jestem żoną i
nie kocham go
już chyba nie
nie chce mi się
nic nie chce mi się
jestem już tylko jego przedmiotem
w którym zatyka swoje żądze
jestem okropnie zajęta
urzędowo zobowiązana
jakas taka rozstrojona
może to ta pogoda?
z samego rana glowa mi pęka
o Boże ! jestem taka zmęczona
nie denerwuj mnie!
nie chce mi się !
nie chce mi się zaczynać sprzątać
dla kogos pomysl na obiad kupować
prać brudy wątpliwosci wyprasować
mam tyle do zrobienia muszę
dzis ten kwiat co stoi na werandzie
na wpól martwy i zeschnięty
na wpól żywy i zielony
sama nie wiem co
co mam z nim zrobić
ocalić go a może
bezwzględnie się go pozbyć
w sumie to prezent od niego
dal mi go na imieniny dopiero gdy
mu o nich przypomnialam
nie wiem co mam ze sobą zrobić
nie chcę pozbywać się niechcenia
mam dzis tyle do zrobienia
kwiat sciąć czy zostawić
czy da się cos naprawic?
jestem zatkana
kilakrotnie od samego rana
jestem wetknięta w swoją rolę
w ten domowy komplet dresowy
to on moim biusthalterem jest
on lóżko i ja
wciąż wylącznie zatkana
nieumalowana nieuczesana
o Boże! jestem taka zmęczona
chyba jeszcze raz się przespię
sobota, 12 czerwca 2010
piątek, 11 czerwca 2010
***** corpus christi *****
organy znów zawarczą
rozniosą sciany kosciola
zachrypniętym glosem
przekwitająca organistka
stara panna samotna zawyje
slowa piesni dziekczynnej
ksiadz uroczystosci rozpoczynie
zaprosi do procesji
rozda Cialo Chrystusa Amen
ono przylepi się do podniebienia
jak asfalt do buta podeszwy
w maratonie przez ulice są
starzejące się kobiety
nauczycielki ekspedientki
emerytowani policjanci i wiejskie modelki
krętacze nowobogaccy i calkiem biedni
idzie parada
każdy udaje ze sie modli slawi Pana
i patrzy tylko przypadkiem kto z kim
jak ona byla ubrana
idą rozwodnicy konkubenci
homoseksualisci samotne matki
ci którzy są za aborcją i in vitro
ci ktorzy nie chodzą do kosciola
cale lata nie byli u spowiedzi
sypią platki suszonych kwiatów
materialisci- komunijne dzieci
na mszę w Boże Cialo
spóźnia się stara datą kobieta
byla zakonnica zachrystianka katechetka
wieczna dziewica wieczna kokietka
gdy szla procesja ona
w swoim mieszkaniu spiewala
i tanczyla do procesyjnych piesni
teraz klucze od mieszkania
schowala do malej różowej w kwiatki torebki
ma w niej jeszcze dwie podpaski
szminkę i różaniec
wcisnęla się w swoją ulubioną
garsonkę żorżetową
by kolejny raz tego dnia
przyjąc Boże Cialo
i byc żywcem swiętą
inna kobieta lekarz psychiatra
wyjmuje w szeleszczących papierkach cukierki
nie zaschlo jej w gardle od spiewow i modlów
tak naprawdę chowa w nich tabletki
jest znerwicowaną lekomanką
dźwięk roznosi się po kosciele
ona wie ze cos sie z nią dzieje
nie potrafi powiedziec sobie nie
opanować samej siebie
tlum w kociele rozrósl się
jak mech na starym drzewie
zabral tlen jakiejs z astmą kobiecie
w punkcie kulminacyjnym kiedy wszyscy
liczyli na objawienie
kiedy z hostii krew wyplynie
zsylając na parafię uswięcenie
ona z hukiem upadla na ziemię
wierni poruszeni
patrzą tylko na nią
patrzą czy już umarla
a czterech mezczyzn
w sile wieku niosacych baldachim
nad pozlacana monstrancją
wynosi ją z kosciola
W imię Ojca i Syna
i Ducha Swiętego
Amen
postscriptum na tacę nie dalem
rozniosą sciany kosciola
zachrypniętym glosem
przekwitająca organistka
stara panna samotna zawyje
slowa piesni dziekczynnej
ksiadz uroczystosci rozpoczynie
zaprosi do procesji
rozda Cialo Chrystusa Amen
ono przylepi się do podniebienia
jak asfalt do buta podeszwy
w maratonie przez ulice są
starzejące się kobiety
nauczycielki ekspedientki
emerytowani policjanci i wiejskie modelki
krętacze nowobogaccy i calkiem biedni
idzie parada
każdy udaje ze sie modli slawi Pana
i patrzy tylko przypadkiem kto z kim
jak ona byla ubrana
idą rozwodnicy konkubenci
homoseksualisci samotne matki
ci którzy są za aborcją i in vitro
ci ktorzy nie chodzą do kosciola
cale lata nie byli u spowiedzi
sypią platki suszonych kwiatów
materialisci- komunijne dzieci
na mszę w Boże Cialo
spóźnia się stara datą kobieta
byla zakonnica zachrystianka katechetka
wieczna dziewica wieczna kokietka
gdy szla procesja ona
w swoim mieszkaniu spiewala
i tanczyla do procesyjnych piesni
teraz klucze od mieszkania
schowala do malej różowej w kwiatki torebki
ma w niej jeszcze dwie podpaski
szminkę i różaniec
wcisnęla się w swoją ulubioną
garsonkę żorżetową
by kolejny raz tego dnia
przyjąc Boże Cialo
i byc żywcem swiętą
inna kobieta lekarz psychiatra
wyjmuje w szeleszczących papierkach cukierki
nie zaschlo jej w gardle od spiewow i modlów
tak naprawdę chowa w nich tabletki
jest znerwicowaną lekomanką
dźwięk roznosi się po kosciele
ona wie ze cos sie z nią dzieje
nie potrafi powiedziec sobie nie
opanować samej siebie
tlum w kociele rozrósl się
jak mech na starym drzewie
zabral tlen jakiejs z astmą kobiecie
w punkcie kulminacyjnym kiedy wszyscy
liczyli na objawienie
kiedy z hostii krew wyplynie
zsylając na parafię uswięcenie
ona z hukiem upadla na ziemię
wierni poruszeni
patrzą tylko na nią
patrzą czy już umarla
a czterech mezczyzn
w sile wieku niosacych baldachim
nad pozlacana monstrancją
wynosi ją z kosciola
W imię Ojca i Syna
i Ducha Swiętego
Amen
postscriptum na tacę nie dalem
piątek, 28 maja 2010
chlup! chlup!
do tesco
jeżdżę tylko po napoje
jestem taka zmęczona
więc sama w rękach niosę
osiem zgrzewek oranżady kolorowej
idę na pieszo z nimi
z supermarketu na przystanek
jestem taka spięta
wsiadam do busa
żeby do domu mnie zawiózl
ciągnę za sobą spojrzenia
mam powykręcane palce
oczy rozbiegane
jestem przytloczona.
I znowu syn zlamal nogę
przecież dopiero co odwiozlam
pożyczone kule
kule lokciowe
dziewięćdziesiąt kilometrów
sto osiemdziesiąt w strony obie
chyba się zarobię
nic nie zarobię
na jeżdżenie w tę i z powrotem
rozpuszczę krocie
może kto na okazję
zabierze mnie i te kule
zabierze mnie i te zgrzewki...
wszędzie jest dobrze tam
tam gdzie nas nie ma
odwieź mnie do domu
to przecież tak daleko stąd
jestem taka zmęczona
droga się wydluża
ręce sięgnęly już stóp
jestem taka wychudzona i blada
na wpól trup
opieram się na kulach
lykiem oranżady gaszę pragnienie
chlup! chlup!
z życia mam tak malo
że jestem prawie trup
chlup! chlup!
z życia mam tak malo
z życia mam tak malo...
jeżdżę tylko po napoje
jestem taka zmęczona
więc sama w rękach niosę
osiem zgrzewek oranżady kolorowej
idę na pieszo z nimi
z supermarketu na przystanek
jestem taka spięta
wsiadam do busa
żeby do domu mnie zawiózl
ciągnę za sobą spojrzenia
mam powykręcane palce
oczy rozbiegane
jestem przytloczona.
