Ulizana paliła
mocne papierosy
była starą panną
przez miłość wyśmianą
wciąż ulizywała
swoje włosy
wten sam sposób
wiązała końskie warkocze
panicznie bała się metamorfozy
więc całe życie mieszkała w
tym samy budynku
przy tej samej ulicy
na przekór w ciasnej kawalerce!
nie uzywała pudru ani szminki
na plastikowe papiloty
nakręcała włosy
grzywkę dzieliła na pojedyncze
kosmyki liczyła je
i dzieliła jak swoje ciasto biszkoptowe
kawałek po kawałku
pieczałowicie ulizywała
gładziła je jak po grzbiecie
swoje cztery stare koty
rozmawiała ze sobą
z telewizorem
z głuchym telefonem
czasem uzalała się nad sobą
i nad swoim losem
ale nie chciała żadnej zmiany
była nie z teraz
i nie z jutra
mówiono tylko że po pewnej nocy
gdy wstała rano wypadły jej wszystkie włosy
nie miała już kogo darzyć pielęgnacją
więc zniknęła ze sobą wczoraj
a dziś już nikt jej nie pamięta
nikt jej nie widział
nie słyszał tez nic nikt
tylko kilka jej kotów
wciąz po ulicy się pałęta
Ciekawy ten wiersz, często tak jest, że ktoś z znika, odchodzi, a my sobie nawet nie zdajemy z tego sprawy, smutne i takie rzeczywiste...
OdpowiedzUsuńrozgryzłeś puentę .
OdpowiedzUsuń