wtorek, 19 października 2010
UWU. ukrop
Halina wzięla z mężem tydzień urlopu.
Urlopu w sierpniu, bo w prognozie pogody
mówili, że będzie ladna, sloneczna, no ewentualnie
miejscami zachmurzone niebo
z przelotnymi opadami deszczu lub burzami.
Dzialaniem niepożądanym, skutkiem ubocznym.
Pojechala z mężem nad polskie morze, nad wybrzeże.
Mąż jeszcze kiedy byl kawalerem lubil góry,
ale Halina od dziecka byla leniwa i po górach
chodzić nie lubila.
Zmęczylaby się wtedy za mocno, zasapala i spocila.
Czulaby się skonana. A ona jest na urlopie.
Nad morzem rozloży sobie ręcznik i parawan,
popluska się w wodzie, skórę rozgrzeje do czerwonosci.
Na to caly rok czekala.
Iwona opala się na brzuchu. Ma czym oddychać.
Jednoczęsciowy strój mial wyszczuplić jej cialo, ukryć
nadwagę- trwalą pamiątkę po ciąży i cellulit.
W internecie pisali, że to zachodni hit.
Więc Iwona uwierzyla i zakupila.
Wierzy, że teraz jest sexy, że nie ma bardziej
urodziwej, zgrabnej i ponętnej
na calej dlugosci plaży.
Iwona się smaży.
Tak jak ryba jej męża Slawka, który często
musi wyjeżdżać w delegacje.
Nigdy nie ma go w domu.
Ciągle jest gdzies w trasie.
Gdyby kiedys zaginąl, pewnie nie wiedzialaby nawet
gdzie go szukać.
Tuła się i tyra po swiecie tu i tam, wte i we wte.
Iwona czeka na niego czasem z obiadem
Ich dziecko ma trzy lata. Też czeka.
Na zabawkę od ojca.
Iwona nie kocha Slawka, ale nie chce być sama.
Samotna matka od razu jest skreslana.
Wyszla za niego za mąż, gdy byla z nim w szóstym miesiącu.
Dziecko ojca widzi rzadko. Nie pamięta dokladnie jego twarzy.
Iwona czasem zapraszala swoich kolegów ze szkoly,
których spotykala po latach
na portalach spolecznosćiowych.
Spędzala z nimi nastrojowe wieczory.
A gdy nocowali już u niej, dziecko pytalo:
- Czy dzis ten pan będzie z nami spal?
Zaczęlo wtedy Iwonę brać pod wlos,
więc dostaje co chce, a gdy nie
to placze i się drze.
Mówi wciąż, że poskarży się tacie.
- Mamo sikuu !
Siku mi się chce.
- Jezu daj mi spokój. Usiądź na tylku wreszcie,
a nie latasz wszędzie.
- Mamoo siku !
- Opalam się nie widzisz?
Nie mogę się ruszać.
Zaraz może zajsć slońce.
- Sikam już.
-A daj mi spokój, bo mnie na nerwy dziala...
Cooo ?!
Co Ty wyprawiasz ?! Stój!
Wstydu mam się najesć prze ciebie?
Iwona zrywa się z ręcznika jak oparzona.
Kostium nerwowo podciąga.
Jej plecy są już bordowe.
( -Tego idioty nie ma cale dnie,
nawet dzieckiem się nie zajmie,
kiedy przyjedzie raz na ruski rok,
tylko pójsć się najesć, żlopać piwsko.)
- Mamo siikam ! Psii
- Ale tu nie ma toalety, zobacz!
Widzisz gdzies?!
Czekaj, mam pomysl.
Chodź!
Iwona raptownie bierze dziecko za rękę.
Omija slalomem spocone ciala na ręcznikach.
Dziecko nie nadąża za jej krokiem.
Ciala oddychają jedno przy drugim ulożone chaotycznie.
Mężczyźni bogato owlosieni na plecach.
Kobiety o wysokiej zawartosci tluszczu.
Iwona prowadzi dziecko do wody.
- Chodź się popluskamy trochę.
- Ale ja chcę si...
- Cicho bądź, chodź tu!
Iwona zanurza się do kolan,
dziecko zanurza się do pasa
(mówi szeptem)
- Sikaj teraz.
Już? Wszystko?
Dziecko kiwa glową zadowolone.
Tadeusz dopóki nie spotkal swojej żony,
byl wysportowanym mlodzieńcem. Na prywatkach
zawsze mial wzięcie i każda kobieta chciala z nim
zatańczyć.
Tadeusz zawsze lubil ruch, a Halina nie przepadala
za aktywną formą spędzania wolnego czasu.
Gotowala tlusto i niezdrowo, więc Tadeusz po slubie
szybko przytyl i nadwagi już zrzucić nie potrafil.
Tadeusz przygląda się mlodej dziewczynie z dzieckiem,
stojącym w wodzie.
Lustruje ją dokladnie.
Dziewczyna jest sredniego wzrostu.
Ma duże piersi, dużą pupę.
Dlugie, farbowane wlosy, z których schodzi kolor.
Jej skóra blyszczy się od nadmiaru olejku.
Wedlug niego jest calkiem zgrabna.
Tadeusz wstaje ze swojego miejsca.
Wchodzi za kobietą do wody i staje w jej pobliżu.
Poprawia swoje slipy i zloty lancuszek na szyi,
tak aby zapięcie bylo z tylu.
Z pępka wyjmuje sobie paprochy, które gromadzą się tam,
gdy nosi koszulki.
Teraz widzie ją dokladnie. Zaczyna mu się podobać.
Nie potrafi ukryć emocji jakie w nim wzbudza,
więc zanurza się w wodzie w ten sam sposób
jak jej dziecko.
Woda nie jest już letnia. Jest ciepla.
Taduesz przygląda się Halinie, która leży wywalona na brzegu.
Porównuje ją do dziewczyny. Bije się z myslami,
dlaczego tak wlasciwie związal się z Haliną.
Przecież jeszcze jak byla mloda, nie byla urodziwa.
Mial ladniejsze dziewczyny, niż ona.
Mial inteligentniejsze dziewczyny, niz ona.
Moglby się z nią rozwiesć,
bo nigdy go przecież nie poruszala,
oprócz tego że swiadomie psula mu krew.
Ona jest tylko jego nielubianą wspóllokatorką,
a on jej wspollokatorem.
Chociaż żyją w jednym i tym samym mieszkaniu
od trzydziestu lat w malżeństwie,
w pseudosymbiozie.
Od trzydziestu lat znoszą siebie wzajemnie.
- Halina, chodź do wody, poplywamy trochę,
wiesz jaka ciepla woda?
Chodż zobacz!
Halina leży na brzuchu. Odzywa się,
chociaż w stronę Tadeusza się nie patrzy.
- Nie chce mi się. Nie zawracaj mi glowy.
Widzisz, że się opalam.
Caly tydzień tu siedzimy i caly tydzień
padal deszcz do cholery!
Teraz trochę slońca wyszlo to korzystam, nie?!
- A tam, no chodź zobacz jaka ciepla , przyjemna.
- Weź ty nie denrwuj mnie.
Halina zwleka się z ręcznika.
Jej obwisle piersi cale oblepione są piaskiem.
Idzie powoli i mija się z kobietą,
która wychodzi z wody z dzieckiem.
Chialaby mieć chociaż takie cialo jak ona.
Halina zanurza nogi w morzu.
- No miales rację, faktycznie cieplutka!
- Mówilem ci, ale ty mnie nigdy nie sluchasz,
zawsze wiesz lepiej.
- Nie denerwuj mnie mówię ci !
tylko mi nerwy zjadasz!
Halina naciera swoje cialo wodą.
Naciera twarz, ręce i piersi.
Robi znak krzyża. Nurkuje.
Sięga dna.
Slawek sam poszedl zjesć rybę do smażalni.
Doskwieral mu niezaspokojony glód,
a kelnerka w srodku byla bardzo kontaktowa.
Pokazala mu palcem gdzie jest lazienka.
Z najwyższysm standardem obslugiwala
każdego swojego klienta.
Po wilgotnych dniach, nagle zrobilo się
bardzo gorąco.
Jak rzadko nad wybrzeżem,
bylo tak parno, że z trudem
czerpalo się oddech.
Istny ukrop.
Urlopu w sierpniu, bo w prognozie pogody
mówili, że będzie ladna, sloneczna, no ewentualnie
miejscami zachmurzone niebo
z przelotnymi opadami deszczu lub burzami.
Dzialaniem niepożądanym, skutkiem ubocznym.
Pojechala z mężem nad polskie morze, nad wybrzeże.
Mąż jeszcze kiedy byl kawalerem lubil góry,
ale Halina od dziecka byla leniwa i po górach
chodzić nie lubila.
Zmęczylaby się wtedy za mocno, zasapala i spocila.
Czulaby się skonana. A ona jest na urlopie.
Nad morzem rozloży sobie ręcznik i parawan,
popluska się w wodzie, skórę rozgrzeje do czerwonosci.
Na to caly rok czekala.
Iwona opala się na brzuchu. Ma czym oddychać.
Jednoczęsciowy strój mial wyszczuplić jej cialo, ukryć
nadwagę- trwalą pamiątkę po ciąży i cellulit.
W internecie pisali, że to zachodni hit.
Więc Iwona uwierzyla i zakupila.
Wierzy, że teraz jest sexy, że nie ma bardziej
urodziwej, zgrabnej i ponętnej
na calej dlugosci plaży.
Iwona się smaży.
Tak jak ryba jej męża Slawka, który często
musi wyjeżdżać w delegacje.
Nigdy nie ma go w domu.
Ciągle jest gdzies w trasie.
Gdyby kiedys zaginąl, pewnie nie wiedzialaby nawet
gdzie go szukać.
Tuła się i tyra po swiecie tu i tam, wte i we wte.
Iwona czeka na niego czasem z obiadem
Ich dziecko ma trzy lata. Też czeka.
Na zabawkę od ojca.
Iwona nie kocha Slawka, ale nie chce być sama.
Samotna matka od razu jest skreslana.
Wyszla za niego za mąż, gdy byla z nim w szóstym miesiącu.
Dziecko ojca widzi rzadko. Nie pamięta dokladnie jego twarzy.
Iwona czasem zapraszala swoich kolegów ze szkoly,
których spotykala po latach
na portalach spolecznosćiowych.
Spędzala z nimi nastrojowe wieczory.
A gdy nocowali już u niej, dziecko pytalo:
- Czy dzis ten pan będzie z nami spal?
Zaczęlo wtedy Iwonę brać pod wlos,
więc dostaje co chce, a gdy nie
to placze i się drze.
Mówi wciąż, że poskarży się tacie.
- Mamo sikuu !
Siku mi się chce.
- Jezu daj mi spokój. Usiądź na tylku wreszcie,
a nie latasz wszędzie.
- Mamoo siku !
- Opalam się nie widzisz?
Nie mogę się ruszać.
Zaraz może zajsć slońce.
- Sikam już.
-A daj mi spokój, bo mnie na nerwy dziala...
Cooo ?!
Co Ty wyprawiasz ?! Stój!
Wstydu mam się najesć prze ciebie?
Iwona zrywa się z ręcznika jak oparzona.
Kostium nerwowo podciąga.
Jej plecy są już bordowe.
( -Tego idioty nie ma cale dnie,
nawet dzieckiem się nie zajmie,
kiedy przyjedzie raz na ruski rok,
tylko pójsć się najesć, żlopać piwsko.)
- Mamo siikam ! Psii
- Ale tu nie ma toalety, zobacz!
Widzisz gdzies?!
Czekaj, mam pomysl.
Chodź!
Iwona raptownie bierze dziecko za rękę.
Omija slalomem spocone ciala na ręcznikach.
Dziecko nie nadąża za jej krokiem.
Ciala oddychają jedno przy drugim ulożone chaotycznie.
Mężczyźni bogato owlosieni na plecach.
Kobiety o wysokiej zawartosci tluszczu.
Iwona prowadzi dziecko do wody.
- Chodź się popluskamy trochę.
- Ale ja chcę si...
- Cicho bądź, chodź tu!
Iwona zanurza się do kolan,
dziecko zanurza się do pasa
(mówi szeptem)
- Sikaj teraz.
Już? Wszystko?
Dziecko kiwa glową zadowolone.
Tadeusz dopóki nie spotkal swojej żony,
byl wysportowanym mlodzieńcem. Na prywatkach
zawsze mial wzięcie i każda kobieta chciala z nim
zatańczyć.
Tadeusz zawsze lubil ruch, a Halina nie przepadala
za aktywną formą spędzania wolnego czasu.
Gotowala tlusto i niezdrowo, więc Tadeusz po slubie
szybko przytyl i nadwagi już zrzucić nie potrafil.
Tadeusz przygląda się mlodej dziewczynie z dzieckiem,
stojącym w wodzie.
Lustruje ją dokladnie.
Dziewczyna jest sredniego wzrostu.
Ma duże piersi, dużą pupę.
Dlugie, farbowane wlosy, z których schodzi kolor.
Jej skóra blyszczy się od nadmiaru olejku.
Wedlug niego jest calkiem zgrabna.
Tadeusz wstaje ze swojego miejsca.
Wchodzi za kobietą do wody i staje w jej pobliżu.
Poprawia swoje slipy i zloty lancuszek na szyi,
tak aby zapięcie bylo z tylu.
Z pępka wyjmuje sobie paprochy, które gromadzą się tam,
gdy nosi koszulki.
Teraz widzie ją dokladnie. Zaczyna mu się podobać.
Nie potrafi ukryć emocji jakie w nim wzbudza,
więc zanurza się w wodzie w ten sam sposób
jak jej dziecko.
Woda nie jest już letnia. Jest ciepla.
Taduesz przygląda się Halinie, która leży wywalona na brzegu.
Porównuje ją do dziewczyny. Bije się z myslami,
dlaczego tak wlasciwie związal się z Haliną.
Przecież jeszcze jak byla mloda, nie byla urodziwa.
Mial ladniejsze dziewczyny, niż ona.
Mial inteligentniejsze dziewczyny, niz ona.
Moglby się z nią rozwiesć,
bo nigdy go przecież nie poruszala,
oprócz tego że swiadomie psula mu krew.
Ona jest tylko jego nielubianą wspóllokatorką,
a on jej wspollokatorem.
Chociaż żyją w jednym i tym samym mieszkaniu
od trzydziestu lat w malżeństwie,
w pseudosymbiozie.
Od trzydziestu lat znoszą siebie wzajemnie.
- Halina, chodź do wody, poplywamy trochę,
wiesz jaka ciepla woda?
Chodż zobacz!
Halina leży na brzuchu. Odzywa się,
chociaż w stronę Tadeusza się nie patrzy.
- Nie chce mi się. Nie zawracaj mi glowy.
Widzisz, że się opalam.
Caly tydzień tu siedzimy i caly tydzień
padal deszcz do cholery!
Teraz trochę slońca wyszlo to korzystam, nie?!
- A tam, no chodź zobacz jaka ciepla , przyjemna.
- Weź ty nie denrwuj mnie.
Halina zwleka się z ręcznika.
Jej obwisle piersi cale oblepione są piaskiem.
Idzie powoli i mija się z kobietą,
która wychodzi z wody z dzieckiem.
Chialaby mieć chociaż takie cialo jak ona.
Halina zanurza nogi w morzu.
- No miales rację, faktycznie cieplutka!
- Mówilem ci, ale ty mnie nigdy nie sluchasz,
zawsze wiesz lepiej.
- Nie denerwuj mnie mówię ci !
tylko mi nerwy zjadasz!
Halina naciera swoje cialo wodą.
Naciera twarz, ręce i piersi.
Robi znak krzyża. Nurkuje.
Sięga dna.
Slawek sam poszedl zjesć rybę do smażalni.
Doskwieral mu niezaspokojony glód,
a kelnerka w srodku byla bardzo kontaktowa.
Pokazala mu palcem gdzie jest lazienka.
Z najwyższysm standardem obslugiwala
każdego swojego klienta.
Po wilgotnych dniach, nagle zrobilo się
bardzo gorąco.
Jak rzadko nad wybrzeżem,
bylo tak parno, że z trudem
czerpalo się oddech.
Istny ukrop.
czwartek, 30 września 2010
Quiero ser hermosa- Chcę być piękna ( część 1 z 2)
będzie bez grosika
no nie będę miala jak wydać niestety\
przy okzaji bo mi się skończyly dobrze?
no nie mam drobnych
bez reszty tak? bez grosika.
paragonik, reklamówkę?
Janina dorabia sobie do renty w ten sposób.
siedzi na kasie.
w tesco. w nocy. na pól etatu.
już dawno przestala o siebie dbać,
troszczyć się o to co widzi w lustrze w przedpokoju.
Lustro wyczysci , wypucuje, wychucha na glanc, ale
sama siebie... to już nie zawsze.
za to paznkocie Janina kiedy się tylko da ma zrobione.
to wedlug niej tipsów ekstraklasa.
kolor, ksztalt, cyrkonia.
blichtr, na bogato, blysk.
Janina otwiera delikatnie usta.
zanurza w nich palec. slini odrobinę.
wyjmuje palec i odrywa paragon od kasy.\
wszystko robi bardzo sprawni.
można by wręcz pomysleć, że w mgnieniu oka,
lecz Janiny nie sposób objąć jednym spojrzeniem.
Janina to panorama zdjęć.
Klient dziękuje lub nie i zniesmaczony odchodzi
od tasmy bez grosza, bez paragonu.
Paragon ląduje zgnieciony w koszu pod kasą.
Zas każdy niewydany grosz w Janiny kozakach,
upchany glęboko, pod ocieplającą wkladką.
Janina zbiera grosze do skarbonki ze sklepu bezclowego
"wszystko za piątaka".
zbiera liczy i zbiera aż do pięćdziesięciu zlotych.
wtedy wymienia niewydane reszty na jeden banknot -
przepustkę do nowych tipsów u Jolki.
Ludzie nie sledzą paragonów tam jest tak nabite,
że nie sposób jest zrozumieć kodów, literek, ceny i tak
nie odpowiadają asortymentowi na pólce.
Reklamacje, choć rzadkie to i tak nie są uwzględniane.
Tak tu malym drukiem wszystko jest przecież napisane.
Pan tu się zajmie wypelnianiem karty rabatowej
naszej specjalnej klubowej programu
lojalnociowego dla stalego klienta, gdzie do wygrania
jest nowy rodzinny samochód kombi, nowoczesna pralka,
lodówka oraz mikrofalowa kuchenka
(Ja w międzyczasie podwójnie nabiję promocję na cukier i mąkę,
szampon do wlosów trzy w jednym, mniejszy w cenie większego, o
placi gotówką, dzis sobie polowię.)
Tak mamy wiele punktów do zdobycia.
Każde wydane trzysta zlotych to trzy punkty w naszym programie.
Każde trzy tysiące punktów to rabat, aż pięć procent na zakupy
w naszym sklepie i nagrody gwarantowane- niezawodna elektryczna
szczoteczka do zębów mycia.
Usuwa kamień!
Niestety nie będę miala drobnych do wydania,
bez reszty będzie i życzę powodzenia! Do widzenia!
Janina przez pól nocy przerzuci przez tasmę pewnie pól tony towaru.
Ludzie w nocy są jeszcze bardziej zachlanni, dzicy, niż za dnia.
Szczególnie na alkohol ich pragnienie nie gasnie.
Dlatego jej koleżanki zawsze narzekają, że nocka jest taka ciężka.
Mimo to tipsy Janiny są nienaruszone.
Wyjątkowo dba o nie.
Cieszą jej oko.
Są bliskie jej sercu.
Są jej oczkiem w glowie.
Tak jak jej jeden jedyny kotek.
On nie spi kiedy Janina wraca z warty.
Chodź tu mój misiu, twoja kicia już wrócila do ciebie z pracki.
przytul mnie mocno. jak tam?> czekales na mnie grzecznie jak zwykle prawda?
no chodź nie wstydź się. zaraz podgrzeje ci jedzonko. chyba nic nie zjadles jak mnie nie bylo. jestem taka zmęczona. zobacz jak pachnie, na pewno ci posmakuje, czekaj chwileczkę, lyżeczką sprawdzę czy dobre, czy nie gorące. Umm pyszne już ci nakladam, jestes przecież bardzo bardzo glodny.
Daj mi buziaka. Oo ! smacznego! no proszę bardzo. ja idę do lóżka trochę odpocząć się zdrzemnąć.
Ale, co to ?
co to tak tu smierdzi?
jakis tu smród czuję no.
Wali, wali, że szok
Kazik znowu nie opróżnil Kiciusiowi kuwety!
no nigdy temu staremu się nic nie chce, proszę cos żeby zrobil to nie,
naprawić kran nie,
zrobić zakupy zalatwić cos w urzędzie nie,
cos trochę mi pomóc, ulżyć,
wyniesć smieci to nie,
ale seksu to mu się ciągle chce. o ! Boże e!
na to zawsze ma silę. niespożyte poklady energii.
no nie zasnę tak, bo się uduszę.
Matko swięta! Fu u !
Kot mlody, a smierdzi po nim tak jakby to byl stary kocur.
no i teraz muszę się w tym grzebać, ja stara ja zmęczona.
FUU SMRÓD, na bieżąco niby się wynosi a to parszywy smród.
fu fu, Boże jaki smród.
Tragedia no tragedia, ach och nie! moje paznokcie!
O Jezu zlamalam! trzeba będzie kleić cholera jasna.
dopiero co wczoraj je zrobilam.
Niech Cię pioruny siarczyste, szlag jasny trafi
krew nagla zaleje Kazik!, już ty zobaczysz,
spisz na tapczanie.
Ja dzis z Kiciusiem, choć paznokcie mam pouszkadzane.
Już ty zobaczysz leniu, ja ci pokażę...
CDN
no nie będę miala jak wydać niestety\
przy okzaji bo mi się skończyly dobrze?
no nie mam drobnych
bez reszty tak? bez grosika.
paragonik, reklamówkę?
Janina dorabia sobie do renty w ten sposób.
siedzi na kasie.
w tesco. w nocy. na pól etatu.
już dawno przestala o siebie dbać,
troszczyć się o to co widzi w lustrze w przedpokoju.
Lustro wyczysci , wypucuje, wychucha na glanc, ale
sama siebie... to już nie zawsze.
za to paznkocie Janina kiedy się tylko da ma zrobione.
to wedlug niej tipsów ekstraklasa.
kolor, ksztalt, cyrkonia.
blichtr, na bogato, blysk.
Janina otwiera delikatnie usta.
zanurza w nich palec. slini odrobinę.
wyjmuje palec i odrywa paragon od kasy.\
wszystko robi bardzo sprawni.
można by wręcz pomysleć, że w mgnieniu oka,
lecz Janiny nie sposób objąć jednym spojrzeniem.
Janina to panorama zdjęć.
Klient dziękuje lub nie i zniesmaczony odchodzi
od tasmy bez grosza, bez paragonu.
Paragon ląduje zgnieciony w koszu pod kasą.
Zas każdy niewydany grosz w Janiny kozakach,
upchany glęboko, pod ocieplającą wkladką.
Janina zbiera grosze do skarbonki ze sklepu bezclowego
"wszystko za piątaka".
zbiera liczy i zbiera aż do pięćdziesięciu zlotych.
wtedy wymienia niewydane reszty na jeden banknot -
przepustkę do nowych tipsów u Jolki.
Ludzie nie sledzą paragonów tam jest tak nabite,
że nie sposób jest zrozumieć kodów, literek, ceny i tak
nie odpowiadają asortymentowi na pólce.
Reklamacje, choć rzadkie to i tak nie są uwzględniane.
Tak tu malym drukiem wszystko jest przecież napisane.
Pan tu się zajmie wypelnianiem karty rabatowej
naszej specjalnej klubowej programu
lojalnociowego dla stalego klienta, gdzie do wygrania
jest nowy rodzinny samochód kombi, nowoczesna pralka,
lodówka oraz mikrofalowa kuchenka
(Ja w międzyczasie podwójnie nabiję promocję na cukier i mąkę,
szampon do wlosów trzy w jednym, mniejszy w cenie większego, o
placi gotówką, dzis sobie polowię.)
Tak mamy wiele punktów do zdobycia.
Każde wydane trzysta zlotych to trzy punkty w naszym programie.
Każde trzy tysiące punktów to rabat, aż pięć procent na zakupy
w naszym sklepie i nagrody gwarantowane- niezawodna elektryczna
szczoteczka do zębów mycia.
Usuwa kamień!
Niestety nie będę miala drobnych do wydania,
bez reszty będzie i życzę powodzenia! Do widzenia!