I znowu syn zlamal nogę
przecież dopiero co odwiozlam
pożyczone kule
kule lokciowe
dziewięćdziesiąt kilometrów
sto osiemdziesiąt w strony obie
chyba się zarobię
nic nie zarobię
na jeżdżenie w tę i z powrotem
rozpuszczę krocie
może kto na okazję
zabierze mnie i te kule
zabierze mnie i te zgrzewki...
wszędzie jest dobrze tam
tam gdzie nas nie ma
odwieź mnie do domu
to przecież tak daleko stąd
jestem taka zmęczona
droga się wydluża
ręce sięgnęly już stóp
jestem taka wychudzona i blada
na wpól trup
opieram się na kulach
lykiem oranżady gaszę pragnienie
chlup! chlup!
z życia mam tak malo
że jestem prawie trup
chlup! chlup!
z życia mam tak malo
z życia mam tak malo...
niedziela, 16 maja 2010
astronomiczny dystans
obowiązkowe szatnie opustoszaly.
znak, że rozpocząl się sezon
bylo duszno. slońce oslepialo.
robilo się slabo.
portier nadal siedzial w jednym miejscu
czytal stare niczyje gazety
pil kawę. nie spal. walczyl ze sobą.
próbowal
nie odpowiadal za rzeczy pozostawione
w szatni pod jego nadzorem.
nie bylo już o co się troszczyć
czasem wyszedl na spacer
wokól wieszaków
sprawdzal wyrywkowo czy numerek
o którym wlasnie pomyslal
wisi na swoim miejscu.
wysylal gdzies w swiat hasla
rozwiązanych krzyżówek chociaż
nigdy nic nie wygral.
hasla odchodzily bez echa.
zapisywal sobie ile wydal na znaczki pocztowe.
zapisywal numery i obstawial kupony
kupony w loterii.
czekal tak z dnia na dzień
czekal z myslą ze to moze jutro
jutro zdarzy się
cos niesamowitego
po szesdziesiątce zgola niespotykanego
wreszcie prawdziwe zacznie życie
skończy okres stażu
przegryzie dlużący się wstęp
zanim szatnie na nowo zaczną funkcjonować
z kolejnym sezonem
wtedy on umarl z nudów
po tym jak rano obstawil
kilka liczb na kuponie.
kilka liczb które wieczorem
wygraly astronomicznej wielkosci nagrodę
lecz on już nigdy się o tym nie dowie.
znak, że rozpocząl się sezon
bylo duszno. slońce oslepialo.
robilo się slabo.
portier nadal siedzial w jednym miejscu
czytal stare niczyje gazety
pil kawę. nie spal. walczyl ze sobą.
próbowal
nie odpowiadal za rzeczy pozostawione
w szatni pod jego nadzorem.
nie bylo już o co się troszczyć
czasem wyszedl na spacer
wokól wieszaków
sprawdzal wyrywkowo czy numerek
o którym wlasnie pomyslal
wisi na swoim miejscu.
wysylal gdzies w swiat hasla
rozwiązanych krzyżówek chociaż
nigdy nic nie wygral.
hasla odchodzily bez echa.
zapisywal sobie ile wydal na znaczki pocztowe.
zapisywal numery i obstawial kupony
kupony w loterii.
czekal tak z dnia na dzień
czekal z myslą ze to moze jutro
jutro zdarzy się
cos niesamowitego
po szesdziesiątce zgola niespotykanego
wreszcie prawdziwe zacznie życie
skończy okres stażu
przegryzie dlużący się wstęp
zanim szatnie na nowo zaczną funkcjonować
z kolejnym sezonem
wtedy on umarl z nudów
po tym jak rano obstawil
kilka liczb na kuponie.
kilka liczb które wieczorem
wygraly astronomicznej wielkosci nagrodę
lecz on już nigdy się o tym nie dowie.
poniedziałek, 10 maja 2010
_w_y_c_i_s_z_O_N_A_ _ _
wyciszona gotuje rosól
rosól odtluszczony
przejrzysty i klarowny
przez sito odcedzony
taki jak ona
przewiązana fartuchem
w szare kwieciste wzory
z odklejoną w oku siatkówką
z roztrzepaną fryzurą
nie poci się jej biust
nie widać go może zanikl
jej krótkie stopy
przybliżają ją do mycia
naczyń w zlewie
po sniadaniu kolacji i obiedzie
rosól paruje wrze
jest już pelen gar
będzie musiala zjesć go sama
nie gotuje dla rodziny tylko
dla Jezusa w którym
nieszczęliwie od dziecka
jest zakochana.
rosól odtluszczony
przejrzysty i klarowny
przez sito odcedzony
taki jak ona
przewiązana fartuchem
w szare kwieciste wzory
z odklejoną w oku siatkówką
z roztrzepaną fryzurą
nie poci się jej biust
nie widać go może zanikl
jej krótkie stopy
przybliżają ją do mycia
naczyń w zlewie
po sniadaniu kolacji i obiedzie
rosól paruje wrze
jest już pelen gar
będzie musiala zjesć go sama
nie gotuje dla rodziny tylko
dla Jezusa w którym
nieszczęliwie od dziecka
jest zakochana.
sobota, 1 maja 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)

