niedziela, 16 maja 2010

astronomiczny dystans

obowiązkowe szatnie opustoszaly.
znak, że rozpocząl się sezon
bylo duszno. slońce oslepialo.
robilo się slabo.
portier nadal siedzial w jednym miejscu
czytal stare niczyje gazety
pil kawę. nie spal. walczyl ze sobą.
próbowal
nie odpowiadal za rzeczy pozostawione
w szatni pod jego nadzorem.
nie bylo już o co się troszczyć
czasem wyszedl na spacer
wokól wieszaków
sprawdzal wyrywkowo czy numerek
o którym wlasnie pomyslal
wisi na swoim miejscu.
wysylal gdzies w swiat hasla
rozwiązanych krzyżówek chociaż
nigdy nic nie wygral.
hasla odchodzily bez echa.
zapisywal sobie ile wydal na znaczki pocztowe.
zapisywal numery i obstawial kupony
kupony w loterii.
czekal tak z dnia na dzień
czekal z myslą ze to moze jutro
jutro zdarzy się
cos niesamowitego
po szesdziesiątce zgola niespotykanego
wreszcie prawdziwe zacznie życie
skończy okres stażu
przegryzie dlużący się wstęp
zanim szatnie na nowo zaczną funkcjonować
z kolejnym sezonem
wtedy on umarl z nudów
po tym jak rano obstawil
kilka liczb na kuponie.
kilka liczb które wieczorem
wygraly astronomicznej wielkosci nagrodę
lecz on już nigdy się o tym nie dowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz