ona już nie jest piękna
piękna zostala już
tylko jej
o ponadczasowym kroju
czerwona sukienka
ona mówi że się żegna
ona już musi umierać
do granic wytrzymalosci
jej życie wydlużyl
specjalista lekarz
mówi jej że to
nieuleczalne że
zmiany które nastąpiły są
nieodwracalne
że wkrótce cię stracę
frank szwajcarski
znowu zdrożał
kolejny raz z rzędu
przeplacę kredyt za mieszkanie
mówi że zdarzyl się
tragiczny wypadek
że podobno są zabici i ranni
ale póki co nie jestem w stanie
powiedzieć nic więcej
tracę grunt pod stopami
jeszcze czuję dno
trzymam się prosto
tu już w wodzie
zanurzam się ponad glowę
tracę grunt
dalej jest głębiej
choć oddech za krótki
grunt rozpuszcza się
pod stopami
koniec końców
jak jedno z wielu
jak cala reszta
idziemy z torbami
idziemy bez nikogo
tylko zupelnie sami
bez gruntu pod stopami
na powierzchnię wyplywamy
jedni żywi
inni martwi
poniedziałek, 28 czerwca 2010
środa, 23 czerwca 2010
niedziela, 20 czerwca 2010
czwartek, 17 czerwca 2010
sobota, 12 czerwca 2010
biusthalter
jestem żoną i
nie kocham go
już chyba nie
nie chce mi się
nic nie chce mi się
jestem już tylko jego przedmiotem
w którym zatyka swoje żądze
jestem okropnie zajęta
urzędowo zobowiązana
jakas taka rozstrojona
może to ta pogoda?
z samego rana glowa mi pęka
o Boże ! jestem taka zmęczona
nie denerwuj mnie!
nie chce mi się !
nie chce mi się zaczynać sprzątać
dla kogos pomysl na obiad kupować
prać brudy wątpliwosci wyprasować
mam tyle do zrobienia muszę
dzis ten kwiat co stoi na werandzie
na wpól martwy i zeschnięty
na wpól żywy i zielony
sama nie wiem co
co mam z nim zrobić
ocalić go a może
bezwzględnie się go pozbyć
w sumie to prezent od niego
dal mi go na imieniny dopiero gdy
mu o nich przypomnialam
nie wiem co mam ze sobą zrobić
nie chcę pozbywać się niechcenia
mam dzis tyle do zrobienia
kwiat sciąć czy zostawić
czy da się cos naprawic?
jestem zatkana
kilakrotnie od samego rana
jestem wetknięta w swoją rolę
w ten domowy komplet dresowy
to on moim biusthalterem jest
on lóżko i ja
wciąż wylącznie zatkana
nieumalowana nieuczesana
o Boże! jestem taka zmęczona
chyba jeszcze raz się przespię
nie kocham go
już chyba nie
nie chce mi się
nic nie chce mi się
jestem już tylko jego przedmiotem
w którym zatyka swoje żądze
jestem okropnie zajęta
urzędowo zobowiązana
jakas taka rozstrojona
może to ta pogoda?
z samego rana glowa mi pęka
o Boże ! jestem taka zmęczona
nie denerwuj mnie!
nie chce mi się !
nie chce mi się zaczynać sprzątać
dla kogos pomysl na obiad kupować
prać brudy wątpliwosci wyprasować
mam tyle do zrobienia muszę
dzis ten kwiat co stoi na werandzie
na wpól martwy i zeschnięty
na wpól żywy i zielony
sama nie wiem co
co mam z nim zrobić
ocalić go a może
bezwzględnie się go pozbyć
w sumie to prezent od niego
dal mi go na imieniny dopiero gdy
mu o nich przypomnialam
nie wiem co mam ze sobą zrobić
nie chcę pozbywać się niechcenia
mam dzis tyle do zrobienia
kwiat sciąć czy zostawić
czy da się cos naprawic?
jestem zatkana
kilakrotnie od samego rana
jestem wetknięta w swoją rolę
w ten domowy komplet dresowy
to on moim biusthalterem jest
on lóżko i ja
wciąż wylącznie zatkana
nieumalowana nieuczesana
o Boże! jestem taka zmęczona
chyba jeszcze raz się przespię
piątek, 11 czerwca 2010
***** corpus christi *****
organy znów zawarczą
rozniosą sciany kosciola
zachrypniętym glosem
przekwitająca organistka
stara panna samotna zawyje
slowa piesni dziekczynnej
ksiadz uroczystosci rozpoczynie
zaprosi do procesji
rozda Cialo Chrystusa Amen
ono przylepi się do podniebienia
jak asfalt do buta podeszwy
w maratonie przez ulice są
starzejące się kobiety
nauczycielki ekspedientki
emerytowani policjanci i wiejskie modelki
krętacze nowobogaccy i calkiem biedni
idzie parada
każdy udaje ze sie modli slawi Pana
i patrzy tylko przypadkiem kto z kim
jak ona byla ubrana
idą rozwodnicy konkubenci
homoseksualisci samotne matki
ci którzy są za aborcją i in vitro
ci ktorzy nie chodzą do kosciola
cale lata nie byli u spowiedzi
sypią platki suszonych kwiatów
materialisci- komunijne dzieci
na mszę w Boże Cialo
spóźnia się stara datą kobieta
byla zakonnica zachrystianka katechetka
wieczna dziewica wieczna kokietka
gdy szla procesja ona
w swoim mieszkaniu spiewala
i tanczyla do procesyjnych piesni
teraz klucze od mieszkania
schowala do malej różowej w kwiatki torebki
ma w niej jeszcze dwie podpaski
szminkę i różaniec
wcisnęla się w swoją ulubioną
garsonkę żorżetową
by kolejny raz tego dnia
przyjąc Boże Cialo
i byc żywcem swiętą
inna kobieta lekarz psychiatra
wyjmuje w szeleszczących papierkach cukierki
nie zaschlo jej w gardle od spiewow i modlów
tak naprawdę chowa w nich tabletki
jest znerwicowaną lekomanką
dźwięk roznosi się po kosciele
ona wie ze cos sie z nią dzieje
nie potrafi powiedziec sobie nie
opanować samej siebie
tlum w kociele rozrósl się
jak mech na starym drzewie
zabral tlen jakiejs z astmą kobiecie
w punkcie kulminacyjnym kiedy wszyscy
liczyli na objawienie
kiedy z hostii krew wyplynie
zsylając na parafię uswięcenie
ona z hukiem upadla na ziemię
wierni poruszeni
patrzą tylko na nią
patrzą czy już umarla
a czterech mezczyzn
w sile wieku niosacych baldachim
nad pozlacana monstrancją
wynosi ją z kosciola
W imię Ojca i Syna
i Ducha Swiętego
Amen
postscriptum na tacę nie dalem
rozniosą sciany kosciola
zachrypniętym glosem
przekwitająca organistka
stara panna samotna zawyje
slowa piesni dziekczynnej
ksiadz uroczystosci rozpoczynie
zaprosi do procesji
rozda Cialo Chrystusa Amen
ono przylepi się do podniebienia
jak asfalt do buta podeszwy
w maratonie przez ulice są
starzejące się kobiety
nauczycielki ekspedientki
emerytowani policjanci i wiejskie modelki
krętacze nowobogaccy i calkiem biedni
idzie parada
każdy udaje ze sie modli slawi Pana
i patrzy tylko przypadkiem kto z kim
jak ona byla ubrana
idą rozwodnicy konkubenci
homoseksualisci samotne matki
ci którzy są za aborcją i in vitro
ci ktorzy nie chodzą do kosciola
cale lata nie byli u spowiedzi
sypią platki suszonych kwiatów
materialisci- komunijne dzieci
na mszę w Boże Cialo
spóźnia się stara datą kobieta
byla zakonnica zachrystianka katechetka
wieczna dziewica wieczna kokietka
gdy szla procesja ona
w swoim mieszkaniu spiewala
i tanczyla do procesyjnych piesni
teraz klucze od mieszkania
schowala do malej różowej w kwiatki torebki
ma w niej jeszcze dwie podpaski
szminkę i różaniec
wcisnęla się w swoją ulubioną
garsonkę żorżetową
by kolejny raz tego dnia
przyjąc Boże Cialo
i byc żywcem swiętą
inna kobieta lekarz psychiatra
wyjmuje w szeleszczących papierkach cukierki
nie zaschlo jej w gardle od spiewow i modlów
tak naprawdę chowa w nich tabletki
jest znerwicowaną lekomanką
dźwięk roznosi się po kosciele
ona wie ze cos sie z nią dzieje
nie potrafi powiedziec sobie nie
opanować samej siebie
tlum w kociele rozrósl się
jak mech na starym drzewie
zabral tlen jakiejs z astmą kobiecie
w punkcie kulminacyjnym kiedy wszyscy
liczyli na objawienie
kiedy z hostii krew wyplynie
zsylając na parafię uswięcenie
ona z hukiem upadla na ziemię
wierni poruszeni
patrzą tylko na nią
patrzą czy już umarla
a czterech mezczyzn
w sile wieku niosacych baldachim
nad pozlacana monstrancją
wynosi ją z kosciola
W imię Ojca i Syna
i Ducha Swiętego
Amen
postscriptum na tacę nie dalem
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




