niedziela, 1 sierpnia 2010

H I P O K R Y C i . !

( o Boże
nie wierzę wlasnym oczom
tylko nie oni
jestem źle ubrana
calkiem nieumalowana
jeszcze tego brakowalo
żebym na zakupach ich spotkala
żeby mi do koszyka zaglądali
co to ja takiego jem
przecenionego kupuję dwa w cenie jednego
przesladują chyba mnie
tędy przez przemyslówkę przemknę
udam że ich nie widzę bo rozwiązuję dylemat
który lepszy proszek do prania powinnam wybrać
nie poznają mnie.)

-aaa! co za spotkanie
jak milo was widzieć
a wy pewnie też na zakupki prawda?
no ja do tesco to tylko po napoje,
a wy, o widzę się powodzi
co tam u was, po staremu pewnie?
ooo! serek plesniowy
i węgorz wędzony
no same przysmaki
które uwielbiam
ja tylko kostki rosolowe
na chwilę wpadlam
obiad robię
to będę uciekać
spieszę się bardzo
musimy się zobaczyć kiedys koniecznie
no to baj baj
nie caluję bo szminką jeszcze ubrudzę

( uff. o jezu. przylapali mnie no!
wiedzialam .
moglam się tego po niej spodziewać.
ta stara prukwa wszystko zczapi
każdą promocję wywęszy
każdy wlos w ziemniakach na talerzu
czy w zupie wytknie wypatrzy
taka wscibska
igla w stogu siana
zaczepia co slychać i durnie się usmiecha
nie znoszę baby.)


- - - - - - - - - - (PARĘ DNI PÓŹNIEJ)- -

( sprzątam mieszkanie
jestem w polowie czyli
w stanie ogólnie bijącego po oczach rozkladu
na etapie wszelakiej masci prac wykończeniowych
balagan robi się sam
więc w walce z nim czuję się jak Syzyf a może Syzyfka?
dzwonek do drzwi.
gdyby odkurzacz byl wylączony
spojrzalabym przez judasza
zobaczyla przegiętą rodzinkę przed drzwiami
ale udając że nikogo nie ma w domu
bym obserwowala tylko zza firanki
kiedy zrezygnowani
opuszczą mój blok
odjeżdżając tam skąd
raz na pięć lat przyjechali
coraz mocniej rdzewiejącą
w wersji kombi skodą felicią.
ale teraz koniec. musztarda po obiedzie.
jestem jak zwierzyna przed mysliwym
na pozycji straconej mają mnie na celowniku.
jestem ustrzelona.
więc wolam w panice
zaraz chwileczkę
zaraz otworzę
gdy wrzucam nieporządek do szafy
upycham go nogami
coraz bardziej nerwowo
na cholerę mi oni?!
na cholerę mi to?!)


-ooo! co za mila niespodzianka!
to znowu wy!
jak uroczo was widzieć.
slicznie wyglądacie.

( ale ta stara jego już zmarszczek ma .
jeszcze bez piersi taka chuda wysuszona
co on widzi w tej slomie?
a on też nie lepszy
taki spasiony
brzuch ma już tak wielki
jakby pilkę do aerobiku polknąl na raz.
o Boże. aż wstyd się przyznać
że się kogo takiego zna.
no tak to moja daleka rodzina
mój brat i szwagierka)


- tak rzadko się widzimy
to może jakas kawka herbatka ?
rozpuszczalna tak ? dobrze.
herbatka jaka?
mam taką przepyszną
na pewno posmakuje

( zielona o smaku jasminowym.
kupilam po promocji, ale taka
że choć by ją po trzykroć poslodzil
to nie przelkniesz wynalazku)

- ojej. ale nie mam dla was
nic slodkiego w barku
wlasni mi moi mężczyźni
wszystko wyjedli
pojechali dzis na ryby
chociaż czekajcie no dla takich
u nas rzadkich gosci to może cos wynajdę

(o jest pączek. podzielę go na pięć
to każdy się naje
jeszcze zwietrzale paluszki i
zielone zlepione
cukierki miętowe postawię
na kawowym stole.)


- proszę,częstujcie się
bierzcie i jedźcie
czym chata bogata.
kawka dla ciebie
i dla ciebie pyszna herbatka.
no naprawdę nic się nie zmieniacie
czas was się nie ima
a jaką masz piękną fryzurę kochana.
to już nie jest peruka prawda?
piękny balejaż. ile placilas?

(jak lisia kita wyglądają te jej strąki
kolorowe jak przepiórcze pióra.
o Matko! a on jak się poci
już ma pachy cale mokre
już zasmrodzil mi w salonie.)


- wyjątkowej urody te moje kwiaty. prawda?
rosną mi jak na drożdżach.
wygralam konkurs na najladniej utrzymany
balkon na osiedlu
w nagrodę dostalam ten puchar.
tak tak jest prawdziwie pozlacany.

(nie chwal tak tych kwiatów, bo znów
jeszcze jakis urok swój rzucisz na nie
i mi cholera powiędną wszystkie
tak jak te na które kiedy patrzylas
zachwycalas się odnóżki bralas hurtem
ochoczo chwalilas
co na końcu trafil je szlag
a ja przez cale wakacje muszę ten balkon
w nienaruszonym wypielęgnowanym stanie utrzymać.)


- masz bardzo ladne perfumy, naprawdę. a jak Twoje zdrowie?

(ten okropny zapach przyprawia mnie o mdlosci.
rzygam nim kiedy tylko ta
nuta zapachowa mi się przypomni.
dobrze że nie calowalam się z nią na powitanie.
to że wyleczyla się z raka to nie znaczy
że mnie jakąs depresją nie zarazi,
że to nie przejdzie na mnie.)


- no tak, tak. takie to życie.
życie jest nowelą.
a co u waszego synka?
taki byl z niego kiedys slodki blondasek.
pamiętam jak zabral mi kiedys z portfela
wszystkie pieniądze bo chcial na gumę
i myslal że ja tego nie zauważę.
ach studiuje! czyli wyszedl na ludzi.
ooo! i mieszka w stolicy. to na pewno
wiele was kosztuje.

( a to na pewno jest pedalem.
daje na prawo i lewo żeby dorobić na utrzymanie.
pewnie już ma hiv aids i wszystkie inne zarazy brr.
tak tak bo nie ma to jak lans w stolycy.
ja już widzialam tu w telewizji te pedofilskie parady.
krew mnie zalewa!
o Jezusie Nazarejski! nasz kraj dąży do zatracenia.)


- a wasza córka ?
za mąż wychodzi?
o! a jak ona miala na imię?
tyle już jej nie widzialam, że zapomnialam.
a no wlasnie mialam to na końcu języka.
i dziecko ma?
bliźniaki? o to przy dwójce pewnie dużo roboty.
no tak.
czyli za mąż wychodzi tak?
a kim jest jej wybranek?
ach rzeźnikiem!
no proszę to i dobra fucha .
dorywczo? no tak. rozumiem.
czyli jakby nie patrzeć
chcieliscie na weselicho nas zaprosić co?
ale wiecie ja nie jestem pewna
nie mam w co się ubrać na taką okazję... nie wiem.
o pożyczkę chcieliscie nas prosić?
ale że to w jakiej formie?
na suknię, fotografa
i jeszcze na mostek na zęby dla mlodej?
yhym no tak kredytu wam zbraklo

( o Boże! żeby na slubie swoim się wreszcie
ladnie mogla usmiechnąć?!
no chyba żart!
pamiętam, że zawsze byl z niej taki podwórkowy
króliczy krzywulec, a tu wpadka z byle kim.
ale to już przerasta wszelkie granice przyzwoitosci,
żeby zapraszać nas na slub
i prosić o pożyczkę!
a co my bank?!
jeszcze dla tego obrzydliwego bachora .
nigdy jej nie zapomnę tego gdy byla mala
i zerwala mi w lazience
caluską pólkę z kosmetykami i perfumami.
nie bylo już po nich co zbierać.
nigdy nie wybaczę.)


- no niestety nie pomożemy wam.
wiecie wlasnie odremontowalismy sobie kuchnię
ja mam teraz piekarnik z termoobiegiem
zmywarkę i nową lodówkę.
już cale lata na nią czekalam
więc sami splacamy teraz raty.
no niestety. to tyle z mojej strony.
przykro mi.
a lazienka jest tak tu prosto i po prawej,
ale znowu nam się zapchala muszla.
czekam na hydraulika, więc wybaczcie

( jeszcze tego brakowalo.
dopiero co domestosem zdezynfekowalam,
dwa razy nię będę się bawila
w sprzątaczkę.
i tak urobiona jestem po lokcie
jeszcze dywan będę musiala i tak odkurzyć
bo w butach wlezli .
no chyba jesli mówię,
że "butów nie zdejmujcie
tu nie perskie dywany"
to i tak zdjąc powinny z grzecznosci do mnie
czyli domu damy


- oj! jaka szkoda, że musicie już jechać.
czas was nagli. no tak buzi buzi,
nie caluję się żeby was
moją szminką nie ubrudzić.
do zobaczenia. pozdrówcie dzieci.

( i obym was już tu
nigdy więcej nie widziala!
nareszcie ta holota sobie pojechala.)

poniedziałek, 12 lipca 2010

<<<<--K--L--A--C--z-->>>>

ojciec
byl tylko niezaplaconym
alimentem w moim życiu
więc formalnie bylam podobna do matki
bylam jej zbędną pamiątką blizną
kurzącą się durnostojką
bez sensu upominkiem
zalegającą na pólce
na którą nie zwraca się uwagi
chociaż stoi tam gdzie stoi
ma swoje miejsce
swój zamknięty na klucz
od pólnocy pokoik

gdy ją urodzila
poplakala się z rozpaczy
że takie brzydkie dziecko splodzila
co z tego że zdrowe jak nieurodziwe
matka sama nie grzeszyla urodą ale
wymarzyla sobie ze jej córka będzie
najpiękniejszą
a ona taka jakas
malo symetryczna szpetna

więc matka siedziala z nią
w ostatnim rzędzie
w obawie przed
publicznym występem
nie lubila wysokiego tembru glosu
nie lubila swoich zdjęć
przerażal ją aparat fotograficzny
przez okno zza firanki
obserwowala życie innych ludzi
na pozór normalnych
którzy dla niej byli idiotami
dziecko gdy biegalo po podwórku
gdy slyszalo czyjes kroki
chowalo się za węglem
w strachu przed wzrokiem

matka gotowala córce zupę
i plula do garnka
nie lubila patrzeć na dziecko
to jej lustro w przedpokoju
którego się bala

matka i ojciec dwa w jednym
matki pomalowane przez córkę paznokcie
u dloni i stóp
pomalowane paznokcie i owlosione nogi
córka nie używala lakieru do paznokci
bo choć skończyla już trzydziesci lat
matka mówila jej że jeszcze
do tego nie dorosla

matka kwasna
jakby sama jadla tylko
kwasek cytrynowy
cmokala ustami
powietrze cedzila zębami

zjadala po kawalku
swoją córkę
raz glaskala
dziewięć razy zjadala
przeżuwala ją trawila
nigdy niczego nie żalowala
za nic siebie nie winila

