, ale
sama siebie... to już nie zawsze.
za to paznkocie Janina kiedy się tylko da ma zrobione.
to wedlug niej tipsów ekstraklasa.
kolor, ksztalt, cyrkonia.
blichtr, na bogato, blysk.
Janina otwiera delikatnie usta.
zanurza w nich palec. slini odrobinę.
wyjmuje palec i odrywa paragon od kasy.\
wszystko robi bardzo sprawni.
można by wręcz pomysleć, że w mgnieniu oka,
lecz Janiny nie sposób objąć jednym spojrzeniem.
Janina to panorama zdjęć.
Klient dziękuje lub nie i zniesmaczony odchodzi
od tasmy bez grosza, bez paragonu.
Paragon ląduje zgnieciony w koszu pod kasą.
Zas każdy niewydany grosz w Janiny kozakach,
upchany glęboko, pod ocieplającą wkladką.
Janina zbiera grosze do skarbonki ze sklepu bezclowego
"wszystko za piątaka".
zbiera liczy i zbiera aż do pięćdziesięciu zlotych.
wtedy wymienia niewydane reszty na jeden banknot -
przepustkę do nowych tipsów u Jolki.
Ludzie nie sledzą paragonów tam jest tak nabite,
że nie sposób jest zrozumieć kodów, literek, ceny i tak
nie odpowiadają asortymentowi na pólce.
Reklamacje, choć rzadkie to i tak nie są uwzględniane.
Tak tu malym drukiem wszystko jest przecież napisane.
Pan tu się zajmie wypelnianiem karty rabatowej
naszej specjalnej klubowej programu
lojalnociowego dla stalego klienta, gdzie do wygrania
jest nowy rodzinny samochód kombi, nowoczesna pralka,
lodówka oraz mikrofalowa kuchenka
(Ja w międzyczasie podwójnie nabiję promocję na cukier i mąkę,
szampon do wlosów trzy w jednym, mniejszy w cenie większego, o
placi gotówką, dzis sobie polowię.)
Tak mamy wiele punktów do zdobycia.
Każde wydane trzysta zlotych to trzy punkty w naszym programie.
Każde trzy tysiące punktów to rabat, aż pięć procent na zakupy
w naszym sklepie i nagrody gwarantowane- niezawodna elektryczna
szczoteczka do zębów mycia.
Usuwa kamień!
Niestety nie będę miala drobnych do wydania,
bez reszty będzie i życzę powodzenia! Do widzenia!
Janina przez pól nocy przerzuci przez tasmę pewnie pól tony towaru.
Ludzie w nocy są jeszcze bardziej zachlanni, dzicy, niż za dnia.
Szczególnie na alkohol ich pragnienie nie gasnie.
Dlatego jej koleżanki zawsze narzekają, że nocka jest taka ciężka.
Mimo to tipsy Janiny są nienaruszone.
Wyjątkowo dba o nie.
Cieszą jej oko.
Są bliskie jej sercu.
Są jej oczkiem w glowie.
Tak jak jej jeden jedyny kotek.
On nie spi kiedy Janina wraca z warty.
Chodź tu mój misiu, twoja kicia już wrócila do ciebie z pracki.
przytul mnie mocno. jak tam?> czekales na mnie grzecznie jak zwykle prawda?
no chodź nie wstydź się. zaraz podgrzeje ci jedzonko. chyba nic nie zjadles jak mnie nie bylo. jestem taka zmęczona. zobacz jak pachnie, na pewno ci posmakuje, czekaj chwileczkę, lyżeczką sprawdzę czy dobre, czy nie gorące. Umm pyszne już ci nakladam, jestes przecież bardzo bardzo glodny.
Daj mi buziaka. Oo ! smacznego! no proszę bardzo. ja idę do lóżka trochę odpocząć się zdrzemnąć.
Ale, co to ?
co to tak tu smierdzi?
jakis tu smród czuję no.
Wali, wali, że szok
Kazik znowu nie opróżnil Kiciusiowi kuwety!
no nigdy temu staremu się nic nie chce, proszę cos żeby zrobil to nie,
naprawić kran nie,
zrobić zakupy zalatwić cos w urzędzie nie,
cos trochę mi pomóc, ulżyć,
wyniesć smieci to nie,
ale seksu to mu się ciągle chce. o ! Boże e!
na to zawsze ma silę. niespożyte poklady energii.
no nie zasnę tak, bo się uduszę.
Matko swięta! Fu u !
Kot mlody, a smierdzi po nim tak jakby to byl stary kocur.
no i teraz muszę się w tym grzebać, ja stara ja zmęczona.
FUU SMRÓD, na bieżąco niby się wynosi a to parszywy smród.
fu fu, Boże jaki smród.
Tragedia no tragedia, ach och nie! moje paznokcie!
O Jezu zlamalam! trzeba będzie kleić cholera jasna.
dopiero co wczoraj je zrobilam.
Niech Cię pioruny siarczyste, szlag jasny trafi
krew nagla zaleje Kazik!, już ty zobaczysz,
spisz na tapczanie.
Ja dzis z Kiciusiem, choć paznokcie mam pouszkadzane.
Już ty zobaczysz leniu, ja ci pokażę...
CDN
no nie będę miala jak wydać niestety\
przy okzaji bo mi się skończyly dobrze?
no nie mam drobnych
bez reszty tak? bez grosika.
paragonik, reklamówkę?
Janina dorabia sobie do renty w ten sposób.
siedzi na kasie.
w tesco. w nocy. na pól etatu.
już dawno przestala o siebie dbać,
troszczyć się o to co widzi w lustrze w przedpokoju.
Lustro wyczysci , wypucuje, wychucha na glanc, ale
sama siebie... to już nie zawsze.
za to paznkocie Janina kiedy się tylko da ma zrobione.
to wedlug niej tipsów ekstraklasa.
kolor, ksztalt, cyrkonia.
blichtr, na bogato, blysk.
Janina otwiera delikatnie usta.
zanurza w nich palec. slini odrobinę.
wyjmuje palec i odrywa paragon od kasy.\
wszystko robi bardzo sprawni.
można by wręcz pomysleć, że w mgnieniu oka,
lecz Janiny nie sposób objąć jednym spojrzeniem.
Janina to panorama zdjęć.
Klient dziękuje lub nie i zniesmaczony odchodzi
od tasmy bez grosza, bez paragonu.
Paragon ląduje zgnieciony w koszu pod kasą.
Zas każdy niewydany grosz w Janiny kozakach,
upchany glęboko, pod ocieplającą wkladką.
Janina zbiera grosze do skarbonki ze sklepu bezclowego
"wszystko za piątaka".
zbiera liczy i zbiera aż do pięćdziesięciu zlotych.
wtedy wymienia niewydane reszty na jeden banknot -
przepustkę do nowych tipsów u Jolki.
Ludzie nie sledzą paragonów tam jest tak nabite,
że nie sposób jest zrozumieć kodów, literek, ceny i tak
nie odpowiadają asortymentowi na pólce.
Reklamacje, choć rzadkie to i tak nie są uwzględniane.
Tak tu malym drukiem wszystko jest przecież napisane.
Pan tu się zajmie wypelnianiem karty rabatowej
naszej specjalnej klubowej programu
lojalnociowego dla stalego klienta, gdzie do wygrania
jest nowy rodzinny samochód kombi, nowoczesna pralka,
lodówka oraz mikrofalowa kuchenka
(Ja w międzyczasie podwójnie nabiję promocję na cukier i mąkę,
szampon do wlosów trzy w jednym, mniejszy w cenie większego, o
placi gotówką, dzis sobie polowię.)
Tak mamy wiele punktów do zdobycia.
Każde wydane trzysta zlotych to trzy punkty w naszym programie.
Każde trzy tysiące punktów to rabat, aż pięć procent na zakupy
w naszym sklepie i nagrody gwarantowane- niezawodna elektryczna
szczoteczka do zębów mycia.
Usuwa kamień!
Niestety nie będę miala drobnych do wydania,
bez reszty będzie i życzę powodzenia! Do widzenia!
Janina przez pól nocy przerzuci przez tasmę pewnie pól tony towaru.
Ludzie w nocy są jeszcze bardziej zachlanni, dzicy, niż za dnia.
Szczególnie na alkohol ich pragnienie nie gasnie.
Dlatego jej koleżanki zawsze narzekają, że nocka jest taka ciężka.
Mimo to tipsy Janiny są nienaruszone.
Wyjątkowo dba o nie.
Cieszą jej oko.
Są bliskie jej sercu.
Są jej oczkiem w glowie.
Tak jak jej jeden jedyny kotek.
On nie spi kiedy Janina wraca z warty.
Chodź tu mój misiu, twoja kicia już wrócila do ciebie z pracki.
przytul mnie mocno. jak tam?> czekales na mnie grzecznie jak zwykle prawda?
no chodź nie wstydź się. zaraz podgrzeje ci jedzonko. chyba nic nie zjadles jak mnie nie bylo. jestem taka zmęczona. zobacz jak pachnie, na pewno ci posmakuje, czekaj chwileczkę, lyżeczką sprawdzę czy dobre, czy nie gorące. Umm pyszne już ci nakladam, jestes przecież bardzo bardzo glodny.
Daj mi buziaka. Oo ! smacznego! no proszę bardzo. ja idę do lóżka trochę odpocząć się zdrzemnąć.
Ale, co to ?
co to tak tu smierdzi?
jakis tu smród czuję no.
Wali, wali, że szok
Kazik znowu nie opróżnil Kiciusiowi kuwety!
no nigdy temu staremu się nic nie chce, proszę cos żeby zrobil to nie,
naprawić kran nie,
zrobić zakupy zalatwić cos w urzędzie nie,
cos trochę mi pomóc, ulżyć,
wyniesć smieci to nie,
ale seksu to mu się ciągle chce. o ! Boże e!
na to zawsze ma silę. niespożyte poklady energii.
no nie zasnę tak, bo się uduszę.
Matko swięta! Fu u !
Kot mlody, a smierdzi po nim tak jakby to byl stary kocur.
no i teraz muszę się w tym grzebać, ja stara ja zmęczona.
FUU SMRÓD, na bieżąco niby się wynosi a to parszywy smród.
fu fu, Boże jaki smród.
Tragedia no tragedia, ach och nie! moje paznokcie!
O Jezu zlamalam! trzeba będzie kleić cholera jasna.
dopiero co wczoraj je zrobilam.
Niech Cię pioruny siarczyste, szlag jasny trafi
krew nagla zaleje Kazik!, już ty zobaczysz,
spisz na tapczanie.
Ja dzis z Kiciusiem, choć paznokcie mam pouszkadzane.
Już ty zobaczysz leniu, ja ci pokażę...
CDN
piątek, 10 września 2010
niedziela, 1 sierpnia 2010
H I P O K R Y C i . !
( o Boże
nie wierzę wlasnym oczom
tylko nie oni
jestem źle ubrana
calkiem nieumalowana
jeszcze tego brakowalo
żebym na zakupach ich spotkala
żeby mi do koszyka zaglądali
co to ja takiego jem
przecenionego kupuję dwa w cenie jednego
przesladują chyba mnie
tędy przez przemyslówkę przemknę
udam że ich nie widzę bo rozwiązuję dylemat
który lepszy proszek do prania powinnam wybrać
nie poznają mnie.)
-aaa! co za spotkanie
jak milo was widzieć
a wy pewnie też na zakupki prawda?
no ja do tesco to tylko po napoje,
a wy, o widzę się powodzi
co tam u was, po staremu pewnie?
ooo! serek plesniowy
i węgorz wędzony
no same przysmaki
które uwielbiam
ja tylko kostki rosolowe
na chwilę wpadlam
obiad robię
to będę uciekać
spieszę się bardzo
musimy się zobaczyć kiedys koniecznie
no to baj baj
nie caluję bo szminką jeszcze ubrudzę
( uff. o jezu. przylapali mnie no!
wiedzialam .
moglam się tego po niej spodziewać.
ta stara prukwa wszystko zczapi
każdą promocję wywęszy
każdy wlos w ziemniakach na talerzu
czy w zupie wytknie wypatrzy
taka wscibska
igla w stogu siana
zaczepia co slychać i durnie się usmiecha
nie znoszę baby.)
- - - - - - - - - - (PARĘ DNI PÓŹNIEJ)- -
( sprzątam mieszkanie
jestem w polowie czyli
w stanie ogólnie bijącego po oczach rozkladu
na etapie wszelakiej masci prac wykończeniowych
balagan robi się sam
więc w walce z nim czuję się jak Syzyf a może Syzyfka?
dzwonek do drzwi.
gdyby odkurzacz byl wylączony
spojrzalabym przez judasza
zobaczyla przegiętą rodzinkę przed drzwiami
ale udając że nikogo nie ma w domu
bym obserwowala tylko zza firanki
kiedy zrezygnowani
opuszczą mój blok
odjeżdżając tam skąd
raz na pięć lat przyjechali
coraz mocniej rdzewiejącą
w wersji kombi skodą felicią.
ale teraz koniec. musztarda po obiedzie.
jestem jak zwierzyna przed mysliwym
na pozycji straconej mają mnie na celowniku.
jestem ustrzelona.
więc wolam w panice
zaraz chwileczkę
zaraz otworzę
gdy wrzucam nieporządek do szafy
upycham go nogami
coraz bardziej nerwowo
na cholerę mi oni?!
na cholerę mi to?!)
-ooo! co za mila niespodzianka!
to znowu wy!
jak uroczo was widzieć.
slicznie wyglądacie.
( ale ta stara jego już zmarszczek ma .
jeszcze bez piersi taka chuda wysuszona
co on widzi w tej slomie?
a on też nie lepszy
taki spasiony
brzuch ma już tak wielki
jakby pilkę do aerobiku polknąl na raz.
o Boże. aż wstyd się przyznać
że się kogo takiego zna.
no tak to moja daleka rodzina
mój brat i szwagierka)
- tak rzadko się widzimy
to może jakas kawka herbatka ?
rozpuszczalna tak ? dobrze.
herbatka jaka?
mam taką przepyszną
na pewno posmakuje
( zielona o smaku jasminowym.
kupilam po promocji, ale taka
że choć by ją po trzykroć poslodzil
to nie przelkniesz wynalazku)
- ojej. ale nie mam dla was
nic slodkiego w barku
wlasni mi moi mężczyźni
wszystko wyjedli
pojechali dzis na ryby
chociaż czekajcie no dla takich
u nas rzadkich gosci to może cos wynajdę
(o jest pączek. podzielę go na pięć
to każdy się naje
jeszcze zwietrzale paluszki i
zielone zlepione
cukierki miętowe postawię
na kawowym stole.)
- proszę,częstujcie się
bierzcie i jedźcie
czym chata bogata.
kawka dla ciebie
i dla ciebie pyszna herbatka.
no naprawdę nic się nie zmieniacie
czas was się nie ima
a jaką masz piękną fryzurę kochana.
to już nie jest peruka prawda?
piękny balejaż. ile placilas?
(jak lisia kita wyglądają te jej strąki
kolorowe jak przepiórcze pióra.
o Matko! a on jak się poci
już ma pachy cale mokre
już zasmrodzil mi w salonie.)
- wyjątkowej urody te moje kwiaty. prawda?
rosną mi jak na drożdżach.
wygralam konkurs na najladniej utrzymany
balkon na osiedlu
w nagrodę dostalam ten puchar.
tak tak jest prawdziwie pozlacany.
(nie chwal tak tych kwiatów, bo znów
jeszcze jakis urok swój rzucisz na nie
i mi cholera powiędną wszystkie
tak jak te na które kiedy patrzylas
zachwycalas się odnóżki bralas hurtem
ochoczo chwalilas
co na końcu trafil je szlag
a ja przez cale wakacje muszę ten balkon
w nienaruszonym wypielęgnowanym stanie utrzymać.)
- masz bardzo ladne perfumy, naprawdę. a jak Twoje zdrowie?
(ten okropny zapach przyprawia mnie o mdlosci.
rzygam nim kiedy tylko ta
nuta zapachowa mi się przypomni.
dobrze że nie calowalam się z nią na powitanie.
to że wyleczyla się z raka to nie znaczy
że mnie jakąs depresją nie zarazi,
że to nie przejdzie na mnie.)
- no tak, tak. takie to życie.
życie jest nowelą.
a co u waszego synka?
taki byl z niego kiedys slodki blondasek.
pamiętam jak zabral mi kiedys z portfela
wszystkie pieniądze bo chcial na gumę
i myslal że ja tego nie zauważę.
ach studiuje! czyli wyszedl na ludzi.
ooo! i mieszka w stolicy. to na pewno
wiele was kosztuje.
( a to na pewno jest pedalem.
daje na prawo i lewo żeby dorobić na utrzymanie.
pewnie już ma hiv aids i wszystkie inne zarazy brr.
tak tak bo nie ma to jak lans w stolycy.
ja już widzialam tu w telewizji te pedofilskie parady.
krew mnie zalewa!
o Jezusie Nazarejski! nasz kraj dąży do zatracenia.)
- a wasza córka ?
za mąż wychodzi?
o! a jak ona miala na imię?
tyle już jej nie widzialam, że zapomnialam.
a no wlasnie mialam to na końcu języka.
i dziecko ma?
bliźniaki? o to przy dwójce pewnie dużo roboty.
no tak.
czyli za mąż wychodzi tak?
a kim jest jej wybranek?
ach rzeźnikiem!
no proszę to i dobra fucha .
dorywczo? no tak. rozumiem.
czyli jakby nie patrzeć
chcieliscie na weselicho nas zaprosić co?
ale wiecie ja nie jestem pewna
nie mam w co się ubrać na taką okazję... nie wiem.
o pożyczkę chcieliscie nas prosić?
ale że to w jakiej formie?
na suknię, fotografa
i jeszcze na mostek na zęby dla mlodej?
yhym no tak kredytu wam zbraklo
( o Boże! żeby na slubie swoim się wreszcie
ladnie mogla usmiechnąć?!
no chyba żart!
pamiętam, że zawsze byl z niej taki podwórkowy
króliczy krzywulec, a tu wpadka z byle kim.
ale to już przerasta wszelkie granice przyzwoitosci,
żeby zapraszać nas na slub
i prosić o pożyczkę!
a co my bank?!
jeszcze dla tego obrzydliwego bachora .
nigdy jej nie zapomnę tego gdy byla mala
i zerwala mi w lazience
caluską pólkę z kosmetykami i perfumami.
nie bylo już po nich co zbierać.
nigdy nie wybaczę.)
- no niestety nie pomożemy wam.
wiecie wlasnie odremontowalismy sobie kuchnię
ja mam teraz piekarnik z termoobiegiem
zmywarkę i nową lodówkę.
już cale lata na nią czekalam
więc sami splacamy teraz raty.
no niestety. to tyle z mojej strony.
przykro mi.
a lazienka jest tak tu prosto i po prawej,
ale znowu nam się zapchala muszla.
czekam na hydraulika, więc wybaczcie
( jeszcze tego brakowalo.
dopiero co domestosem zdezynfekowalam,
dwa razy nię będę się bawila
w sprzątaczkę.
i tak urobiona jestem po lokcie
jeszcze dywan będę musiala i tak odkurzyć
bo w butach wlezli .
no chyba jesli mówię,
że "butów nie zdejmujcie
tu nie perskie dywany"
to i tak zdjąc powinny z grzecznosci do mnie
czyli domu damy
- oj! jaka szkoda, że musicie już jechać.
czas was nagli. no tak buzi buzi,
nie caluję się żeby was
moją szminką nie ubrudzić.
do zobaczenia. pozdrówcie dzieci.
( i obym was już tu
nigdy więcej nie widziala!
nareszcie ta holota sobie pojechala.)
nie wierzę wlasnym oczom
tylko nie oni
jestem źle ubrana
calkiem nieumalowana
jeszcze tego brakowalo
żebym na zakupach ich spotkala
żeby mi do koszyka zaglądali
co to ja takiego jem
przecenionego kupuję dwa w cenie jednego
przesladują chyba mnie
tędy przez przemyslówkę przemknę
udam że ich nie widzę bo rozwiązuję dylemat
który lepszy proszek do prania powinnam wybrać
nie poznają mnie.)
-aaa! co za spotkanie
jak milo was widzieć
a wy pewnie też na zakupki prawda?
no ja do tesco to tylko po napoje,
a wy, o widzę się powodzi
co tam u was, po staremu pewnie?
ooo! serek plesniowy
i węgorz wędzony
no same przysmaki
które uwielbiam
ja tylko kostki rosolowe
na chwilę wpadlam
obiad robię
to będę uciekać
spieszę się bardzo
musimy się zobaczyć kiedys koniecznie
no to baj baj
nie caluję bo szminką jeszcze ubrudzę
( uff. o jezu. przylapali mnie no!
wiedzialam .
moglam się tego po niej spodziewać.
ta stara prukwa wszystko zczapi
każdą promocję wywęszy
każdy wlos w ziemniakach na talerzu
czy w zupie wytknie wypatrzy
taka wscibska
igla w stogu siana
zaczepia co slychać i durnie się usmiecha
nie znoszę baby.)
- - - - - - - - - - (PARĘ DNI PÓŹNIEJ)- -
( sprzątam mieszkanie
jestem w polowie czyli
w stanie ogólnie bijącego po oczach rozkladu
na etapie wszelakiej masci prac wykończeniowych
balagan robi się sam
więc w walce z nim czuję się jak Syzyf a może Syzyfka?
dzwonek do drzwi.
gdyby odkurzacz byl wylączony
spojrzalabym przez judasza
zobaczyla przegiętą rodzinkę przed drzwiami
ale udając że nikogo nie ma w domu
bym obserwowala tylko zza firanki
kiedy zrezygnowani
opuszczą mój blok
odjeżdżając tam skąd
raz na pięć lat przyjechali
coraz mocniej rdzewiejącą
w wersji kombi skodą felicią.
ale teraz koniec. musztarda po obiedzie.
jestem jak zwierzyna przed mysliwym
na pozycji straconej mają mnie na celowniku.
jestem ustrzelona.
więc wolam w panice
zaraz chwileczkę
zaraz otworzę
gdy wrzucam nieporządek do szafy
upycham go nogami
coraz bardziej nerwowo
na cholerę mi oni?!
na cholerę mi to?!)
-ooo! co za mila niespodzianka!
to znowu wy!
jak uroczo was widzieć.
slicznie wyglądacie.
( ale ta stara jego już zmarszczek ma .
jeszcze bez piersi taka chuda wysuszona
co on widzi w tej slomie?
a on też nie lepszy
taki spasiony
brzuch ma już tak wielki
jakby pilkę do aerobiku polknąl na raz.
o Boże. aż wstyd się przyznać
że się kogo takiego zna.
no tak to moja daleka rodzina
mój brat i szwagierka)
- tak rzadko się widzimy
to może jakas kawka herbatka ?
rozpuszczalna tak ? dobrze.
herbatka jaka?
mam taką przepyszną
na pewno posmakuje
( zielona o smaku jasminowym.
kupilam po promocji, ale taka
że choć by ją po trzykroć poslodzil
to nie przelkniesz wynalazku)
- ojej. ale nie mam dla was
nic slodkiego w barku
wlasni mi moi mężczyźni
wszystko wyjedli
pojechali dzis na ryby
chociaż czekajcie no dla takich
u nas rzadkich gosci to może cos wynajdę
(o jest pączek. podzielę go na pięć
to każdy się naje
jeszcze zwietrzale paluszki i
zielone zlepione
cukierki miętowe postawię
na kawowym stole.)
- proszę,częstujcie się
bierzcie i jedźcie
czym chata bogata.
kawka dla ciebie
i dla ciebie pyszna herbatka.
no naprawdę nic się nie zmieniacie
czas was się nie ima
a jaką masz piękną fryzurę kochana.
to już nie jest peruka prawda?
piękny balejaż. ile placilas?
(jak lisia kita wyglądają te jej strąki
kolorowe jak przepiórcze pióra.
o Matko! a on jak się poci
już ma pachy cale mokre
już zasmrodzil mi w salonie.)
- wyjątkowej urody te moje kwiaty. prawda?
rosną mi jak na drożdżach.
wygralam konkurs na najladniej utrzymany
balkon na osiedlu
w nagrodę dostalam ten puchar.
tak tak jest prawdziwie pozlacany.
(nie chwal tak tych kwiatów, bo znów
jeszcze jakis urok swój rzucisz na nie
i mi cholera powiędną wszystkie
tak jak te na które kiedy patrzylas
zachwycalas się odnóżki bralas hurtem
ochoczo chwalilas
co na końcu trafil je szlag
a ja przez cale wakacje muszę ten balkon
w nienaruszonym wypielęgnowanym stanie utrzymać.)
- masz bardzo ladne perfumy, naprawdę. a jak Twoje zdrowie?
(ten okropny zapach przyprawia mnie o mdlosci.
rzygam nim kiedy tylko ta
nuta zapachowa mi się przypomni.
dobrze że nie calowalam się z nią na powitanie.
to że wyleczyla się z raka to nie znaczy
że mnie jakąs depresją nie zarazi,
że to nie przejdzie na mnie.)
- no tak, tak. takie to życie.
życie jest nowelą.
a co u waszego synka?
taki byl z niego kiedys slodki blondasek.
pamiętam jak zabral mi kiedys z portfela
wszystkie pieniądze bo chcial na gumę
i myslal że ja tego nie zauważę.
ach studiuje! czyli wyszedl na ludzi.
ooo! i mieszka w stolicy. to na pewno
wiele was kosztuje.
( a to na pewno jest pedalem.
daje na prawo i lewo żeby dorobić na utrzymanie.
pewnie już ma hiv aids i wszystkie inne zarazy brr.
tak tak bo nie ma to jak lans w stolycy.
ja już widzialam tu w telewizji te pedofilskie parady.
krew mnie zalewa!
o Jezusie Nazarejski! nasz kraj dąży do zatracenia.)
- a wasza córka ?
za mąż wychodzi?
o! a jak ona miala na imię?
tyle już jej nie widzialam, że zapomnialam.
a no wlasnie mialam to na końcu języka.
i dziecko ma?
bliźniaki? o to przy dwójce pewnie dużo roboty.
no tak.
czyli za mąż wychodzi tak?
a kim jest jej wybranek?
ach rzeźnikiem!
no proszę to i dobra fucha .
dorywczo? no tak. rozumiem.
czyli jakby nie patrzeć
chcieliscie na weselicho nas zaprosić co?
ale wiecie ja nie jestem pewna
nie mam w co się ubrać na taką okazję... nie wiem.
o pożyczkę chcieliscie nas prosić?
ale że to w jakiej formie?
na suknię, fotografa
i jeszcze na mostek na zęby dla mlodej?
yhym no tak kredytu wam zbraklo
( o Boże! żeby na slubie swoim się wreszcie
ladnie mogla usmiechnąć?!
no chyba żart!
pamiętam, że zawsze byl z niej taki podwórkowy
króliczy krzywulec, a tu wpadka z byle kim.
ale to już przerasta wszelkie granice przyzwoitosci,
żeby zapraszać nas na slub
i prosić o pożyczkę!
a co my bank?!
jeszcze dla tego obrzydliwego bachora .
nigdy jej nie zapomnę tego gdy byla mala
i zerwala mi w lazience
caluską pólkę z kosmetykami i perfumami.
nie bylo już po nich co zbierać.
nigdy nie wybaczę.)
- no niestety nie pomożemy wam.
wiecie wlasnie odremontowalismy sobie kuchnię
ja mam teraz piekarnik z termoobiegiem
zmywarkę i nową lodówkę.
już cale lata na nią czekalam
więc sami splacamy teraz raty.
no niestety. to tyle z mojej strony.
przykro mi.
a lazienka jest tak tu prosto i po prawej,
ale znowu nam się zapchala muszla.
czekam na hydraulika, więc wybaczcie
( jeszcze tego brakowalo.
dopiero co domestosem zdezynfekowalam,
dwa razy nię będę się bawila
w sprzątaczkę.
i tak urobiona jestem po lokcie
jeszcze dywan będę musiala i tak odkurzyć
bo w butach wlezli .
no chyba jesli mówię,
że "butów nie zdejmujcie
tu nie perskie dywany"
to i tak zdjąc powinny z grzecznosci do mnie
czyli domu damy
- oj! jaka szkoda, że musicie już jechać.
czas was nagli. no tak buzi buzi,
nie caluję się żeby was
moją szminką nie ubrudzić.
do zobaczenia. pozdrówcie dzieci.
( i obym was już tu
nigdy więcej nie widziala!
nareszcie ta holota sobie pojechala.)
poniedziałek, 12 lipca 2010
<<<<--K--L--A--C--z-->>>>
ojciec
byl tylko niezaplaconym
alimentem w moim życiu
więc formalnie bylam podobna do matki
bylam jej zbędną pamiątką blizną
kurzącą się durnostojką
bez sensu upominkiem
zalegającą na pólce
na którą nie zwraca się uwagi
chociaż stoi tam gdzie stoi
ma swoje miejsce
swój zamknięty na klucz
od pólnocy pokoik
gdy ją urodzila
poplakala się z rozpaczy
że takie brzydkie dziecko splodzila
co z tego że zdrowe jak nieurodziwe
matka sama nie grzeszyla urodą ale
wymarzyla sobie ze jej córka będzie
najpiękniejszą
a ona taka jakas
malo symetryczna szpetna
więc matka siedziala z nią
w ostatnim rzędzie
w obawie przed
publicznym występem
nie lubila wysokiego tembru glosu
nie lubila swoich zdjęć
przerażal ją aparat fotograficzny
przez okno zza firanki
obserwowala życie innych ludzi
na pozór normalnych
którzy dla niej byli idiotami
dziecko gdy biegalo po podwórku
gdy slyszalo czyjes kroki
chowalo się za węglem
w strachu przed wzrokiem
matka gotowala córce zupę
i plula do garnka
nie lubila patrzeć na dziecko
to jej lustro w przedpokoju
którego się bala
matka i ojciec dwa w jednym
matki pomalowane przez córkę paznokcie
u dloni i stóp
pomalowane paznokcie i owlosione nogi
córka nie używala lakieru do paznokci
bo choć skończyla już trzydziesci lat
matka mówila jej że jeszcze
do tego nie dorosla
matka kwasna
jakby sama jadla tylko
kwasek cytrynowy
cmokala ustami
powietrze cedzila zębami
zjadala po kawalku
swoją córkę
raz glaskala
dziewięć razy zjadala
przeżuwala ją trawila
nigdy niczego nie żalowala
za nic siebie nie winila
byl tylko niezaplaconym
alimentem w moim życiu
więc formalnie bylam podobna do matki
bylam jej zbędną pamiątką blizną
kurzącą się durnostojką
bez sensu upominkiem
zalegającą na pólce
na którą nie zwraca się uwagi
chociaż stoi tam gdzie stoi
ma swoje miejsce
swój zamknięty na klucz
od pólnocy pokoik
gdy ją urodzila
poplakala się z rozpaczy
że takie brzydkie dziecko splodzila
co z tego że zdrowe jak nieurodziwe
matka sama nie grzeszyla urodą ale
wymarzyla sobie ze jej córka będzie
najpiękniejszą
a ona taka jakas
malo symetryczna szpetna
więc matka siedziala z nią
w ostatnim rzędzie
w obawie przed
publicznym występem
nie lubila wysokiego tembru glosu
nie lubila swoich zdjęć
przerażal ją aparat fotograficzny
przez okno zza firanki
obserwowala życie innych ludzi
na pozór normalnych
którzy dla niej byli idiotami
dziecko gdy biegalo po podwórku
gdy slyszalo czyjes kroki
chowalo się za węglem
w strachu przed wzrokiem
matka gotowala córce zupę
i plula do garnka
nie lubila patrzeć na dziecko
to jej lustro w przedpokoju
którego się bala
matka i ojciec dwa w jednym
matki pomalowane przez córkę paznokcie
u dloni i stóp
pomalowane paznokcie i owlosione nogi
córka nie używala lakieru do paznokci
bo choć skończyla już trzydziesci lat
matka mówila jej że jeszcze
do tego nie dorosla
matka kwasna
jakby sama jadla tylko
kwasek cytrynowy
cmokala ustami
powietrze cedzila zębami
zjadala po kawalku
swoją córkę
raz glaskala
dziewięć razy zjadala
przeżuwala ją trawila
nigdy niczego nie żalowala
za nic siebie nie winila
niedziela, 11 lipca 2010
dżem ze świeżych wiśni
w fabryce przetwórstwa
owoców i warzyw
kobiety wieku sredniego
robią ze swieżych wisni dżem
wedlug tradycyjnej receptury babcinej
dżem ekologiczny smaczny
swieży niechemiczny
wisnie zanurzone w wiadrach z wodą
każdą poszczególną dlonią lowią
dobre do miski prawej
zgnile popsute
do miski lewej wkladają
odrywają szypulki zębami
potem wisnie wkladają do ust
wysysając z nich pestki
które polykają za co premię dostają
scigają się w drylowaniu
nie malują ust
bo na stale
zabarwione są na czerwono
wypluwają owoce
celując wprost do
pojemnika zbiorczego
w którym kierowniczka zmiany
oparta o niego obfitym biustem
miesza dżem
posypując go cukrem
nakladając i upychając
zawartosć kciukiem do
malych zwrotnych
szklanych sloiczków
oklejonych plastrem
z napisem na nim
czarnym flamastrem
babuni dżem
wedlug receptury tradycyjnej
bez barwników dodatku e
bogaty w witaminę ce
naturalny dżem ze swieżych
wisni krajowych
eksportowany na zachód
pracują noc i dzień
na kilka zmian
by zaspokoić glod
nienasycony popyt
owoców i warzyw
kobiety wieku sredniego
robią ze swieżych wisni dżem
wedlug tradycyjnej receptury babcinej
dżem ekologiczny smaczny
swieży niechemiczny
wisnie zanurzone w wiadrach z wodą
każdą poszczególną dlonią lowią
dobre do miski prawej
zgnile popsute
do miski lewej wkladają
odrywają szypulki zębami
potem wisnie wkladają do ust
wysysając z nich pestki
które polykają za co premię dostają
scigają się w drylowaniu
nie malują ust
bo na stale
zabarwione są na czerwono
wypluwają owoce
celując wprost do
pojemnika zbiorczego
w którym kierowniczka zmiany
oparta o niego obfitym biustem
miesza dżem
posypując go cukrem
nakladając i upychając
zawartosć kciukiem do
malych zwrotnych
szklanych sloiczków
oklejonych plastrem
z napisem na nim
czarnym flamastrem
babuni dżem
wedlug receptury tradycyjnej
bez barwników dodatku e
bogaty w witaminę ce
naturalny dżem ze swieżych
wisni krajowych
eksportowany na zachód
pracują noc i dzień
na kilka zmian
by zaspokoić glod
nienasycony popyt
kąpiel
brzydka kobieta rozbiera się
do kąpieli
do kąpieli w korze
kaliny koralowej
nawilża swoje cialo
wygladza to co w nim podrażnione
przynosi sobie ukojenie
ukojenie doglębne
od piersi do lona
piesci to co niedostępne
susz osiada na jej skórze
z wrzącej wody para pokrywa lustra
a ona oddaje się relaksacji
z nadzieją że po kąpieli
stanie się piękniejsza
chociaż zbliża się do czterdziestki
to wciąż jest dziewicą
co ciąży jej jak kamień w nerce
nabiera powietrza w pluca
w wannie się zanurza
i zostaje na jego dnie
kosmetyki z avonu jej nie pomogly
zadne porady zadne naturalne metody
po raz ostatni zanurza się
w wannie pelnej
kory kaliny koralowej
w suszu który mial ją okryć
zamaskować jej szpetotę
do kąpieli
do kąpieli w korze
kaliny koralowej
nawilża swoje cialo
wygladza to co w nim podrażnione
przynosi sobie ukojenie
ukojenie doglębne
od piersi do lona
piesci to co niedostępne
susz osiada na jej skórze
z wrzącej wody para pokrywa lustra
a ona oddaje się relaksacji
z nadzieją że po kąpieli
stanie się piękniejsza
chociaż zbliża się do czterdziestki
to wciąż jest dziewicą
co ciąży jej jak kamień w nerce
nabiera powietrza w pluca
w wannie się zanurza
i zostaje na jego dnie
kosmetyki z avonu jej nie pomogly
zadne porady zadne naturalne metody
po raz ostatni zanurza się
w wannie pelnej
kory kaliny koralowej
w suszu który mial ją okryć
zamaskować jej szpetotę
poniedziałek, 5 lipca 2010
sklep spożywczo-przemysłowy u Eli
przy drodze
jest bar 1001 nocy
z grillem parasolami
niby-smaczny i po polsku-tani
co białą boazerią
pokryty wygląda
jak nawiedzony domek
obskurny wychodek
siedzą rozkraczone
na wiadrach od wody
siwe włosy
w kolorowych fartuchach
robią siku w krzakach
jest klient jest hak
wyskakuje z trawy
majtki spódnicę poprawia podciąga
jagody grzyby truskawki
wszystko świeże i tanie proszę pana
od razu do buzi
smacznego sama natura
jedna coś smekta
ma coś w ustach
i pali papierosa
-przepraszam na Stare Babki* to którędy?
-a chój go wie ?! co ja na kurwę wyglądam?
kupi pan jagody to może sobie przypomnę
-jakieś mało macane poproszę...
wypełzły na jezdnię
na kolanach okupują pobocze
okupują nawierzchnię
jest kobieta wieku średniego
co czeka na żądzę
załadowaną do tira
ządzę załadowaną
dla niej i w niej
czeka na ładunki
wysokie tonaże
long vehicle*
co się rzadko tutaj zdarza
rozebrane torsy
opasłe ciała
nieidealnie owłosione
łysiejące się śliniące
imienne rejestracje
znudzonych
jadących gdzieś
samotnie na wakacje
jest macdonald
a w nim do lodów
dodają
piękne plastikowe
łyżeczki z firmowym logo
mam już w domu trzy
jeszcze od kogoś
poproszę ze dwie
i w domu będę miała
uzbierany
rodzinny obiadowy komplet
oryginalnych plastikowych
super łyżeczek
kiedy wreszcie kiedyś
przyjdą do mnie goście
będę miała czym się
pochwalić
że to macdonald
że kolekcja markowa
oryginalna
patrzcie i podziwiajcie
zazdroście ślinę
ze zdumienia ciężko przełykajcie
*Stare Babki- miejscowość przy trasie E7( Warszawa- Gdańsk)
*long vehicle-(ang.) napis umieszczany z tyłu długich samochodów ciężarowych(TIR)
jest bar 1001 nocy
z grillem parasolami
niby-smaczny i po polsku-tani
co białą boazerią
pokryty wygląda
jak nawiedzony domek
obskurny wychodek
siedzą rozkraczone
na wiadrach od wody
siwe włosy
w kolorowych fartuchach
robią siku w krzakach
jest klient jest hak
wyskakuje z trawy
majtki spódnicę poprawia podciąga
jagody grzyby truskawki
wszystko świeże i tanie proszę pana
od razu do buzi
smacznego sama natura
jedna coś smekta
ma coś w ustach
i pali papierosa
-przepraszam na Stare Babki* to którędy?
