ona pije wodę prosto z kranu
a tamta je przedojrzałego sczerniałego banana
palnik jeszcze ciepły ktoś robił kolację
talerz niedomyty
w zlewie przypalony garnek
okruchy na stole
nikt ich nie chce sprzątnąc
nikt się nie przyznaje
krzesła są znów odsunięte
zostawione tak jakby w pośpiechu ktoś stąd uciekał
przysuwam je na miejsce
okno i drzwi otwarte
stoję w przeciągu
sparowuję noże i widelce
czekam aż ktoś wejdzie
rozpuszcony cukier na podłodze
lepi się do stóp
ktoś odjeżdża ktoś przychodzi
a ja ciągle tutaj
za mną te same kroki
ślady nieidealne
trochę wytarte chociaż
wciąż odczytywalne
tylko moje "chcę"
jest niewykonalne
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz