Paznokcie miała czerwone
pomalowane jakiś krajowym lakierem żadnej jakości
może to jeszcze pollena
może w zapachu tego lakieru dało się jeszcze wyczuć komunę
może wygrzebała go gdzieś w skrzypiącej szufladzie
spomiędzy setek innych
dawno nieużywanych zbędnych bibelotów
pośród starych szminek wyschniętych tuszy do rzęs flakonów po skończonych perfumach niemodnych kokard kolorowych gumek frotte i stert wsuwek z których zdrapano lakier
zapach który raził jakimś rozpuszczalnikiem jakąś chemikalią
a może kupiła go na tygodniowym targu
na który zjeżdżali wszyscy okoliczni przedsiębiorcy
tak jak ona na takim rynku sprzedawali świeże jajka, mięso, wiklinę, kasety z disco polo
używane meble z Niemiec, czy podróby kosmetyków zachodnich marek
handel kwitł z ręki do ręki, a najczęściej wystawiało się ofertę
z bagażnika auta ściągniętego z Niemiec
wraki wywiezione na lawetach
ale wszystko co niekrajowe to lepsze
więc zachłannie jeździli przez granicę po więcej i więcej
każdemu należało się po jednym
a nawet i po kilka
byleby więcej byleby znaczek był na masce
byleby był szpan
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz