sobota, 18 grudnia 2010
NA wpół SURowa
Wojciech znowu nie mial dobrego nastroju.
ZNowu, bo na obiad czwarty raz z rzędu
w tym tygodniu byla wątróbka.
Wbijal w nią zęby, chociaż byla trochę surowa.
Mielil ją, mielil i wypluwal zmaltretowaną
z powrotem na talerz. Czasem z trudem
polykal te mniejsze kawalki, zamykając przy tym powieki,
gdy przebiegaly po jego plecach peletony dreszczy.
Popijal lapczywie wodę z cytryną i cukrem,
co osiadal nierozpuszczony na dnie.
Wojciech czul się glodny, niezadowolony, jakos źle.
W pracy też nic mu się nie chcialo.
Z nikim nie rozmawial, każdego obojętnie mijal,
fabryczną rutynę przewijal.
Byl to dzień niezdecydowany, senny, niedojedzony.
Wojciecha zaczepila wtedy za ramię " pani starsza"- Danuta.
Danuta wszędzie chodzila z papierosem.
Podobno zaczęla palić, gdy ukończyla jedenascie lat.
W kapeluszu mierzyla metr szesćdziesiąt dwa.
Od kilku lat jej noworocznym postanowieniem
bylo rzucić palenie.
Zapominala o nim zaraz po nowym roku, ale
caly czas nosila przy sobie cos slodkiego
dla zabicia glodu.
Mówi do Wojciecha, żeby poczęstowal się jej czekoladą.
Z kieszeni wyjmuje w szeleszczącym papierze napoczętą tabliczkę.
Wojciech wyciera palce w spodnie i zjada dwa kawalki.
Z glodu już prawie mdlal, obraz mu się rozmazywal, tracil kolor,
dwoil się i troil.
Teraz jest mu ciut lepiej.
Czekolada ma gorzki smak. Są w niej kawalki pomarańczy.
Jedne suszone, inne jeszcze żywe, nasączone skondensowanym sztucznym aromatem.
Wojciech zjadl podarowany kawalek. Podziękowal.
Nie wiedzial tylko czemu " pani starsza" częstowala go slodkosciami.
Przecież jesli dala mu cos, to powinna czegos chcieć.
Nic dzisiaj nie ma za darmo.
Nie ma przyjaźni, usmiechów, uprzejmosci.
Dzis są interesy, kontakty, znajomosci.
Mijal jednak Danutę caly dzień. Ona tylko się usmiechala.
Niczego nie chciala.
Wojciech w nocy nie mógl zasnąć. Męczyla go zgaga. Obficie przelykal slinę.
Lapal powietrze, aż dyskomfort po kosciach się rozejdzie.
Jednak leżąc w lóżku, doszedl do wniosku, że istnieją jeszcze dobrzy ludzie,
ludzie dobrej woli. Tacy, którzy wysylają sms-y o tresci POMAGAM dla biednych dzieci
z fundacji charytatywnych, prowadzonych przez ekskluzywne wlascicielki.
Takie osoby, które częstują obcych czekoladą, zaspokajając ich glód, nie chcąc niczego w zamian. Taka " pani starsza". Taka Danuta.
Usmiechnąl się w duchu Wojciech
i zasnąl pierwszy raz od wielu miesięcy spokojnym snem.
Rano koldra przykrywala nadal cialo Wojciecha.
Zwykle leżala na podlodze, a Wojciech skulony, drżal pokryty gęsią skórką.
Na obiad znowu byla wątróbka. Wojciech wbijal w nią tylko widelec.
Tak jakby chcial jej zrobić krzywdę. Zemscić się.
Dzis do pracy wyszedl glodny.
Spotkal tam znowu usmiechniętą Danutę.
Zaciągala się papierosem.
Zauważyl, że na jej paznokciach ostaly się resztki
fioletowego lakieru.
Teraz i on się do niej usmiechnąl.
Danuta urosla w jego oczach, jako osoba wielkiego serca.
Serdeczna i bezinteresowna.
Nigdy wczesniej nie postrzegal jej w ten sposób.
Danuta tym razem też zaczepila Wojciecha za ramię, ale
jednak spytala zachrypniętym glosem:
- Wojtkuuu mam do ciebie pytanie. Yyy, a wlasciwie to prosbę.
Czy móglbys mi pomóc...?, mam taki ogromny problem...
ZNowu, bo na obiad czwarty raz z rzędu
w tym tygodniu byla wątróbka.
Wbijal w nią zęby, chociaż byla trochę surowa.
Mielil ją, mielil i wypluwal zmaltretowaną
z powrotem na talerz. Czasem z trudem
polykal te mniejsze kawalki, zamykając przy tym powieki,
gdy przebiegaly po jego plecach peletony dreszczy.
Popijal lapczywie wodę z cytryną i cukrem,
co osiadal nierozpuszczony na dnie.
Wojciech czul się glodny, niezadowolony, jakos źle.
W pracy też nic mu się nie chcialo.
Z nikim nie rozmawial, każdego obojętnie mijal,
fabryczną rutynę przewijal.
Byl to dzień niezdecydowany, senny, niedojedzony.
Wojciecha zaczepila wtedy za ramię " pani starsza"- Danuta.
Danuta wszędzie chodzila z papierosem.
Podobno zaczęla palić, gdy ukończyla jedenascie lat.
W kapeluszu mierzyla metr szesćdziesiąt dwa.
Od kilku lat jej noworocznym postanowieniem
bylo rzucić palenie.
Zapominala o nim zaraz po nowym roku, ale
caly czas nosila przy sobie cos slodkiego
dla zabicia glodu.
Mówi do Wojciecha, żeby poczęstowal się jej czekoladą.
Z kieszeni wyjmuje w szeleszczącym papierze napoczętą tabliczkę.
Wojciech wyciera palce w spodnie i zjada dwa kawalki.
Z glodu już prawie mdlal, obraz mu się rozmazywal, tracil kolor,
dwoil się i troil.
Teraz jest mu ciut lepiej.
Czekolada ma gorzki smak. Są w niej kawalki pomarańczy.
Jedne suszone, inne jeszcze żywe, nasączone skondensowanym sztucznym aromatem.
Wojciech zjadl podarowany kawalek. Podziękowal.
Nie wiedzial tylko czemu " pani starsza" częstowala go slodkosciami.
Przecież jesli dala mu cos, to powinna czegos chcieć.
Nic dzisiaj nie ma za darmo.
Nie ma przyjaźni, usmiechów, uprzejmosci.
Dzis są interesy, kontakty, znajomosci.
Mijal jednak Danutę caly dzień. Ona tylko się usmiechala.
Niczego nie chciala.
Wojciech w nocy nie mógl zasnąć. Męczyla go zgaga. Obficie przelykal slinę.
Lapal powietrze, aż dyskomfort po kosciach się rozejdzie.
Jednak leżąc w lóżku, doszedl do wniosku, że istnieją jeszcze dobrzy ludzie,
ludzie dobrej woli. Tacy, którzy wysylają sms-y o tresci POMAGAM dla biednych dzieci
z fundacji charytatywnych, prowadzonych przez ekskluzywne wlascicielki.
Takie osoby, które częstują obcych czekoladą, zaspokajając ich glód, nie chcąc niczego w zamian. Taka " pani starsza". Taka Danuta.
Usmiechnąl się w duchu Wojciech
i zasnąl pierwszy raz od wielu miesięcy spokojnym snem.
Rano koldra przykrywala nadal cialo Wojciecha.
Zwykle leżala na podlodze, a Wojciech skulony, drżal pokryty gęsią skórką.
Na obiad znowu byla wątróbka. Wojciech wbijal w nią tylko widelec.
Tak jakby chcial jej zrobić krzywdę. Zemscić się.
Dzis do pracy wyszedl glodny.
Spotkal tam znowu usmiechniętą Danutę.
Zaciągala się papierosem.
Zauważyl, że na jej paznokciach ostaly się resztki
fioletowego lakieru.
Teraz i on się do niej usmiechnąl.
Danuta urosla w jego oczach, jako osoba wielkiego serca.
Serdeczna i bezinteresowna.
Nigdy wczesniej nie postrzegal jej w ten sposób.
Danuta tym razem też zaczepila Wojciecha za ramię, ale
jednak spytala zachrypniętym glosem:
- Wojtkuuu mam do ciebie pytanie. Yyy, a wlasciwie to prosbę.
Czy móglbys mi pomóc...?, mam taki ogromny problem...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
