niedziela, 6 lutego 2011
.domokrążcy.
pojawia się kobieta z kobietą
od drzwi do drzwi.
chodzą z ulotkami z reklamą tv
z nowym kosciolem z garnkami z plytami.
Halo dzień dobry czy ma pan pani chwilę.
Puk Puk kto tam czy możemy wejsć.
Zaglądają przez judasz namolnie.
Na tym osiedlu chodzą od kilku tygodni.
Czego znowu?
Już mówilem, że nie chcę dziękuję.
Handel obnosny oferta cykliczna zachęta.
Usmiechnij się gdy otworzą ci drzwi\
idziesz do nieznajomych
najważniejsze jest pierwsze wrażenie
popraw sobie na powiekach cienie.
Garb na plecach wyprostuj.
Psy szczekają na nie z zajadloscią,
a to przecież nie przyjemnosci.
To prawie jak powolanie
i wizyta duszpasterska,
ale tu nikt nie chce isć do raju.
Każdy ma satelitę przy balkonie.
Blok jest nimi wręcz oblepiony.
A tu plot i znowu groźny pies po lewej.
Nic tu po nas.
Szwędamy się to tu to tam.
Od domu do domofonu.
Od bramki do drzwi od klatki.
Halo zamknięte. Cicho.
Może nas slyszeli.
Sledzę zza firanki, w którą stronę poszli.
Oni patrzą się w okna.
Czuję jakby wlasnie w to moje,
Jakby na mnie.
Odsuwam się w gląb pokoju.
Giną zaraz w bramie.
Tam skąd przyszli idą.
Bezpańsko z nikąd.
od drzwi do drzwi.
chodzą z ulotkami z reklamą tv
z nowym kosciolem z garnkami z plytami.
Halo dzień dobry czy ma pan pani chwilę.
Puk Puk kto tam czy możemy wejsć.
Zaglądają przez judasz namolnie.
Na tym osiedlu chodzą od kilku tygodni.
Czego znowu?
Już mówilem, że nie chcę dziękuję.
Handel obnosny oferta cykliczna zachęta.
Usmiechnij się gdy otworzą ci drzwi\
idziesz do nieznajomych
najważniejsze jest pierwsze wrażenie
popraw sobie na powiekach cienie.
Garb na plecach wyprostuj.
Psy szczekają na nie z zajadloscią,
a to przecież nie przyjemnosci.
To prawie jak powolanie
i wizyta duszpasterska,
ale tu nikt nie chce isć do raju.
Każdy ma satelitę przy balkonie.
Blok jest nimi wręcz oblepiony.
A tu plot i znowu groźny pies po lewej.
Nic tu po nas.
Szwędamy się to tu to tam.
Od domu do domofonu.
Od bramki do drzwi od klatki.
Halo zamknięte. Cicho.
Może nas slyszeli.
Sledzę zza firanki, w którą stronę poszli.
Oni patrzą się w okna.
Czuję jakby wlasnie w to moje,
Jakby na mnie.
Odsuwam się w gląb pokoju.
Giną zaraz w bramie.
Tam skąd przyszli idą.
Bezpańsko z nikąd.
czwartek, 27 stycznia 2011
niesmak.
Andrzej w sylwestra
kupowal co roku
najwięcej petard z calego osiedla.
w tym roku jedna z nich
ta największa
nie odpalila.
nie mógl darować
że to ta najdroższa
i nie dziala
lont się nie odpala.
miala być przecież najlepsza.
gdy ze zdziwionym
" co jest k****?!" na ustach
poszedl zobaczyć
co poszlo nie tak
ona wystrzelila
prosto w jego twarz.
mial czwórkę dzieci
i czterdziesci szesć lat.
kupowal co roku
najwięcej petard z calego osiedla.
w tym roku jedna z nich
ta największa
nie odpalila.
nie mógl darować
że to ta najdroższa
i nie dziala
lont się nie odpala.
miala być przecież najlepsza.
gdy ze zdziwionym
" co jest k****?!" na ustach
poszedl zobaczyć
co poszlo nie tak
ona wystrzelila
prosto w jego twarz.
mial czwórkę dzieci
i czterdziesci szesć lat.
piątek, 21 stycznia 2011
specjalne okazje.
na specjalne okazje
na segmencie
za drzwiczkami ze szkla
staly kieliszki do szampana
ze zlotym zdobieniem
caly zestaw do kawy
z dwunastoma filiżankami talerzyki
deserowe posrebrzane widelczyki
z trzema ząbkami i lyzeczki
a w cukiernicy na nóżce
kilkanascie sztuk cukru w kostkach.
niczego nie wolno zza drzwiczek
bylo dotknąć bo każda rzecz
symetrycznie ustawiona.
cukru w kostkach pod żadnym pozorem
nie dotykać broń Boże.
to byl zestaw dla gosci. wystawa.
elemencik dekoracji, wystroju wnętrza.
chociaż, gdy goscie już raz
na parę miesięcy, raz na parę lat
niespodziewanie się pojawili
nikt nie dbal o to
w jakich filiżankach kawę będą pili.
tak staly kieliszki i filiżanki
od kilkunastu lat.
tam gdzie bylo ich miejsce.
tam gdzie mialy stać.
Tadeusz spędzal kolejnego sylwestra
z Haliną na kanapie
oglądając na niebie nieswoje
sztuczne ognie.
Spytal ją czy nie napiliby się
szampana z tych kieliszków.
z segmentu.
mamy przecież specjalną okazję.
ona odparla mu, że
nie będzie ich potem zmywać,
żeby jeszcze którys potluc
i uszczuplić komplet.
powiedziala, że są one są po to
by tylko na nie popatrzeć.
na segmencie
za drzwiczkami ze szkla
staly kieliszki do szampana
ze zlotym zdobieniem
caly zestaw do kawy
z dwunastoma filiżankami talerzyki
deserowe posrebrzane widelczyki
z trzema ząbkami i lyzeczki
a w cukiernicy na nóżce
kilkanascie sztuk cukru w kostkach.
niczego nie wolno zza drzwiczek
bylo dotknąć bo każda rzecz
symetrycznie ustawiona.
cukru w kostkach pod żadnym pozorem
nie dotykać broń Boże.
to byl zestaw dla gosci. wystawa.
elemencik dekoracji, wystroju wnętrza.
chociaż, gdy goscie już raz
na parę miesięcy, raz na parę lat
niespodziewanie się pojawili
nikt nie dbal o to
w jakich filiżankach kawę będą pili.
tak staly kieliszki i filiżanki
od kilkunastu lat.
tam gdzie bylo ich miejsce.
tam gdzie mialy stać.
Tadeusz spędzal kolejnego sylwestra
z Haliną na kanapie
oglądając na niebie nieswoje
sztuczne ognie.
Spytal ją czy nie napiliby się
szampana z tych kieliszków.
z segmentu.
mamy przecież specjalną okazję.
ona odparla mu, że
nie będzie ich potem zmywać,
żeby jeszcze którys potluc
i uszczuplić komplet.
powiedziala, że są one są po to
by tylko na nie popatrzeć.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