Janina przez pól nocy przerzuci przez tasmę pewnie pól tony towaru.
Ludzie w nocy są jeszcze bardziej zachlanni, dzicy, niż za dnia.
Szczególnie na alkohol ich pragnienie nie gasnie.
Dlatego jej koleżanki zawsze narzekają, że nocka jest taka ciężka.
Mimo to tipsy Janiny są nienaruszone.
Wyjątkowo dba o nie.
Cieszą jej oko.
Są bliskie jej sercu.
Są jej oczkiem w glowie.
Tak jak jej jeden jedyny kotek.
On nie spi kiedy Janina wraca z warty.
Chodź tu mój misiu, twoja kicia już wrócila do ciebie z pracki.
przytul mnie mocno. jak tam?> czekales na mnie grzecznie jak zwykle prawda?
no chodź nie wstydź się. zaraz podgrzeje ci jedzonko. chyba nic nie zjadles jak mnie nie bylo. jestem taka zmęczona. zobacz jak pachnie, na pewno ci posmakuje, czekaj chwileczkę, lyżeczką sprawdzę czy dobre, czy nie gorące. Umm pyszne już ci nakladam, jestes przecież bardzo bardzo glodny.
Daj mi buziaka. Oo ! smacznego! no proszę bardzo. ja idę do lóżka trochę odpocząć się zdrzemnąć.
Ale, co to ?
co to tak tu smierdzi?
jakis tu smród czuję no.
Wali, wali, że szok
Kazik znowu nie opróżnil Kiciusiowi kuwety!
no nigdy temu staremu się nic nie chce, proszę cos żeby zrobil to nie,
naprawić kran nie,
zrobić zakupy zalatwić cos w urzędzie nie,
cos trochę mi pomóc, ulżyć,
wyniesć smieci to nie,
ale seksu to mu się ciągle chce. o ! Boże e!
na to zawsze ma silę. niespożyte poklady energii.
no nie zasnę tak, bo się uduszę.
Matko swięta! Fu u !
Kot mlody, a smierdzi po nim tak jakby to byl stary kocur.
no i teraz muszę się w tym grzebać, ja stara ja zmęczona.
FUU SMRÓD, na bieżąco niby się wynosi a to parszywy smród.
fu fu, Boże jaki smród.
Tragedia no tragedia, ach och nie! moje paznokcie!
O Jezu zlamalam! trzeba będzie kleić cholera jasna.
dopiero co wczoraj je zrobilam.
Niech Cię pioruny siarczyste, szlag jasny trafi
krew nagla zaleje Kazik!, już ty zobaczysz,
spisz na tapczanie.
Ja dzis z Kiciusiem, choć paznokcie mam pouszkadzane.
Już ty zobaczysz leniu, ja ci pokażę...
CDN
piątek, 10 września 2010
niedziela, 1 sierpnia 2010
H I P O K R Y C i . !
( o Boże
nie wierzę wlasnym oczom
tylko nie oni
jestem źle ubrana
calkiem nieumalowana
jeszcze tego brakowalo
żebym na zakupach ich spotkala
żeby mi do koszyka zaglądali
co to ja takiego jem
przecenionego kupuję dwa w cenie jednego
przesladują chyba mnie
tędy przez przemyslówkę przemknę
udam że ich nie widzę bo rozwiązuję dylemat
który lepszy proszek do prania powinnam wybrać
nie poznają mnie.)
-aaa! co za spotkanie
jak milo was widzieć
a wy pewnie też na zakupki prawda?
no ja do tesco to tylko po napoje,
a wy, o widzę się powodzi
co tam u was, po staremu pewnie?
ooo! serek plesniowy
i węgorz wędzony
no same przysmaki
które uwielbiam
ja tylko kostki rosolowe
na chwilę wpadlam
obiad robię
to będę uciekać
spieszę się bardzo
musimy się zobaczyć kiedys koniecznie
no to baj baj
nie caluję bo szminką jeszcze ubrudzę
( uff. o jezu. przylapali mnie no!
wiedzialam .
moglam się tego po niej spodziewać.
ta stara prukwa wszystko zczapi
każdą promocję wywęszy
każdy wlos w ziemniakach na talerzu
czy w zupie wytknie wypatrzy
taka wscibska
igla w stogu siana
zaczepia co slychać i durnie się usmiecha
nie znoszę baby.)
- - - - - - - - - - (PARĘ DNI PÓŹNIEJ)- -
( sprzątam mieszkanie
jestem w polowie czyli
w stanie ogólnie bijącego po oczach rozkladu
na etapie wszelakiej masci prac wykończeniowych
balagan robi się sam
więc w walce z nim czuję się jak Syzyf a może Syzyfka?
dzwonek do drzwi.
gdyby odkurzacz byl wylączony
spojrzalabym przez judasza
zobaczyla przegiętą rodzinkę przed drzwiami
ale udając że nikogo nie ma w domu
bym obserwowala tylko zza firanki
kiedy zrezygnowani
opuszczą mój blok
odjeżdżając tam skąd
raz na pięć lat przyjechali
coraz mocniej rdzewiejącą
w wersji kombi skodą felicią.
ale teraz koniec. musztarda po obiedzie.
jestem jak zwierzyna przed mysliwym
na pozycji straconej mają mnie na celowniku.
jestem ustrzelona.
więc wolam w panice
zaraz chwileczkę
zaraz otworzę
gdy wrzucam nieporządek do szafy
upycham go nogami
coraz bardziej nerwowo
na cholerę mi oni?!
na cholerę mi to?!)
-ooo! co za mila niespodzianka!
to znowu wy!
jak uroczo was widzieć.
slicznie wyglądacie.
( ale ta stara jego już zmarszczek ma .
jeszcze bez piersi taka chuda wysuszona
co on widzi w tej slomie?
a on też nie lepszy
taki spasiony
brzuch ma już tak wielki
jakby pilkę do aerobiku polknąl na raz.
o Boże. aż wstyd się przyznać
że się kogo takiego zna.
no tak to moja daleka rodzina
mój brat i szwagierka)
- tak rzadko się widzimy
to może jakas kawka herbatka ?
rozpuszczalna tak ? dobrze.
herbatka jaka?
mam taką przepyszną
na pewno posmakuje
( zielona o smaku jasminowym.
kupilam po promocji, ale taka
że choć by ją po trzykroć poslodzil
to nie przelkniesz wynalazku)
- ojej. ale nie mam dla was
nic slodkiego w barku
wlasni mi moi mężczyźni
wszystko wyjedli
pojechali dzis na ryby
chociaż czekajcie no dla takich
u nas rzadkich gosci to może cos wynajdę
(o jest pączek. podzielę go na pięć
to każdy się naje
jeszcze zwietrzale paluszki i
zielone zlepione
cukierki miętowe postawię
na kawowym stole.)
- proszę,częstujcie się
bierzcie i jedźcie
czym chata bogata.
kawka dla ciebie
i dla ciebie pyszna herbatka.
no naprawdę nic się nie zmieniacie
czas was się nie ima
a jaką masz piękną fryzurę kochana.
to już nie jest peruka prawda?
piękny balejaż. ile placilas?
(jak lisia kita wyglądają te jej strąki
kolorowe jak przepiórcze pióra.
o Matko! a on jak się poci
już ma pachy cale mokre
już zasmrodzil mi w salonie.)
- wyjątkowej urody te moje kwiaty. prawda?
rosną mi jak na drożdżach.
wygralam konkurs na najladniej utrzymany
balkon na osiedlu
w nagrodę dostalam ten puchar.
tak tak jest prawdziwie pozlacany.
(nie chwal tak tych kwiatów, bo znów
jeszcze jakis urok swój rzucisz na nie
i mi cholera powiędną wszystkie
tak jak te na które kiedy patrzylas
zachwycalas się odnóżki bralas hurtem
ochoczo chwalilas
co na końcu trafil je szlag
a ja przez cale wakacje muszę ten balkon
w nienaruszonym wypielęgnowanym stanie utrzymać.)
- masz bardzo ladne perfumy, naprawdę. a jak Twoje zdrowie?
(ten okropny zapach przyprawia mnie o mdlosci.
rzygam nim kiedy tylko ta
nuta zapachowa mi się przypomni.
dobrze że nie calowalam się z nią na powitanie.
to że wyleczyla się z raka to nie znaczy
że mnie jakąs depresją nie zarazi,
że to nie przejdzie na mnie.)
- no tak, tak. takie to życie.
życie jest nowelą.
a co u waszego synka?
taki byl z niego kiedys slodki blondasek.
pamiętam jak zabral mi kiedys z portfela
wszystkie pieniądze bo chcial na gumę
i myslal że ja tego nie zauważę.
ach studiuje! czyli wyszedl na ludzi.
ooo! i mieszka w stolicy. to na pewno
wiele was kosztuje.
( a to na pewno jest pedalem.
daje na prawo i lewo żeby dorobić na utrzymanie.
pewnie już ma hiv aids i wszystkie inne zarazy brr.
tak tak bo nie ma to jak lans w stolycy.
ja już widzialam tu w telewizji te pedofilskie parady.
krew mnie zalewa!
o Jezusie Nazarejski! nasz kraj dąży do zatracenia.)
- a wasza córka ?
za mąż wychodzi?
o! a jak ona miala na imię?
tyle już jej nie widzialam, że zapomnialam.
a no wlasnie mialam to na końcu języka.
i dziecko ma?
bliźniaki? o to przy dwójce pewnie dużo roboty.
no tak.
czyli za mąż wychodzi tak?
a kim jest jej wybranek?
ach rzeźnikiem!
no proszę to i dobra fucha .
dorywczo? no tak. rozumiem.
czyli jakby nie patrzeć
chcieliscie na weselicho nas zaprosić co?
ale wiecie ja nie jestem pewna
nie mam w co się ubrać na taką okazję... nie wiem.
o pożyczkę chcieliscie nas prosić?
ale że to w jakiej formie?
na suknię, fotografa
i jeszcze na mostek na zęby dla mlodej?
yhym no tak kredytu wam zbraklo
( o Boże! żeby na slubie swoim się wreszcie
ladnie mogla usmiechnąć?!
no chyba żart!
pamiętam, że zawsze byl z niej taki podwórkowy
króliczy krzywulec, a tu wpadka z byle kim.
ale to już przerasta wszelkie granice przyzwoitosci,
żeby zapraszać nas na slub
i prosić o pożyczkę!
a co my bank?!
jeszcze dla tego obrzydliwego bachora .
nigdy jej nie zapomnę tego gdy byla mala
i zerwala mi w lazience
caluską pólkę z kosmetykami i perfumami.
nie bylo już po nich co zbierać.
nigdy nie wybaczę.)
- no niestety nie pomożemy wam.
wiecie wlasnie odremontowalismy sobie kuchnię
ja mam teraz piekarnik z termoobiegiem
zmywarkę i nową lodówkę.
już cale lata na nią czekalam
więc sami splacamy teraz raty.
no niestety. to tyle z mojej strony.
przykro mi.
a lazienka jest tak tu prosto i po prawej,
ale znowu nam się zapchala muszla.
czekam na hydraulika, więc wybaczcie
( jeszcze tego brakowalo.
dopiero co domestosem zdezynfekowalam,
dwa razy nię będę się bawila
w sprzątaczkę.
i tak urobiona jestem po lokcie
jeszcze dywan będę musiala i tak odkurzyć
bo w butach wlezli .
no chyba jesli mówię,
że "butów nie zdejmujcie
tu nie perskie dywany"
to i tak zdjąc powinny z grzecznosci do mnie
czyli domu damy
- oj! jaka szkoda, że musicie już jechać.
czas was nagli. no tak buzi buzi,
nie caluję się żeby was
moją szminką nie ubrudzić.
do zobaczenia. pozdrówcie dzieci.
( i obym was już tu
nigdy więcej nie widziala!
nareszcie ta holota sobie pojechala.)
nie wierzę wlasnym oczom
tylko nie oni
jestem źle ubrana
calkiem nieumalowana
jeszcze tego brakowalo
żebym na zakupach ich spotkala
żeby mi do koszyka zaglądali
co to ja takiego jem
przecenionego kupuję dwa w cenie jednego
przesladują chyba mnie
tędy przez przemyslówkę przemknę
udam że ich nie widzę bo rozwiązuję dylemat
który lepszy proszek do prania powinnam wybrać
nie poznają mnie.)