-a chój go wie ?! co ja na kurwę wyglądam?
kupi pan jagody to może sobie przypomnę
-jakieś mało macane poproszę...
wypełzły na jezdnię
na kolanach okupują pobocze
okupują nawierzchnię
jest kobieta wieku średniego
co czeka na żądzę
załadowaną do tira
ządzę załadowaną
dla niej i w niej
czeka na ładunki
wysokie tonaże
long vehicle*
co się rzadko tutaj zdarza
rozebrane torsy
opasłe ciała
nieidealnie owłosione
łysiejące się śliniące
imienne rejestracje
znudzonych
jadących gdzieś
samotnie na wakacje
jest macdonald
a w nim do lodów
dodają
piękne plastikowe
łyżeczki z firmowym logo
mam już w domu trzy
jeszcze od kogoś
poproszę ze dwie
i w domu będę miała
uzbierany
rodzinny obiadowy komplet
oryginalnych plastikowych
super łyżeczek
kiedy wreszcie kiedyś
przyjdą do mnie goście
będę miała czym się
pochwalić
że to macdonald
że kolekcja markowa
oryginalna
patrzcie i podziwiajcie
zazdroście ślinę
ze zdumienia ciężko przełykajcie
*Stare Babki- miejscowość przy trasie E7( Warszawa- Gdańsk)
*long vehicle-(ang.) napis umieszczany z tyłu długich samochodów ciężarowych(TIR)
piątek, 2 lipca 2010
,,mama,,pRZYszywana.......
ta kobieta
żyła sama
niepielęgnowana
miała pociągłą twarz
buty na drewnianych koturnach
pachniała smażeniem
swoje ciało myła tylko w sobotę
wieczorem na niedzielną mszę
nalewała wodę do małej wanny
tylko wieczorem w tańszej taryfie nocnej
wiła przed lustrem wysokie koki
a na codzień unikała w nim swojego widoku
stroiła się w długie sukienki po zmarłej matce
pędziła kolejne marne dni swojego
niezaplanowanego zycia przed telewizorem
przykrytym białą serwetą
koronkowej ręcznej roboty
jedyne czego pragnęla
to posiadanie dziecka
zawsze z zazdrością
obserwując na ulicy matki
zaglądając do wózka
kupowała niemowlętom niedrogie zabawki
grzechotki maskotki gryzaki
przechodząc obok oddziałów przedszkolnych
kradła dzieci chowając je naprędce
do poręcznej torebki
uciekała z nimi do swojego mieszkania
gdzie je wypuszczała
myła karmiła wychowywała
w domu miała
prywatne przedszkole
a dzieci tak naturalnie znikały bez wieści
nigdy nieodnalezione
sąsiedzi nigdy nic nie widzieli
przy ścianie nie podsłuchiwali
tak wogóle to tej kobiety
ze ślepych drzwi naprzeciwko
z tej samej w bloku klatki
wcale nie znali
żyła sama
niepielęgnowana
miała pociągłą twarz
buty na drewnianych koturnach
pachniała smażeniem
swoje ciało myła tylko w sobotę
wieczorem na niedzielną mszę
nalewała wodę do małej wanny
tylko wieczorem w tańszej taryfie nocnej
wiła przed lustrem wysokie koki
a na codzień unikała w nim swojego widoku
stroiła się w długie sukienki po zmarłej matce
pędziła kolejne marne dni swojego
niezaplanowanego zycia przed telewizorem
przykrytym białą serwetą
koronkowej ręcznej roboty
jedyne czego pragnęla
to posiadanie dziecka
zawsze z zazdrością
obserwując na ulicy matki
zaglądając do wózka
kupowała niemowlętom niedrogie zabawki
grzechotki maskotki gryzaki
przechodząc obok oddziałów przedszkolnych
kradła dzieci chowając je naprędce
do poręcznej torebki
uciekała z nimi do swojego mieszkania
gdzie je wypuszczała
myła karmiła wychowywała
w domu miała
prywatne przedszkole
a dzieci tak naturalnie znikały bez wieści
nigdy nieodnalezione
sąsiedzi nigdy nic nie widzieli
przy ścianie nie podsłuchiwali
tak wogóle to tej kobiety
ze ślepych drzwi naprzeciwko
z tej samej w bloku klatki
wcale nie znali
poniedziałek, 28 czerwca 2010
.. G .. R .. U .. N .. T ..
ona już nie jest piękna
piękna zostala już
tylko jej
o ponadczasowym kroju
czerwona sukienka
ona mówi że się żegna
ona już musi umierać
do granic wytrzymalosci
jej życie wydlużyl
specjalista lekarz
mówi jej że to
nieuleczalne że
zmiany które nastąpiły są
nieodwracalne
że wkrótce cię stracę
frank szwajcarski
znowu zdrożał
kolejny raz z rzędu
przeplacę kredyt za mieszkanie
mówi że zdarzyl się
tragiczny wypadek
że podobno są zabici i ranni
ale póki co nie jestem w stanie
powiedzieć nic więcej
tracę grunt pod stopami
jeszcze czuję dno
trzymam się prosto
tu już w wodzie
zanurzam się ponad glowę
tracę grunt
dalej jest głębiej
choć oddech za krótki
grunt rozpuszcza się
pod stopami
koniec końców
jak jedno z wielu
jak cala reszta
idziemy z torbami
idziemy bez nikogo
tylko zupelnie sami
bez gruntu pod stopami
na powierzchnię wyplywamy
jedni żywi
inni martwi
piękna zostala już
tylko jej
o ponadczasowym kroju
czerwona sukienka
ona mówi że się żegna
ona już musi umierać
do granic wytrzymalosci
jej życie wydlużyl
specjalista lekarz
mówi jej że to
nieuleczalne że
zmiany które nastąpiły są
nieodwracalne
że wkrótce cię stracę
frank szwajcarski
znowu zdrożał
kolejny raz z rzędu
przeplacę kredyt za mieszkanie
mówi że zdarzyl się
tragiczny wypadek
że podobno są zabici i ranni
ale póki co nie jestem w stanie
powiedzieć nic więcej
tracę grunt pod stopami
jeszcze czuję dno
trzymam się prosto
tu już w wodzie
zanurzam się ponad glowę
tracę grunt
dalej jest głębiej
choć oddech za krótki
grunt rozpuszcza się
pod stopami
koniec końców
jak jedno z wielu
jak cala reszta
idziemy z torbami
idziemy bez nikogo
tylko zupelnie sami
bez gruntu pod stopami
na powierzchnię wyplywamy
jedni żywi
inni martwi
środa, 23 czerwca 2010
niedziela, 20 czerwca 2010
czwartek, 17 czerwca 2010
sobota, 12 czerwca 2010
biusthalter
jestem żoną i
nie kocham go
już chyba nie
nie chce mi się
nic nie chce mi się
jestem już tylko jego przedmiotem
w którym zatyka swoje żądze
jestem okropnie zajęta
urzędowo zobowiązana
jakas taka rozstrojona
może to ta pogoda?
z samego rana glowa mi pęka
o Boże ! jestem taka zmęczona
nie denerwuj mnie!
nie chce mi się !
nie chce mi się zaczynać sprzątać
dla kogos pomysl na obiad kupować
prać brudy wątpliwosci wyprasować
mam tyle do zrobienia muszę
dzis ten kwiat co stoi na werandzie
na wpól martwy i zeschnięty
na wpól żywy i zielony
sama nie wiem co
co mam z nim zrobić
ocalić go a może
bezwzględnie się go pozbyć
w sumie to prezent od niego
dal mi go na imieniny dopiero gdy
mu o nich przypomnialam
nie wiem co mam ze sobą zrobić
nie chcę pozbywać się niechcenia
mam dzis tyle do zrobienia
kwiat sciąć czy zostawić
czy da się cos naprawic?
jestem zatkana
kilakrotnie od samego rana
jestem wetknięta w swoją rolę
w ten domowy komplet dresowy
to on moim biusthalterem jest
on lóżko i ja
wciąż wylącznie zatkana
nieumalowana nieuczesana
o Boże! jestem taka zmęczona
chyba jeszcze raz się przespię
nie kocham go
już chyba nie
nie chce mi się
nic nie chce mi się
jestem już tylko jego przedmiotem
w którym zatyka swoje żądze
jestem okropnie zajęta
urzędowo zobowiązana
jakas taka rozstrojona
może to ta pogoda?
z samego rana glowa mi pęka
o Boże ! jestem taka zmęczona
nie denerwuj mnie!
nie chce mi się !
nie chce mi się zaczynać sprzątać
dla kogos pomysl na obiad kupować
prać brudy wątpliwosci wyprasować
mam tyle do zrobienia muszę
dzis ten kwiat co stoi na werandzie
na wpól martwy i zeschnięty
na wpól żywy i zielony
sama nie wiem co
co mam z nim zrobić
ocalić go a może
bezwzględnie się go pozbyć
w sumie to prezent od niego
dal mi go na imieniny dopiero gdy
mu o nich przypomnialam
nie wiem co mam ze sobą zrobić
nie chcę pozbywać się niechcenia
mam dzis tyle do zrobienia
kwiat sciąć czy zostawić
czy da się cos naprawic?
jestem zatkana
kilakrotnie od samego rana
jestem wetknięta w swoją rolę
w ten domowy komplet dresowy
to on moim biusthalterem jest
on lóżko i ja
wciąż wylącznie zatkana
nieumalowana nieuczesana
o Boże! jestem taka zmęczona
chyba jeszcze raz się przespię
piątek, 11 czerwca 2010
***** corpus christi *****
organy znów zawarczą
rozniosą sciany kosciola
zachrypniętym glosem
przekwitająca organistka
stara panna samotna zawyje
slowa piesni dziekczynnej
ksiadz uroczystosci rozpoczynie
zaprosi do procesji
rozda Cialo Chrystusa Amen
ono przylepi się do podniebienia
jak asfalt do buta podeszwy
w maratonie przez ulice są
starzejące się kobiety
nauczycielki ekspedientki
emerytowani policjanci i wiejskie modelki
krętacze nowobogaccy i calkiem biedni
idzie parada
każdy udaje ze sie modli slawi Pana
i patrzy tylko przypadkiem kto z kim
jak ona byla ubrana
idą rozwodnicy konkubenci
homoseksualisci samotne matki
ci którzy są za aborcją i in vitro
ci ktorzy nie chodzą do kosciola
cale lata nie byli u spowiedzi
sypią platki suszonych kwiatów
materialisci- komunijne dzieci
na mszę w Boże Cialo
spóźnia się stara datą kobieta
byla zakonnica zachrystianka katechetka
wieczna dziewica wieczna kokietka
gdy szla procesja ona
w swoim mieszkaniu spiewala
i tanczyla do procesyjnych piesni
teraz klucze od mieszkania
schowala do malej różowej w kwiatki torebki
ma w niej jeszcze dwie podpaski
szminkę i różaniec
wcisnęla się w swoją ulubioną
garsonkę żorżetową
by kolejny raz tego dnia
przyjąc Boże Cialo
i byc żywcem swiętą
inna kobieta lekarz psychiatra
wyjmuje w szeleszczących papierkach cukierki
nie zaschlo jej w gardle od spiewow i modlów
tak naprawdę chowa w nich tabletki
jest znerwicowaną lekomanką
dźwięk roznosi się po kosciele
ona wie ze cos sie z nią dzieje
nie potrafi powiedziec sobie nie
opanować samej siebie
tlum w kociele rozrósl się
jak mech na starym drzewie
zabral tlen jakiejs z astmą kobiecie
w punkcie kulminacyjnym kiedy wszyscy
liczyli na objawienie
kiedy z hostii krew wyplynie
zsylając na parafię uswięcenie
ona z hukiem upadla na ziemię
wierni poruszeni
patrzą tylko na nią
patrzą czy już umarla
a czterech mezczyzn
w sile wieku niosacych baldachim
nad pozlacana monstrancją
wynosi ją z kosciola
W imię Ojca i Syna
i Ducha Swiętego
Amen
postscriptum na tacę nie dalem
rozniosą sciany kosciola
zachrypniętym glosem
przekwitająca organistka
stara panna samotna zawyje
slowa piesni dziekczynnej
ksiadz uroczystosci rozpoczynie
zaprosi do procesji
rozda Cialo Chrystusa Amen
ono przylepi się do podniebienia
jak asfalt do buta podeszwy
w maratonie przez ulice są
starzejące się kobiety
nauczycielki ekspedientki
emerytowani policjanci i wiejskie modelki
krętacze nowobogaccy i calkiem biedni
idzie parada
każdy udaje ze sie modli slawi Pana
i patrzy tylko przypadkiem kto z kim
jak ona byla ubrana
idą rozwodnicy konkubenci
homoseksualisci samotne matki
ci którzy są za aborcją i in vitro
ci ktorzy nie chodzą do kosciola
cale lata nie byli u spowiedzi
sypią platki suszonych kwiatów
materialisci- komunijne dzieci
na mszę w Boże Cialo
spóźnia się stara datą kobieta
byla zakonnica zachrystianka katechetka
wieczna dziewica wieczna kokietka
gdy szla procesja ona
w swoim mieszkaniu spiewala
i tanczyla do procesyjnych piesni
teraz klucze od mieszkania
schowala do malej różowej w kwiatki torebki
ma w niej jeszcze dwie podpaski
szminkę i różaniec
wcisnęla się w swoją ulubioną
garsonkę żorżetową
by kolejny raz tego dnia
przyjąc Boże Cialo
i byc żywcem swiętą
inna kobieta lekarz psychiatra
wyjmuje w szeleszczących papierkach cukierki
nie zaschlo jej w gardle od spiewow i modlów
tak naprawdę chowa w nich tabletki
jest znerwicowaną lekomanką
dźwięk roznosi się po kosciele
ona wie ze cos sie z nią dzieje
nie potrafi powiedziec sobie nie
opanować samej siebie
tlum w kociele rozrósl się
jak mech na starym drzewie
zabral tlen jakiejs z astmą kobiecie
w punkcie kulminacyjnym kiedy wszyscy
liczyli na objawienie
kiedy z hostii krew wyplynie
zsylając na parafię uswięcenie
ona z hukiem upadla na ziemię
wierni poruszeni
patrzą tylko na nią
patrzą czy już umarla
a czterech mezczyzn
w sile wieku niosacych baldachim
nad pozlacana monstrancją
wynosi ją z kosciola
W imię Ojca i Syna
i Ducha Swiętego
Amen
postscriptum na tacę nie dalem
piątek, 28 maja 2010
chlup! chlup!
do tesco
jeżdżę tylko po napoje
jestem taka zmęczona
więc sama w rękach niosę
osiem zgrzewek oranżady kolorowej
idę na pieszo z nimi
z supermarketu na przystanek
jestem taka spięta
wsiadam do busa
żeby do domu mnie zawiózl
ciągnę za sobą spojrzenia
mam powykręcane palce
oczy rozbiegane
jestem przytloczona.
I znowu syn zlamal nogę
przecież dopiero co odwiozlam
pożyczone kule
kule lokciowe
dziewięćdziesiąt kilometrów
sto osiemdziesiąt w strony obie
chyba się zarobię
nic nie zarobię
na jeżdżenie w tę i z powrotem
rozpuszczę krocie
może kto na okazję
zabierze mnie i te kule
zabierze mnie i te zgrzewki...
wszędzie jest dobrze tam
tam gdzie nas nie ma
odwieź mnie do domu
to przecież tak daleko stąd
jestem taka zmęczona
droga się wydluża
ręce sięgnęly już stóp
jestem taka wychudzona i blada
na wpól trup
opieram się na kulach
lykiem oranżady gaszę pragnienie
chlup! chlup!
z życia mam tak malo
że jestem prawie trup
chlup! chlup!
z życia mam tak malo
z życia mam tak malo...
jeżdżę tylko po napoje
jestem taka zmęczona
więc sama w rękach niosę
osiem zgrzewek oranżady kolorowej
idę na pieszo z nimi
z supermarketu na przystanek
jestem taka spięta
wsiadam do busa
żeby do domu mnie zawiózl
ciągnę za sobą spojrzenia
mam powykręcane palce
oczy rozbiegane
jestem przytloczona.
I znowu syn zlamal nogę
przecież dopiero co odwiozlam
pożyczone kule
kule lokciowe
dziewięćdziesiąt kilometrów
sto osiemdziesiąt w strony obie
chyba się zarobię
nic nie zarobię
na jeżdżenie w tę i z powrotem
rozpuszczę krocie
może kto na okazję
zabierze mnie i te kule
zabierze mnie i te zgrzewki...
wszędzie jest dobrze tam
tam gdzie nas nie ma
odwieź mnie do domu
to przecież tak daleko stąd
jestem taka zmęczona
droga się wydluża
ręce sięgnęly już stóp
jestem taka wychudzona i blada
na wpól trup
opieram się na kulach
lykiem oranżady gaszę pragnienie
chlup! chlup!
z życia mam tak malo
że jestem prawie trup
chlup! chlup!
z życia mam tak malo
z życia mam tak malo...
niedziela, 16 maja 2010
astronomiczny dystans
obowiązkowe szatnie opustoszaly.
znak, że rozpocząl się sezon
bylo duszno. slońce oslepialo.
robilo się slabo.
portier nadal siedzial w jednym miejscu
czytal stare niczyje gazety
pil kawę. nie spal. walczyl ze sobą.
próbowal
nie odpowiadal za rzeczy pozostawione
w szatni pod jego nadzorem.
nie bylo już o co się troszczyć
czasem wyszedl na spacer
wokól wieszaków
sprawdzal wyrywkowo czy numerek
o którym wlasnie pomyslal
wisi na swoim miejscu.
wysylal gdzies w swiat hasla
rozwiązanych krzyżówek chociaż
nigdy nic nie wygral.
hasla odchodzily bez echa.
zapisywal sobie ile wydal na znaczki pocztowe.
zapisywal numery i obstawial kupony
kupony w loterii.
czekal tak z dnia na dzień
czekal z myslą ze to moze jutro
jutro zdarzy się
cos niesamowitego
po szesdziesiątce zgola niespotykanego
wreszcie prawdziwe zacznie życie
skończy okres stażu
przegryzie dlużący się wstęp
zanim szatnie na nowo zaczną funkcjonować
z kolejnym sezonem
wtedy on umarl z nudów
po tym jak rano obstawil
kilka liczb na kuponie.
kilka liczb które wieczorem
wygraly astronomicznej wielkosci nagrodę
lecz on już nigdy się o tym nie dowie.
znak, że rozpocząl się sezon
bylo duszno. slońce oslepialo.
robilo się slabo.
portier nadal siedzial w jednym miejscu
czytal stare niczyje gazety
pil kawę. nie spal. walczyl ze sobą.
próbowal
nie odpowiadal za rzeczy pozostawione
w szatni pod jego nadzorem.
nie bylo już o co się troszczyć
czasem wyszedl na spacer
wokól wieszaków
sprawdzal wyrywkowo czy numerek
o którym wlasnie pomyslal
wisi na swoim miejscu.
wysylal gdzies w swiat hasla
rozwiązanych krzyżówek chociaż
nigdy nic nie wygral.
hasla odchodzily bez echa.
zapisywal sobie ile wydal na znaczki pocztowe.
zapisywal numery i obstawial kupony
kupony w loterii.
czekal tak z dnia na dzień
czekal z myslą ze to moze jutro
jutro zdarzy się
cos niesamowitego
po szesdziesiątce zgola niespotykanego
wreszcie prawdziwe zacznie życie
skończy okres stażu
przegryzie dlużący się wstęp
zanim szatnie na nowo zaczną funkcjonować
z kolejnym sezonem
wtedy on umarl z nudów
po tym jak rano obstawil
kilka liczb na kuponie.
kilka liczb które wieczorem
wygraly astronomicznej wielkosci nagrodę
lecz on już nigdy się o tym nie dowie.
poniedziałek, 10 maja 2010
_w_y_c_i_s_z_O_N_A_ _ _
wyciszona gotuje rosól
rosól odtluszczony
przejrzysty i klarowny
przez sito odcedzony
taki jak ona
przewiązana fartuchem
w szare kwieciste wzory
z odklejoną w oku siatkówką
z roztrzepaną fryzurą
nie poci się jej biust
nie widać go może zanikl
jej krótkie stopy
przybliżają ją do mycia
naczyń w zlewie
po sniadaniu kolacji i obiedzie
rosól paruje wrze
jest już pelen gar
będzie musiala zjesć go sama
nie gotuje dla rodziny tylko
dla Jezusa w którym
nieszczęliwie od dziecka
jest zakochana.
rosól odtluszczony
przejrzysty i klarowny
przez sito odcedzony
taki jak ona
przewiązana fartuchem
w szare kwieciste wzory
z odklejoną w oku siatkówką
z roztrzepaną fryzurą
nie poci się jej biust
nie widać go może zanikl
jej krótkie stopy
przybliżają ją do mycia
naczyń w zlewie
po sniadaniu kolacji i obiedzie
rosól paruje wrze
jest już pelen gar
będzie musiala zjesć go sama
nie gotuje dla rodziny tylko
dla Jezusa w którym
nieszczęliwie od dziecka
jest zakochana.
sobota, 1 maja 2010
piątek, 30 kwietnia 2010
RO zkR AcZ ON a
tamta jest rozkraczona
roznegliżowana
łapie oddech trzyma
równowagę
rozjeżdża się
rozpływa tonie
nasycona upałem
rozpina guzik
po guziku
zamek za zamkiem
skrapla wodą skórę
jak skrzydłem się wachluje
ma problemy z wentylacją
traci świadomość i odlatuje
osuwa się na posadzkę
odpływa w nieświadomości głębię
nikogo przy niej nie ma
z obawy że i jego
tam ze sobą weźmie
tamta jest rozkraczona
na wznak lezy na posadzce
jak porzucona
nie patrz w tamtą stronę
nie dotykaj
nie zwracaj uwagi
moze podniesie się sama
wreszcie znajdzie
po omacku oparcie
roznegliżowana
łapie oddech trzyma
równowagę
rozjeżdża się
rozpływa tonie
nasycona upałem
rozpina guzik
po guziku
zamek za zamkiem
skrapla wodą skórę
jak skrzydłem się wachluje
ma problemy z wentylacją
traci świadomość i odlatuje
osuwa się na posadzkę
odpływa w nieświadomości głębię
nikogo przy niej nie ma
z obawy że i jego
tam ze sobą weźmie
tamta jest rozkraczona
na wznak lezy na posadzce
jak porzucona
nie patrz w tamtą stronę
nie dotykaj
nie zwracaj uwagi
moze podniesie się sama
wreszcie znajdzie
po omacku oparcie
niedziela, 25 kwietnia 2010
_U_L_I_Z_A_N_A_
Ulizana paliła
mocne papierosy
była starą panną
przez miłość wyśmianą
wciąż ulizywała
swoje włosy
wten sam sposób
wiązała końskie warkocze
panicznie bała się metamorfozy
więc całe życie mieszkała w
tym samy budynku
przy tej samej ulicy
na przekór w ciasnej kawalerce!
nie uzywała pudru ani szminki
na plastikowe papiloty
nakręcała włosy
grzywkę dzieliła na pojedyncze
kosmyki liczyła je
i dzieliła jak swoje ciasto biszkoptowe
kawałek po kawałku
pieczałowicie ulizywała
gładziła je jak po grzbiecie
swoje cztery stare koty
rozmawiała ze sobą
z telewizorem
z głuchym telefonem
czasem uzalała się nad sobą
i nad swoim losem
ale nie chciała żadnej zmiany
była nie z teraz
i nie z jutra
mówiono tylko że po pewnej nocy
gdy wstała rano wypadły jej wszystkie włosy
nie miała już kogo darzyć pielęgnacją
więc zniknęła ze sobą wczoraj
a dziś już nikt jej nie pamięta
nikt jej nie widział
nie słyszał tez nic nikt
tylko kilka jej kotów
wciąz po ulicy się pałęta
mocne papierosy
była starą panną
przez miłość wyśmianą
wciąż ulizywała
swoje włosy
wten sam sposób
wiązała końskie warkocze
panicznie bała się metamorfozy
więc całe życie mieszkała w
tym samy budynku
przy tej samej ulicy
na przekór w ciasnej kawalerce!
nie uzywała pudru ani szminki
na plastikowe papiloty
nakręcała włosy
grzywkę dzieliła na pojedyncze
kosmyki liczyła je
i dzieliła jak swoje ciasto biszkoptowe
kawałek po kawałku
pieczałowicie ulizywała
gładziła je jak po grzbiecie
swoje cztery stare koty
rozmawiała ze sobą
z telewizorem
z głuchym telefonem
czasem uzalała się nad sobą
i nad swoim losem
ale nie chciała żadnej zmiany
była nie z teraz
i nie z jutra
mówiono tylko że po pewnej nocy
gdy wstała rano wypadły jej wszystkie włosy
nie miała już kogo darzyć pielęgnacją
więc zniknęła ze sobą wczoraj
a dziś już nikt jej nie pamięta
nikt jej nie widział
nie słyszał tez nic nikt
tylko kilka jej kotów
wciąz po ulicy się pałęta
wtorek, 20 kwietnia 2010
AUTO gazZ
za miastem koło rzeki
do której ludzie wyrzucali
lodówki opony i inne śmieci
stał punkt autogaz
biznes mini dla mas
gdzie Antoni starszy pan
tankował do pełna kazdy
z zachodu sprowadzony grat
sam takiego miał
zżartego przez rdzę
forda fiestę
tak sobie z dnia na dzień
interes kręcił się
a on grosz do grosza dorabiał się
siedział w przyczepie kempingowej
liczył wciąż pieniądze
jadł schabowe kotlety
i oglądał stare filmy porno
z VHS kasety
był napalony na kobiety
ale żadna nie chciała się
wozić starym samochodem
ze starym facetem
wziął więc na kredyt
z salonu be em wu
i nim zaczął podjeżdżać
pod autogazu punkt
w mgnieniu oka ruch zgasł
ludzie zaczęli obrabiać mu twarz
jego be em wu
kłuło po oczach aż tak
mówiono że dorobkiewicz
że krętacz
że pewnie jakoś na lewo
że coś tam sprzedawał
nasałali na niego Urząd Skarbowy
dobrali się mu do skóry
jego luksusowe auto
stało się jego biznesu
ekskluzywnym gwoździem do trumny
ze stresu powypadały mu włosy
schudł i zaczął nałogowo palić papierosy
nawiedziła go ponownie kontrola
z inspekcji pracy
a on z nerwów
wyrzucił niedopałek wprost
w dystrybutory
cały autogaz wyleciał w powietrze
a Antoni chciał przecież być tylko
w późnym wieku wciąż
atrakcyjny pożądany i przystojny
do której ludzie wyrzucali
lodówki opony i inne śmieci
stał punkt autogaz
biznes mini dla mas
gdzie Antoni starszy pan
tankował do pełna kazdy
z zachodu sprowadzony grat
sam takiego miał
zżartego przez rdzę
forda fiestę
tak sobie z dnia na dzień
interes kręcił się
a on grosz do grosza dorabiał się
siedział w przyczepie kempingowej
liczył wciąż pieniądze
jadł schabowe kotlety
i oglądał stare filmy porno
z VHS kasety
był napalony na kobiety
ale żadna nie chciała się
wozić starym samochodem
ze starym facetem
wziął więc na kredyt
z salonu be em wu
i nim zaczął podjeżdżać
pod autogazu punkt
w mgnieniu oka ruch zgasł
ludzie zaczęli obrabiać mu twarz
jego be em wu
kłuło po oczach aż tak
mówiono że dorobkiewicz
że krętacz
że pewnie jakoś na lewo
że coś tam sprzedawał
nasałali na niego Urząd Skarbowy
dobrali się mu do skóry
jego luksusowe auto
stało się jego biznesu
ekskluzywnym gwoździem do trumny
ze stresu powypadały mu włosy
schudł i zaczął nałogowo palić papierosy
nawiedziła go ponownie kontrola
z inspekcji pracy
a on z nerwów
wyrzucił niedopałek wprost
w dystrybutory
cały autogaz wyleciał w powietrze
a Antoni chciał przecież być tylko
w późnym wieku wciąż
atrakcyjny pożądany i przystojny
k_O_rytarz
najruchliwszym była korytarzem
lekko zapuszczonym trochę obdrapanym
ewidentnie postarzałym
lecz na osiedlu w tej dzielnicy
znał ją każdy gdy
pytał o drogę
nigdy nie odmówiła pomocy
wiadomo było gdzie ją znależc
pod blokiem zwykle przesiadywała
od wieczora do nocy
chodziła krokiem pewnym zdecydowanym
zawsze na wysokiej szpilce
nawet gdy szła do spożywczego
była w pełnym mejkapie
zapraszała by dla niej
tylko zbaczać z drogi
i przez jej korytarz przechodzić
nie ograniczała się
w mężczyzn przepuszczaniu
oni szczerze ją uwielbiali
podchodzili kokietowali
kobiety w skrajnym przeciwieństwie
szerokim łukiem ją omijały
wzrokiem i językiem linczowały
same zaledwie przeciętne nigdy nie były zmysłowe
a ona druzgotała je swoim wyglądem
tamte chociaż młode i zadbane
były nudne i przewidywalne
ona wiedziała jak podkreślać swoje walory
pod oczami tuszować pudrem wory
a eksponować szminką usta
otwarta na gości i nieogrodzona
z łatwością nawiązywała kontakty
a guzik jej domofonu od częstych wizyt
cały był wytarty anonimowy
jak profesjonalizm nakazywał
wzbudzała ciarki na owłosionych ciałach
sama dostawała zawsze to czego chciała
najruchliwszym była korytarzem
non stop zatłoczonym
prowadziła do bramy której wrota
dla pożądania zawsze były
szeroko otwarte
lekko zapuszczonym trochę obdrapanym
ewidentnie postarzałym
lecz na osiedlu w tej dzielnicy
znał ją każdy gdy
pytał o drogę
nigdy nie odmówiła pomocy
wiadomo było gdzie ją znależc
pod blokiem zwykle przesiadywała
od wieczora do nocy
chodziła krokiem pewnym zdecydowanym
zawsze na wysokiej szpilce
nawet gdy szła do spożywczego
była w pełnym mejkapie
zapraszała by dla niej
tylko zbaczać z drogi
i przez jej korytarz przechodzić
nie ograniczała się
w mężczyzn przepuszczaniu
oni szczerze ją uwielbiali
podchodzili kokietowali
kobiety w skrajnym przeciwieństwie
szerokim łukiem ją omijały
wzrokiem i językiem linczowały
same zaledwie przeciętne nigdy nie były zmysłowe
a ona druzgotała je swoim wyglądem
tamte chociaż młode i zadbane
były nudne i przewidywalne
ona wiedziała jak podkreślać swoje walory
pod oczami tuszować pudrem wory
a eksponować szminką usta
otwarta na gości i nieogrodzona
z łatwością nawiązywała kontakty
a guzik jej domofonu od częstych wizyt
cały był wytarty anonimowy
jak profesjonalizm nakazywał
wzbudzała ciarki na owłosionych ciałach
sama dostawała zawsze to czego chciała
najruchliwszym była korytarzem
non stop zatłoczonym
prowadziła do bramy której wrota
dla pożądania zawsze były
szeroko otwarte
sobota, 17 kwietnia 2010
jedna tabletka
znowu jestem fałdą
niedokładnie wyprasowanym obrusem
zaciekiem na szklance
jeszcze napada mnie gorąco tropikalne
chociaż nigdy nie byłam za granicą
rozbieram się ale
w lustro nie patrzę
nie denerwuj mnie
bo mam menopauzę
to już piędziesiątka jezus
jeszcze rok i pewnie umrę
będę teraz tylko starsza grubsza
ugotuję się w swoim obiedzie
utopię w kurzu
wciągnie mnie odkurzacz
jeśli go nie zatka moja nadwaga
więc kupuję bio ce ela a
chcę schudnąć chcę być połową
tego co ja
chcę być zgrabna
muszę być młodsza
won! menopauza
pauza stop wróć
biorę tabletki co róż
na raz term lajn ce el a
el karnityna
menoplant sojfem
menostop
wszystko gra może to zadziała
piję zioła na odchudzanie herbaty
figura jeden dwa i trzy
od razu spalanie
kilka na raz
oszukuję czas
będę chudsza już w tydzień
młodsza o dwadzieścia lat
bez wysiłku bez stękania
znowu będę tamta laska
można wziąć dwie to wezmę pięć
co za roznica nie czytam ulotek
dołączonych do opakowania
nie konsultuję się z lekarzem
lub farmaceutą ufam mojej
kobiecej intuicji
pigułka za pigułką
chcę być piękna i młoda
ta tabletka da mi szczęście
będę rozświetlona uśmiechnięta
potencjalnie atrakcyjna
połykam popijam z tabletek koktajle
czuję że się zmieniam
po dniu widzę efekty
jak szalone tnę centymetry
faktycznie się zmieniłam
spaliłam się trochę i
w lustrze nie ma mnie
ale nie pamiętam kiedy
zbankrutowałam rozeszłam się w szwach
przedawkowałam i się rozstroiłam
kupiłam podwójne lustro
w stare się nie mieściłam
zjadłam swoje nerwy
wypiłam siódme poty
uśmierciłam
na pamiątkę po sobie
tylko tą tabletkę pozostawiłam
niedokładnie wyprasowanym obrusem
zaciekiem na szklance
jeszcze napada mnie gorąco tropikalne
chociaż nigdy nie byłam za granicą
rozbieram się ale
w lustro nie patrzę
nie denerwuj mnie
bo mam menopauzę
to już piędziesiątka jezus
jeszcze rok i pewnie umrę
będę teraz tylko starsza grubsza
ugotuję się w swoim obiedzie
utopię w kurzu
wciągnie mnie odkurzacz
jeśli go nie zatka moja nadwaga
więc kupuję bio ce ela a
chcę schudnąć chcę być połową
tego co ja
chcę być zgrabna
muszę być młodsza
won! menopauza
pauza stop wróć
biorę tabletki co róż
na raz term lajn ce el a
el karnityna
menoplant sojfem
menostop
wszystko gra może to zadziała
piję zioła na odchudzanie herbaty
figura jeden dwa i trzy
od razu spalanie
kilka na raz
oszukuję czas
będę chudsza już w tydzień
młodsza o dwadzieścia lat
bez wysiłku bez stękania
znowu będę tamta laska
można wziąć dwie to wezmę pięć
co za roznica nie czytam ulotek
dołączonych do opakowania
nie konsultuję się z lekarzem
lub farmaceutą ufam mojej
kobiecej intuicji
pigułka za pigułką
chcę być piękna i młoda
ta tabletka da mi szczęście
będę rozświetlona uśmiechnięta
potencjalnie atrakcyjna
połykam popijam z tabletek koktajle
czuję że się zmieniam
po dniu widzę efekty
jak szalone tnę centymetry
faktycznie się zmieniłam
spaliłam się trochę i
w lustrze nie ma mnie
ale nie pamiętam kiedy
zbankrutowałam rozeszłam się w szwach
przedawkowałam i się rozstroiłam
kupiłam podwójne lustro
w stare się nie mieściłam
zjadłam swoje nerwy
wypiłam siódme poty
uśmierciłam
na pamiątkę po sobie
tylko tą tabletkę pozostawiłam
futurokosmetyka
chcę być wciąz smukła gładka
świeza
nowa jak wyretuszowany w magazynie trend
o tak! dokładnie taki właśnie ten
jak sukienka przed pierwszym praniem
zakonserwowana jak "turystyczna"
kobieta futurystyczna
z wydłużonym terminem przydatności
przerobiona do granic wytrzymałości
świeza
nowa jak wyretuszowany w magazynie trend
o tak! dokładnie taki właśnie ten
jak sukienka przed pierwszym praniem
zakonserwowana jak "turystyczna"
kobieta futurystyczna
z wydłużonym terminem przydatności
przerobiona do granic wytrzymałości
milka
rozpływam się
jak w ustach
kawałek czekolady mlecznej milka
jak ta tabliczka która w cieple rąk
traci kształt
jak ta tabliczka którą moja babcia ściskała
tak długo
żeby mi ją dać
dać mi ją na komunię świętą
która straciła swój kształt
bo teraz pod kościołem
stoi mała dziewczynka
na imię jej Emilka
stoi i płacze że na komunię
zamiast iPoda
dostała różaniec pachnący
w pudełku z papieżem
ale ona go nie chce
mówi że jest brzydki
ze śmierdzi
że jest jej niepotrzebny
jak w ustach
kawałek czekolady mlecznej milka
jak ta tabliczka która w cieple rąk
traci kształt
jak ta tabliczka którą moja babcia ściskała
tak długo
żeby mi ją dać
dać mi ją na komunię świętą
która straciła swój kształt
bo teraz pod kościołem
stoi mała dziewczynka
na imię jej Emilka
stoi i płacze że na komunię
zamiast iPoda
dostała różaniec pachnący
w pudełku z papieżem
ale ona go nie chce
mówi że jest brzydki
ze śmierdzi
że jest jej niepotrzebny
sobota, 6 marca 2010
status konkubentki
dziewczyna
o statusie konkubentki
wraca z miasta
ze swoim przydupasem
ich wziętym na kredyt
sprowadzonym
używanym i zużytym
golfem dwójką
w którym na pasach
są czerwone nakładki turbo
ona po swojej zmianie
na kasie w biedronce
zdjęła pieluchę
nie zużyła jej
więc schowała do torebki
bo może przyda się jutro
i w nagrodę za to
dla relaksu kupiła sobie
poczytny bzdurnik
pani domu z super konkursem
który czyta próbuje rozwiązać
w drodze powrotnej
może wygra główną nagrodę
a za te pieniądze
odmieni ich los
spłaci kredyt na samochód
lecz zadłuży się znów by kupić
w media markt płaski telewizor
a w głównym pokoju na stancji
położyć parkiet i
na różowo wymalować ściany
o statusie konkubentki
wraca z miasta
ze swoim przydupasem
ich wziętym na kredyt