niedziela, 11 lipca 2010

dżem ze świeżych wiśni

w fabryce przetwórstwa
owoców i warzyw
kobiety wieku sredniego
robią ze swieżych wisni dżem
wedlug tradycyjnej receptury babcinej
dżem ekologiczny smaczny
swieży niechemiczny
wisnie zanurzone w wiadrach z wodą
każdą poszczególną dlonią lowią
dobre do miski prawej
zgnile popsute
do miski lewej wkladają
odrywają szypulki zębami
potem wisnie wkladają do ust
wysysając z nich pestki
które polykają za co premię dostają
scigają się w drylowaniu
nie malują ust
bo na stale
zabarwione są na czerwono
wypluwają owoce
celując wprost do
pojemnika zbiorczego
w którym kierowniczka zmiany
oparta o niego obfitym biustem
miesza dżem
posypując go cukrem
nakladając i upychając
zawartosć kciukiem do
malych zwrotnych
szklanych sloiczków
oklejonych plastrem
z napisem na nim
czarnym flamastrem
babuni dżem
wedlug receptury tradycyjnej
bez barwników dodatku e
bogaty w witaminę ce
naturalny dżem ze swieżych
wisni krajowych
eksportowany na zachód
pracują noc i dzień
na kilka zmian
by zaspokoić glod
nienasycony popyt

kąpiel

brzydka kobieta rozbiera się
do kąpieli
do kąpieli w korze
kaliny koralowej
nawilża swoje cialo
wygladza to co w nim podrażnione
przynosi sobie ukojenie
ukojenie doglębne
od piersi do lona
piesci to co niedostępne
susz osiada na jej skórze
z wrzącej wody para pokrywa lustra
a ona oddaje się relaksacji
z nadzieją że po kąpieli
stanie się piękniejsza
chociaż zbliża się do czterdziestki
to wciąż jest dziewicą
co ciąży jej jak kamień w nerce
nabiera powietrza w pluca
w wannie się zanurza
i zostaje na jego dnie
kosmetyki z avonu jej nie pomogly
zadne porady zadne naturalne metody
po raz ostatni zanurza się
w wannie pelnej
kory kaliny koralowej
w suszu który mial ją okryć
zamaskować jej szpetotę

poniedziałek, 5 lipca 2010

sklep spożywczo-przemysłowy u Eli

przy drodze
jest bar 1001 nocy
z grillem parasolami
niby-smaczny i po polsku-tani
co białą boazerią
pokryty wygląda
jak nawiedzony domek
obskurny wychodek

siedzą rozkraczone
na wiadrach od wody
siwe włosy
w kolorowych fartuchach
robią siku w krzakach
jest klient jest hak
wyskakuje z trawy
majtki spódnicę poprawia podciąga
jagody grzyby truskawki
wszystko świeże i tanie proszę pana
od razu do buzi
smacznego sama natura

jedna coś smekta
ma coś w ustach
i pali papierosa
-przepraszam na Stare Babki* to którędy?
-a chój go wie ?! co ja na kurwę wyglądam?
kupi pan jagody to może sobie przypomnę
-jakieś mało macane poproszę...

wypełzły na jezdnię
na kolanach okupują pobocze
okupują nawierzchnię

jest kobieta wieku średniego
co czeka na żądzę
załadowaną do tira
ządzę załadowaną
dla niej i w niej
czeka na ładunki
wysokie tonaże
long vehicle*
co się rzadko tutaj zdarza
rozebrane torsy
opasłe ciała
nieidealnie owłosione
łysiejące się śliniące
imienne rejestracje
znudzonych
jadących gdzieś
samotnie na wakacje

jest macdonald
a w nim do lodów
dodają
piękne plastikowe
łyżeczki z firmowym logo
mam już w domu trzy
jeszcze od kogoś
poproszę ze dwie
i w domu będę miała
uzbierany
rodzinny obiadowy komplet
oryginalnych plastikowych
super łyżeczek
kiedy wreszcie kiedyś
przyjdą do mnie goście
będę miała czym się
pochwalić
że to macdonald
że kolekcja markowa
oryginalna
patrzcie i podziwiajcie
zazdroście ślinę
ze zdumienia ciężko przełykajcie



*Stare Babki- miejscowość przy trasie E7( Warszawa- Gdańsk)
*long vehicle-(ang.) napis umieszczany z tyłu długich samochodów ciężarowych(TIR)

ludzie z lasu


warszawskie surowce wtórne