-aaa! co za spotkanie
jak milo was widzieć
a wy pewnie też na zakupki prawda?
no ja do tesco to tylko po napoje,
a wy, o widzę się powodzi
co tam u was, po staremu pewnie?
ooo! serek plesniowy
i węgorz wędzony
no same przysmaki
które uwielbiam
ja tylko kostki rosolowe
na chwilę wpadlam
obiad robię
to będę uciekać
spieszę się bardzo
musimy się zobaczyć kiedys koniecznie
no to baj baj
nie caluję bo szminką jeszcze ubrudzę
( uff. o jezu. przylapali mnie no!
wiedzialam .
moglam się tego po niej spodziewać.
ta stara prukwa wszystko zczapi
każdą promocję wywęszy
każdy wlos w ziemniakach na talerzu
czy w zupie wytknie wypatrzy
taka wscibska
igla w stogu siana
zaczepia co slychać i durnie się usmiecha
nie znoszę baby.)
- - - - - - - - - - (PARĘ DNI PÓŹNIEJ)- -
( sprzątam mieszkanie
jestem w polowie czyli
w stanie ogólnie bijącego po oczach rozkladu
na etapie wszelakiej masci prac wykończeniowych
balagan robi się sam
więc w walce z nim czuję się jak Syzyf a może Syzyfka?
dzwonek do drzwi.
gdyby odkurzacz byl wylączony
spojrzalabym przez judasza
zobaczyla przegiętą rodzinkę przed drzwiami
ale udając że nikogo nie ma w domu
bym obserwowala tylko zza firanki
kiedy zrezygnowani
opuszczą mój blok
odjeżdżając tam skąd
raz na pięć lat przyjechali
coraz mocniej rdzewiejącą
w wersji kombi skodą felicią.
ale teraz koniec. musztarda po obiedzie.
jestem jak zwierzyna przed mysliwym
na pozycji straconej mają mnie na celowniku.
jestem ustrzelona.
więc wolam w panice
zaraz chwileczkę
zaraz otworzę
gdy wrzucam nieporządek do szafy
upycham go nogami
coraz bardziej nerwowo
na cholerę mi oni?!
na cholerę mi to?!)
-ooo! co za mila niespodzianka!
to znowu wy!
jak uroczo was widzieć.
slicznie wyglądacie.
( ale ta stara jego już zmarszczek ma .
jeszcze bez piersi taka chuda wysuszona
co on widzi w tej slomie?
a on też nie lepszy
taki spasiony
brzuch ma już tak wielki
jakby pilkę do aerobiku polknąl na raz.
o Boże. aż wstyd się przyznać
że się kogo takiego zna.
no tak to moja daleka rodzina
mój brat i szwagierka)
- tak rzadko się widzimy
to może jakas kawka herbatka ?
rozpuszczalna tak ? dobrze.
herbatka jaka?
mam taką przepyszną
na pewno posmakuje
( zielona o smaku jasminowym.
kupilam po promocji, ale taka
że choć by ją po trzykroć poslodzil
to nie przelkniesz wynalazku)
- ojej. ale nie mam dla was
nic slodkiego w barku
wlasni mi moi mężczyźni
wszystko wyjedli
pojechali dzis na ryby
chociaż czekajcie no dla takich
u nas rzadkich gosci to może cos wynajdę
(o jest pączek. podzielę go na pięć
to każdy się naje
jeszcze zwietrzale paluszki i
zielone zlepione
cukierki miętowe postawię
na kawowym stole.)
- proszę,częstujcie się
bierzcie i jedźcie
czym chata bogata.
kawka dla ciebie
i dla ciebie pyszna herbatka.
no naprawdę nic się nie zmieniacie
czas was się nie ima
a jaką masz piękną fryzurę kochana.
to już nie jest peruka prawda?
piękny balejaż. ile placilas?
(jak lisia kita wyglądają te jej strąki
kolorowe jak przepiórcze pióra.
o Matko! a on jak się poci
już ma pachy cale mokre
już zasmrodzil mi w salonie.)
- wyjątkowej urody te moje kwiaty. prawda?
rosną mi jak na drożdżach.
wygralam konkurs na najladniej utrzymany
balkon na osiedlu
w nagrodę dostalam ten puchar.
tak tak jest prawdziwie pozlacany.
(nie chwal tak tych kwiatów, bo znów
jeszcze jakis urok swój rzucisz na nie
i mi cholera powiędną wszystkie
tak jak te na które kiedy patrzylas
zachwycalas się odnóżki bralas hurtem
ochoczo chwalilas
co na końcu trafil je szlag
a ja przez cale wakacje muszę ten balkon
w nienaruszonym wypielęgnowanym stanie utrzymać.)
- masz bardzo ladne perfumy, naprawdę. a jak Twoje zdrowie?
(ten okropny zapach przyprawia mnie o mdlosci.
rzygam nim kiedy tylko ta
nuta zapachowa mi się przypomni.
dobrze że nie calowalam się z nią na powitanie.
to że wyleczyla się z raka to nie znaczy
że mnie jakąs depresją nie zarazi,
że to nie przejdzie na mnie.)
- no tak, tak. takie to życie.
życie jest nowelą.
a co u waszego synka?
taki byl z niego kiedys slodki blondasek.
pamiętam jak zabral mi kiedys z portfela
wszystkie pieniądze bo chcial na gumę
i myslal że ja tego nie zauważę.
ach studiuje! czyli wyszedl na ludzi.
ooo! i mieszka w stolicy. to na pewno
wiele was kosztuje.
( a to na pewno jest pedalem.
daje na prawo i lewo żeby dorobić na utrzymanie.
pewnie już ma hiv aids i wszystkie inne zarazy brr.
tak tak bo nie ma to jak lans w stolycy.
ja już widzialam tu w telewizji te pedofilskie parady.
krew mnie zalewa!
o Jezusie Nazarejski! nasz kraj dąży do zatracenia.)