sprowadzonym
używanym i zużytym
golfem dwójką
w którym na pasach
są czerwone nakładki turbo
ona po swojej zmianie
na kasie w biedronce
zdjęła pieluchę
nie zużyła jej
więc schowała do torebki
bo może przyda się jutro
i w nagrodę za to
dla relaksu kupiła sobie
poczytny bzdurnik
pani domu z super konkursem
który czyta próbuje rozwiązać
w drodze powrotnej
może wygra główną nagrodę
a za te pieniądze
odmieni ich los
spłaci kredyt na samochód
lecz zadłuży się znów by kupić
w media markt płaski telewizor
a w głównym pokoju na stancji
położyć parkiet i
na różowo wymalować ściany
chodząca ruina
babcia lezy w łózku
w brudnej pościeli
w pomieszczeniu zaduch
czuć starością
na ścianach zmarszczyła się
i pożółkła tapeta
tak jak jej twarz
nie porusza się
nie prowadzi dialogu
stary kot gubi sierść
pod nią sklep spożywczy
wielobranżowy z wkładką
stałych pijaków
okupujących wejście pod
nieszczelnym oknem
naruszają jej spoczynek
w spokoju
ich już nie utemperuje
tak jak jeszcze lat parę wstecz
na krótko przed wylewem
nad nią jest mężczyzna
stary taksówkarz
w starym mercedesie beczce
nie poznaje w nim juz swojego wnuka
sprowadza sobie bezpńskie dziewczyny z ulicy
i uprawia z nimi seks na piętrze
cały budynek przedwojenny się wtedy trzęsie
rusza się i przemieszcza jakby
nigdy nie był wbity w ziemię
babcia chce już tylko spać
jej jedynym narzędziem
jest w prawej ręce drewniana laska
którą włącza telwizor rubin
zeby się rozgrzał
na kwadrans przed seansem
by oglądać całe pasmo seriali
klasyk moda na sukces
pierwsza miłość
kolejny odcinek m jak miłość
i brzyduli
żyje tylko w tym świecie seriali
i nim się wyłącznie karmi
ale teraz tą laską w swój
stary sufit wali
pokryty żółtymi starymi zaciekami
nisko nad nią zawieszony
dzwonią nad nią ozdoby żyrandoli
ucisza złotówę który u góry
głośno się p******i
nie słyszy efektu
choć budynek się porusza
ona nie ustępuje
dalej rytmicznie uderza
z wszystkich sił się napina
a paraliż wręcz z jej kończyn odpływa
słyszy kroki na schodach
ciche dudnienie
krzyż ze ściany spada na ziemię
echo w kamienicy
jest jak na dworcowym peronie
kot wydaje kociokwiki
gdy wtem na jej głowę
wprost na jej łóżko
z sufitu odpada kawał tynku
miażdżąc jej główkę
jej skurczone ciało
zabytkowy pamiątkowy żyrandol
macochy kuzynki zmarłej matki
cały z kryształu
rozbija się na drobne kawałki
zawala się kamienica
piętro po piętrze
i babcia ma już święty spokój
by pójść do nieba
zapadła się pod ziemię
w brudnej pościeli
w pomieszczeniu zaduch
czuć starością
na ścianach zmarszczyła się
i pożółkła tapeta
tak jak jej twarz
nie porusza się
nie prowadzi dialogu
stary kot gubi sierść
pod nią sklep spożywczy
wielobranżowy z wkładką
stałych pijaków
okupujących wejście pod
nieszczelnym oknem
naruszają jej spoczynek
w spokoju
ich już nie utemperuje
tak jak jeszcze lat parę wstecz
na krótko przed wylewem
nad nią jest mężczyzna
stary taksówkarz
w starym mercedesie beczce
nie poznaje w nim juz swojego wnuka
sprowadza sobie bezpńskie dziewczyny z ulicy
i uprawia z nimi seks na piętrze
cały budynek przedwojenny się wtedy trzęsie
rusza się i przemieszcza jakby
nigdy nie był wbity w ziemię
babcia chce już tylko spać
jej jedynym narzędziem
jest w prawej ręce drewniana laska
którą włącza telwizor rubin
zeby się rozgrzał
na kwadrans przed seansem
by oglądać całe pasmo seriali
klasyk moda na sukces
pierwsza miłość
kolejny odcinek m jak miłość
i brzyduli
żyje tylko w tym świecie seriali
i nim się wyłącznie karmi
ale teraz tą laską w swój
stary sufit wali
pokryty żółtymi starymi zaciekami
nisko nad nią zawieszony
dzwonią nad nią ozdoby żyrandoli
ucisza złotówę który u góry
głośno się p******i
nie słyszy efektu
choć budynek się porusza
ona nie ustępuje
dalej rytmicznie uderza
z wszystkich sił się napina
a paraliż wręcz z jej kończyn odpływa
słyszy kroki na schodach
ciche dudnienie
krzyż ze ściany spada na ziemię
echo w kamienicy
jest jak na dworcowym peronie
kot wydaje kociokwiki
gdy wtem na jej głowę
wprost na jej łóżko
z sufitu odpada kawał tynku
miażdżąc jej główkę
jej skurczone ciało
zabytkowy pamiątkowy żyrandol
macochy kuzynki zmarłej matki
cały z kryształu
rozbija się na drobne kawałki
zawala się kamienica
piętro po piętrze
i babcia ma już święty spokój
by pójść do nieba
zapadła się pod ziemię
środa, 24 lutego 2010
androgenizacja część II
nigdy nie była zadowolona
kiedy coś mówiła
słychać było jakby kurze ko ko
włosy miała obcięte do szyi
robiła to w domu sama
krawieckimi nożycami
nie dbała o nie
przypominały strąki
wylniałe jakieś wczorajsze
łamliwe i słabe
zawsze chciała mieć bardzo krótkie
takie chłopięce na jeżyka
ale gdy raz tak zrobiła
i poszła do sklepu
ekspedientka zapytała ją
co dla pana?
a ta rozpłakana wybiegła
i przez pół miesiąca
nadużywała antydepresantów
środków nasennych
wolała przesypiać całe dnie
niż wstawać i patrzeć w lustro
witać się ze sobą
z kimś kim nie chciała być
a kiedy budziła się zawsze
miała nadzieję że w lustrze
zobaczy siebie jako faceta
jednak utwierdzała się potem że
inni wciąż jak na złość
mają w życiu
więcej szczęścia niż ona
że innym żyje się lepiej
tylko ona ma taki ochłap
zawsze jak zlewka
jak z obiadu obgryziona kość
jak pospolita resztka
zawsze niepełnowartościowa
gdzieś z tyłu przygarbiona
chuda tak bardzo jak
paluszek Lajkonik
piersi nie miała
obserwowała tylko jak inne
kobiety biegną i ich piersi
podskakują przy każdym ruchu
ona stała w miejscu
patrząc na siebie nagą w lustrze
widziała tylko sutki
tak jakby przeszła raka i
usunięto jej obie piersi
sama nie wiedziała kim jest
czy chciałaby być kobietą i
piersi sobie powiększyć
czy chciałaby być mężczyzną
nosić brodę i wąsy
miała męski krok ale idąc spuszczała głowę
przeklinanie jak każdemu
przychodziło jej bardzo naturalnie
ale ona robiła to zawsze tak samo
akcentując pierwszą sylabę
tak jakby piała
ubierała się po męsku tylko w spodnie
starą koszulę flanelową
lub dżinsową na wagę
nigdy kobieco nigdy ładnie
w życiu nie miała spódnicy
ani sukienki
wstydziła się swoich krzywych nóg
na stopach nosiła przetarte skarpetki
dawno schodzone klapki skórzane
które spadały z jej nóg
nie chciała być modna
nie mogłaby
na to zawsze brakowało jej pewności siebie
i wystarczającej wypłaty
ciągle za mało do pierwszego
niegdy nie patrzyła w oczy
nie mówiła wiele
jakby kryła jakieś sekrety
wewnątrz siebie
zamknięta
zakładała na piersiach swoje ręce
sygnalizowała własną niedostępność
z tłumu wyróżniała się przeciętnością
androgenicznością
była bardziej męska niż kobieca
i w łóżku po cichu
wolałaby kochać kobietę
niż faceta
była uosobieniem sprzeczności
mężczyzny w ciele kobiety
podwójnej osobowości
kiedy coś mówiła
słychać było jakby kurze ko ko
włosy miała obcięte do szyi
robiła to w domu sama
krawieckimi nożycami
nie dbała o nie
przypominały strąki
wylniałe jakieś wczorajsze
łamliwe i słabe
zawsze chciała mieć bardzo krótkie
takie chłopięce na jeżyka
ale gdy raz tak zrobiła
i poszła do sklepu
ekspedientka zapytała ją
co dla pana?
a ta rozpłakana wybiegła
i przez pół miesiąca
nadużywała antydepresantów
środków nasennych
wolała przesypiać całe dnie
niż wstawać i patrzeć w lustro
witać się ze sobą
z kimś kim nie chciała być
a kiedy budziła się zawsze
miała nadzieję że w lustrze
zobaczy siebie jako faceta
jednak utwierdzała się potem że
inni wciąż jak na złość
mają w życiu
więcej szczęścia niż ona
że innym żyje się lepiej
tylko ona ma taki ochłap
zawsze jak zlewka
jak z obiadu obgryziona kość
jak pospolita resztka
zawsze niepełnowartościowa
gdzieś z tyłu przygarbiona
chuda tak bardzo jak
paluszek Lajkonik
piersi nie miała
obserwowała tylko jak inne
kobiety biegną i ich piersi
podskakują przy każdym ruchu
ona stała w miejscu
patrząc na siebie nagą w lustrze
widziała tylko sutki
tak jakby przeszła raka i
usunięto jej obie piersi
sama nie wiedziała kim jest
czy chciałaby być kobietą i
piersi sobie powiększyć
czy chciałaby być mężczyzną
nosić brodę i wąsy
miała męski krok ale idąc spuszczała głowę
przeklinanie jak każdemu
przychodziło jej bardzo naturalnie
ale ona robiła to zawsze tak samo
akcentując pierwszą sylabę
tak jakby piała
ubierała się po męsku tylko w spodnie
starą koszulę flanelową
lub dżinsową na wagę
nigdy kobieco nigdy ładnie
w życiu nie miała spódnicy
ani sukienki
wstydziła się swoich krzywych nóg
na stopach nosiła przetarte skarpetki
dawno schodzone klapki skórzane
które spadały z jej nóg
nie chciała być modna
nie mogłaby
na to zawsze brakowało jej pewności siebie
i wystarczającej wypłaty
ciągle za mało do pierwszego
niegdy nie patrzyła w oczy
nie mówiła wiele
jakby kryła jakieś sekrety
wewnątrz siebie
zamknięta
zakładała na piersiach swoje ręce
sygnalizowała własną niedostępność
z tłumu wyróżniała się przeciętnością
androgenicznością
była bardziej męska niż kobieca
i w łóżku po cichu
wolałaby kochać kobietę
niż faceta
była uosobieniem sprzeczności
mężczyzny w ciele kobiety
podwójnej osobowości
szoł mast goł on
kobieta po czterdziestce
ma się jeszcze uśmiechać
nosić się na czarno i biało
klasycznie ma być
elegancko ma być i miło
hostessa
pilotka
słodka
kasuje bilet proszę dziękuję
podaje ciepłą herbatę i kawę
włącza film
umila podróż
stop
autokar hamuje
ona swoją głową w
przedniej szybie ląduje
rozbija się jakby
jakiś młodociany wandal
niedorostek
uderzył w nią młotkiem
uderzył ją w twarz
szyba pokrywa się czerwienią
jasną ciepłą świeżą
odgłosy milkną
z krwią wypływa cisza
słychać tylko warkot silnika
który jedzie dalej
nie zatrzymuje się
nawet jeśli w ludziach będą ofiary
musi przynosić zysk
ona nie czuję się przecież dobrze
potrzebować pomocy nie może
za pół roku może za jakieś kilka dni
trafi ją krwiak i ucisk mózgu
ale póki co
ona sama za szybę zapłaci
film musi być włączony
szoł mast goł on
ma się jeszcze uśmiechać
nosić się na czarno i biało
klasycznie ma być
elegancko ma być i miło
hostessa
pilotka
słodka
kasuje bilet proszę dziękuję
podaje ciepłą herbatę i kawę
włącza film
umila podróż
stop
autokar hamuje
ona swoją głową w
przedniej szybie ląduje
rozbija się jakby
jakiś młodociany wandal
niedorostek
uderzył w nią młotkiem
uderzył ją w twarz
szyba pokrywa się czerwienią
jasną ciepłą świeżą
odgłosy milkną
z krwią wypływa cisza
słychać tylko warkot silnika
który jedzie dalej
nie zatrzymuje się
nawet jeśli w ludziach będą ofiary
musi przynosić zysk
ona nie czuję się przecież dobrze
potrzebować pomocy nie może
za pół roku może za jakieś kilka dni
trafi ją krwiak i ucisk mózgu
ale póki co
ona sama za szybę zapłaci
film musi być włączony
szoł mast goł on
sobota, 20 lutego 2010
coś z nią nie tak
chłopak ustępuje miejsca
kobieta siada przy mnie
ubrana w czerń
kurczowo trzyma torbę na kolanach
zaczyna się wiercić
na przemian nerwowo
zaciska i porusza palcami
jej głowa przemieszcza się
raz w lewo raz w prawo
próbuje wzrokiem wpatrywać się
w jeden punkt
ale mimowolnie oczy biegną za głową
jej ramiona podskakują
jakby coś chodziło jej po plecach
raz lewe ramię raz prawe
głowa porusza się w górę i w dół
próbuje kontrolować się ale
jej ciało płata figle
nie żyją ze sobą w zgodzie
dosiada się kobieta
mówi jej dzień dobry chce być miła
chce chociaż zachować pozory normalności
tamta udaje że jej nie zna
ludzie zaczynają obserwować
dopatrywać się i przyglądać
między sobą szeptać
wytykać palcami
coś z nią nie tak
ma drgawki jakby było jej wciąż zimno
ale to inny rodzaj drgawek
jakby w jej ciele był ktoś inny
dyktując jej głowie rękom nogom
każdemu palcu w kolejności z osobna
jest wyraźnie niespokojna
COŚ Z NIĄ NIE TAK
kobieta siada przy mnie
ubrana w czerń
kurczowo trzyma torbę na kolanach
zaczyna się wiercić
na przemian nerwowo
zaciska i porusza palcami
jej głowa przemieszcza się
raz w lewo raz w prawo
próbuje wzrokiem wpatrywać się
w jeden punkt
ale mimowolnie oczy biegną za głową
jej ramiona podskakują
jakby coś chodziło jej po plecach
raz lewe ramię raz prawe
głowa porusza się w górę i w dół
próbuje kontrolować się ale
jej ciało płata figle
nie żyją ze sobą w zgodzie
dosiada się kobieta
mówi jej dzień dobry chce być miła
chce chociaż zachować pozory normalności
tamta udaje że jej nie zna
ludzie zaczynają obserwować
dopatrywać się i przyglądać
między sobą szeptać
wytykać palcami
coś z nią nie tak
ma drgawki jakby było jej wciąż zimno
ale to inny rodzaj drgawek
jakby w jej ciele był ktoś inny
dyktując jej głowie rękom nogom
każdemu palcu w kolejności z osobna
jest wyraźnie niespokojna
COŚ Z NIĄ NIE TAK
piątek, 5 lutego 2010
androgenizacja
jestem feministka
baba z cyckami z pałą w prawej ręce
która walczy o swoje prawa
walczy w pojedynkę
nie da za wygraną
i chce mieć prawa męskie
chce mieć prawa singielskie
chce mieć prawo i nie chce być wolna
tylko zajęta uwiązana
jak pies nie chce byc bezpańska
chce mieć właściciela chce być pod pantoflem
chce słuchać rozkazów i chce być zależna
chce być w związku uwiązana
ale zawsze chce być dama
chce równouprawnienia nie
samotnego cierpienia poczucia
odrzucenia
chce mieć prawo do walczenia
urosły jej wąsy
baba z cyckami z pałą w prawej ręce
która walczy o swoje prawa
walczy w pojedynkę
nie da za wygraną
i chce mieć prawa męskie
chce mieć prawa singielskie
chce mieć prawo i nie chce być wolna
tylko zajęta uwiązana
jak pies nie chce byc bezpańska
chce mieć właściciela chce być pod pantoflem
chce słuchać rozkazów i chce być zależna
chce być w związku uwiązana
ale zawsze chce być dama
chce równouprawnienia nie
samotnego cierpienia poczucia
odrzucenia
chce mieć prawo do walczenia
urosły jej wąsy
niedziela, 31 stycznia 2010
Dżesika
Paznokcie miała czerwone
pomalowane jakiś krajowym lakierem żadnej jakości
może to jeszcze pollena
może w zapachu tego lakieru dało się jeszcze wyczuć komunę
może wygrzebała go gdzieś w skrzypiącej szufladzie
spomiędzy setek innych
dawno nieużywanych zbędnych bibelotów
pośród starych szminek wyschniętych tuszy do rzęs flakonów po skończonych perfumach niemodnych kokard kolorowych gumek frotte i stert wsuwek z których zdrapano lakier
zapach który raził jakimś rozpuszczalnikiem jakąś chemikalią
a może kupiła go na tygodniowym targu
na który zjeżdżali wszyscy okoliczni przedsiębiorcy
tak jak ona na takim rynku sprzedawali świeże jajka, mięso, wiklinę, kasety z disco polo
używane meble z Niemiec, czy podróby kosmetyków zachodnich marek
handel kwitł z ręki do ręki, a najczęściej wystawiało się ofertę
z bagażnika auta ściągniętego z Niemiec
wraki wywiezione na lawetach
ale wszystko co niekrajowe to lepsze
więc zachłannie jeździli przez granicę po więcej i więcej
każdemu należało się po jednym
a nawet i po kilka
byleby więcej byleby znaczek był na masce
byleby był szpan
pomalowane jakiś krajowym lakierem żadnej jakości
może to jeszcze pollena
może w zapachu tego lakieru dało się jeszcze wyczuć komunę
może wygrzebała go gdzieś w skrzypiącej szufladzie
spomiędzy setek innych
dawno nieużywanych zbędnych bibelotów
pośród starych szminek wyschniętych tuszy do rzęs flakonów po skończonych perfumach niemodnych kokard kolorowych gumek frotte i stert wsuwek z których zdrapano lakier
zapach który raził jakimś rozpuszczalnikiem jakąś chemikalią
a może kupiła go na tygodniowym targu
na który zjeżdżali wszyscy okoliczni przedsiębiorcy
tak jak ona na takim rynku sprzedawali świeże jajka, mięso, wiklinę, kasety z disco polo
używane meble z Niemiec, czy podróby kosmetyków zachodnich marek
handel kwitł z ręki do ręki, a najczęściej wystawiało się ofertę
z bagażnika auta ściągniętego z Niemiec
wraki wywiezione na lawetach
ale wszystko co niekrajowe to lepsze
więc zachłannie jeździli przez granicę po więcej i więcej
każdemu należało się po jednym
a nawet i po kilka
byleby więcej byleby znaczek był na masce
byleby był szpan
poniedziałek, 25 stycznia 2010
ironii wielki cud
ostatnie dni to
nieprzespane sny
niedojedzony obiad
rachunek ze sklepu niezbyt wysoki
ale może za drogi
zaciasne rękawiczki i niewygodne buty
czekanie do czwartej nad ranem na ironii wielki cud
suche pranie ale pogniecione
schody w dół a pod górę brak tchu
lekki mróz promień słońca
pytające twarze szyderczy wzrok
brak kontaktu z rzeczywistością
milcząco
nie ten smak znów w posiłku
grzywka znów nie w tę stonę
ten sam komentarz do wpisu
jeszcze dziewięć
dziewięć jak ten słaby musical
co spremierował się wczoraj
za mocno przypudrowany reklamą
opieram się podpieram pomagam
i zabieram
czekam na ironii wielki cud
do czwartej nad ranem
może powinienem wyprać te spodnie
buty wreszcie zawiązać
a sweter oddać na paragonie
wykasować z pamięci głupie
bez sensu nieważne w telefonie
narzucam chociaż nie chcę
wybiega to ze mnie
niech ugryzę się w język
jak pięknie i niepięknie
głowa w lewo w prawo
czysto i brudno
tam biednie tu bogato
bilety są ulgowe ale
nikt ich nie sprawdza
kasuję go mimo to
podobno uczciwość popłaca
czekam więc na swoją kolej
czekam na ironii cud
do czwartej nad ranem
czy to dziś będzie ten moment
może teraz to się stanie
nieprzespane sny
niedojedzony obiad
rachunek ze sklepu niezbyt wysoki
ale może za drogi
zaciasne rękawiczki i niewygodne buty
czekanie do czwartej nad ranem na ironii wielki cud
suche pranie ale pogniecione
schody w dół a pod górę brak tchu
lekki mróz promień słońca
pytające twarze szyderczy wzrok
brak kontaktu z rzeczywistością
milcząco
nie ten smak znów w posiłku
grzywka znów nie w tę stonę
ten sam komentarz do wpisu
jeszcze dziewięć
dziewięć jak ten słaby musical
co spremierował się wczoraj
za mocno przypudrowany reklamą
opieram się podpieram pomagam
i zabieram
czekam na ironii wielki cud
do czwartej nad ranem
może powinienem wyprać te spodnie
buty wreszcie zawiązać
a sweter oddać na paragonie
wykasować z pamięci głupie
bez sensu nieważne w telefonie
narzucam chociaż nie chcę
wybiega to ze mnie
niech ugryzę się w język
jak pięknie i niepięknie
głowa w lewo w prawo
czysto i brudno
tam biednie tu bogato
bilety są ulgowe ale
nikt ich nie sprawdza
kasuję go mimo to
podobno uczciwość popłaca
czekam więc na swoją kolej
czekam na ironii cud
do czwartej nad ranem
czy to dziś będzie ten moment
może teraz to się stanie
kuchnia
ona pije wodę prosto z kranu
a tamta je przedojrzałego sczerniałego banana
palnik jeszcze ciepły ktoś robił kolację
talerz niedomyty
w zlewie przypalony garnek
okruchy na stole
nikt ich nie chce sprzątnąc
nikt się nie przyznaje
krzesła są znów odsunięte
zostawione tak jakby w pośpiechu ktoś stąd uciekał
przysuwam je na miejsce
okno i drzwi otwarte
stoję w przeciągu
sparowuję noże i widelce
czekam aż ktoś wejdzie
rozpuszcony cukier na podłodze
lepi się do stóp
ktoś odjeżdża ktoś przychodzi
a ja ciągle tutaj
za mną te same kroki
ślady nieidealne
trochę wytarte chociaż
wciąż odczytywalne
tylko moje "chcę"
jest niewykonalne
a tamta je przedojrzałego sczerniałego banana
palnik jeszcze ciepły ktoś robił kolację
talerz niedomyty
w zlewie przypalony garnek
okruchy na stole
nikt ich nie chce sprzątnąc
nikt się nie przyznaje
krzesła są znów odsunięte
zostawione tak jakby w pośpiechu ktoś stąd uciekał
przysuwam je na miejsce
okno i drzwi otwarte
stoję w przeciągu
sparowuję noże i widelce
czekam aż ktoś wejdzie
rozpuszcony cukier na podłodze
lepi się do stóp
ktoś odjeżdża ktoś przychodzi
a ja ciągle tutaj
za mną te same kroki
ślady nieidealne
trochę wytarte chociaż
wciąż odczytywalne
tylko moje "chcę"
jest niewykonalne
kolejka
stoję w kolejce w lidlu
przede mną cyganka
cyganka ale nie w sukni falbaniastej
wymachująca rękoma i biodrami
nie w rytm muzyki romskiej
cyganka w kurtce czarnej puchowej
odbiera starą komórkę
milknie bip bip
mówi coś po słowacku
obok mała cyganka wierci się
chce szybko dostać swoje czipsy
niech stara zapłaci i do domu
przed telewizor
na taśmie leżą jeszcze desery z bitą śmietaną
za siedemnaście eurocentów
bierze je każdy bo najtańsze
dla małej cyganki to jak prezent na gwiazdkę
mała zawiesza na mnie wzrok
oczy cygańskie są zawsze takie same
to coś pomiędzy szaleństwem, dziwactwem i cwaniactwem
specjalnie patrzę na białą kurtkę w geometryczne wzory tej małej
oczywiście brudna z żółtymi plamami
można się było tego spodziewać
mała nie ukrywa swojej chęci jak najszybszego pochłonięcia
paczki promocyjnych czipsów
jest niecierpliwa
matka cyganka płaci z bólem zaglądając na dno dziurawego portfela
jest zła że znowu nie starczy jej na fajki i flaszkę
stary cygan w domu ją za to zjebie i będzie musiała dawać się mu całą noc
kiedy on nigdy nie chcę tego robić z gumą
dla niego nie ma dyskusji
za to ma parę flaszek piwa albo tanią mocną wódę ewentualnie fajki na cały dzień, więc bilans jest jasny
libacja z innymi romami z cygańskiego getta w starej kamienicy gotowa
a ona z nerwów chudnie i chudnie
bo nie wie czy kiedy następnej nocy ją przeleci
nie wpadnie
a z piątym dzieckiem cygańskim już nie da rady
jej organizm jest już i tak na tyle wyssany na tyle wyczerpany
w całokształcie zaniedbany
przede mną cyganka
cyganka ale nie w sukni falbaniastej
wymachująca rękoma i biodrami
nie w rytm muzyki romskiej
cyganka w kurtce czarnej puchowej
odbiera starą komórkę
milknie bip bip
mówi coś po słowacku
obok mała cyganka wierci się
chce szybko dostać swoje czipsy
niech stara zapłaci i do domu
przed telewizor
na taśmie leżą jeszcze desery z bitą śmietaną
za siedemnaście eurocentów
bierze je każdy bo najtańsze
dla małej cyganki to jak prezent na gwiazdkę
mała zawiesza na mnie wzrok
oczy cygańskie są zawsze takie same
to coś pomiędzy szaleństwem, dziwactwem i cwaniactwem
specjalnie patrzę na białą kurtkę w geometryczne wzory tej małej
oczywiście brudna z żółtymi plamami
można się było tego spodziewać
mała nie ukrywa swojej chęci jak najszybszego pochłonięcia
paczki promocyjnych czipsów
jest niecierpliwa
matka cyganka płaci z bólem zaglądając na dno dziurawego portfela
jest zła że znowu nie starczy jej na fajki i flaszkę
stary cygan w domu ją za to zjebie i będzie musiała dawać się mu całą noc
kiedy on nigdy nie chcę tego robić z gumą
dla niego nie ma dyskusji
za to ma parę flaszek piwa albo tanią mocną wódę ewentualnie fajki na cały dzień, więc bilans jest jasny
libacja z innymi romami z cygańskiego getta w starej kamienicy gotowa
a ona z nerwów chudnie i chudnie
bo nie wie czy kiedy następnej nocy ją przeleci
nie wpadnie
a z piątym dzieckiem cygańskim już nie da rady
jej organizm jest już i tak na tyle wyssany na tyle wyczerpany
w całokształcie zaniedbany
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

