- a wasza córka ?
za mąż wychodzi?
o! a jak ona miala na imię?
tyle już jej nie widzialam, że zapomnialam.
a no wlasnie mialam to na końcu języka.
i dziecko ma?
bliźniaki? o to przy dwójce pewnie dużo roboty.
no tak.
czyli za mąż wychodzi tak?
a kim jest jej wybranek?
ach rzeźnikiem!
no proszę to i dobra fucha .
dorywczo? no tak. rozumiem.
czyli jakby nie patrzeć
chcieliscie na weselicho nas zaprosić co?
ale wiecie ja nie jestem pewna
nie mam w co się ubrać na taką okazję... nie wiem.
o pożyczkę chcieliscie nas prosić?
ale że to w jakiej formie?
na suknię, fotografa
i jeszcze na mostek na zęby dla mlodej?
yhym no tak kredytu wam zbraklo
( o Boże! żeby na slubie swoim się wreszcie
ladnie mogla usmiechnąć?!
no chyba żart!
pamiętam, że zawsze byl z niej taki podwórkowy
króliczy krzywulec, a tu wpadka z byle kim.
ale to już przerasta wszelkie granice przyzwoitosci,
żeby zapraszać nas na slub
i prosić o pożyczkę!
a co my bank?!
jeszcze dla tego obrzydliwego bachora .
nigdy jej nie zapomnę tego gdy byla mala
i zerwala mi w lazience
caluską pólkę z kosmetykami i perfumami.
nie bylo już po nich co zbierać.
nigdy nie wybaczę.)
- no niestety nie pomożemy wam.
wiecie wlasnie odremontowalismy sobie kuchnię
ja mam teraz piekarnik z termoobiegiem
zmywarkę i nową lodówkę.
już cale lata na nią czekalam
więc sami splacamy teraz raty.
no niestety. to tyle z mojej strony.
przykro mi.
a lazienka jest tak tu prosto i po prawej,
ale znowu nam się zapchala muszla.
czekam na hydraulika, więc wybaczcie
( jeszcze tego brakowalo.
dopiero co domestosem zdezynfekowalam,
dwa razy nię będę się bawila
w sprzątaczkę.
i tak urobiona jestem po lokcie
jeszcze dywan będę musiala i tak odkurzyć
bo w butach wlezli .
no chyba jesli mówię,
że "butów nie zdejmujcie
tu nie perskie dywany"
to i tak zdjąc powinny z grzecznosci do mnie
czyli domu damy
- oj! jaka szkoda, że musicie już jechać.
czas was nagli. no tak buzi buzi,
nie caluję się żeby was
moją szminką nie ubrudzić.
do zobaczenia. pozdrówcie dzieci.
( i obym was już tu
nigdy więcej nie widziala!
nareszcie ta holota sobie pojechala.)
poniedziałek, 12 lipca 2010
<<<<--K--L--A--C--z-->>>>
ojciec
byl tylko niezaplaconym
alimentem w moim życiu
więc formalnie bylam podobna do matki
bylam jej zbędną pamiątką blizną
kurzącą się durnostojką
bez sensu upominkiem
zalegającą na pólce
na którą nie zwraca się uwagi
chociaż stoi tam gdzie stoi
ma swoje miejsce
swój zamknięty na klucz
od pólnocy pokoik
gdy ją urodzila
poplakala się z rozpaczy
że takie brzydkie dziecko splodzila
co z tego że zdrowe jak nieurodziwe
matka sama nie grzeszyla urodą ale
wymarzyla sobie ze jej córka będzie
najpiękniejszą
a ona taka jakas
malo symetryczna szpetna
więc matka siedziala z nią
w ostatnim rzędzie
w obawie przed
publicznym występem
nie lubila wysokiego tembru glosu
nie lubila swoich zdjęć
przerażal ją aparat fotograficzny
przez okno zza firanki
obserwowala życie innych ludzi
na pozór normalnych
którzy dla niej byli idiotami
dziecko gdy biegalo po podwórku
gdy slyszalo czyjes kroki
chowalo się za węglem
w strachu przed wzrokiem
matka gotowala córce zupę
i plula do garnka
nie lubila patrzeć na dziecko
to jej lustro w przedpokoju
którego się bala
matka i ojciec dwa w jednym
matki pomalowane przez córkę paznokcie
u dloni i stóp
pomalowane paznokcie i owlosione nogi
córka nie używala lakieru do paznokci
bo choć skończyla już trzydziesci lat
matka mówila jej że jeszcze
do tego nie dorosla
matka kwasna
jakby sama jadla tylko
kwasek cytrynowy
cmokala ustami
powietrze cedzila zębami
zjadala po kawalku
swoją córkę
raz glaskala
dziewięć razy zjadala
przeżuwala ją trawila
nigdy niczego nie żalowala
za nic siebie nie winila
byl tylko niezaplaconym
alimentem w moim życiu
więc formalnie bylam podobna do matki
bylam jej zbędną pamiątką blizną
kurzącą się durnostojką
bez sensu upominkiem
zalegającą na pólce
na którą nie zwraca się uwagi
chociaż stoi tam gdzie stoi
ma swoje miejsce
swój zamknięty na klucz
od pólnocy pokoik
gdy ją urodzila
poplakala się z rozpaczy
że takie brzydkie dziecko splodzila
co z tego że zdrowe jak nieurodziwe
matka sama nie grzeszyla urodą ale
wymarzyla sobie ze jej córka będzie
najpiękniejszą
a ona taka jakas
malo symetryczna szpetna
więc matka siedziala z nią
w ostatnim rzędzie
w obawie przed
publicznym występem
nie lubila wysokiego tembru glosu
nie lubila swoich zdjęć
przerażal ją aparat fotograficzny
przez okno zza firanki
obserwowala życie innych ludzi
na pozór normalnych
którzy dla niej byli idiotami
dziecko gdy biegalo po podwórku
gdy slyszalo czyjes kroki
chowalo się za węglem
w strachu przed wzrokiem
matka gotowala córce zupę
i plula do garnka
nie lubila patrzeć na dziecko
to jej lustro w przedpokoju
którego się bala
matka i ojciec dwa w jednym
matki pomalowane przez córkę paznokcie
u dloni i stóp
pomalowane paznokcie i owlosione nogi
córka nie używala lakieru do paznokci
bo choć skończyla już trzydziesci lat
matka mówila jej że jeszcze
do tego nie dorosla
matka kwasna
jakby sama jadla tylko
kwasek cytrynowy
cmokala ustami
powietrze cedzila zębami
zjadala po kawalku
swoją córkę
raz glaskala
dziewięć razy zjadala
przeżuwala ją trawila
nigdy niczego nie żalowala
za nic siebie nie winila
Subskrybuj:
Posty (Atom)

